Pytanie Boga
Chciałam napisać w końcu o wieprzu, a tu bez przerwy coś się dzieje. Ale nie o morderstwach w redakcji „Charlie Hebdo” będzie ten felieton – zauważę jedynie, że choć wszyscy podczas manifestacji w tej sprawie z wielkim zadowoleniem powtarzali, że są Charlie, ani jedno francuskie pismo nie przedrukowało rysunków z tego tygodnika.
Nie będę też pisać o tym, że Państwo Islamskie spaliło żywcem jordańskiego pilota, którego schwytano i uwięziono jako zakładnika, a tymczasem rządy na całym świecie przejmują się tylko tym, że Izrael zezwolił na zbudowanie kilkuset nowych mieszkań na terytoriach palestyńskich.
O innej zbrodni chcę dziś napisać, o której zdecydowanie za mało się pisze jako o zbrodni. Mianowicie o epidemiach odry, a także kokluszu, jakie szerzą się od paru lat wskutek głupoty i nieodpowiedzialności rodziców, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci.
Kilka tygodni temu 50 osób w Stanach Zjednoczonych zachorowało na odrę. Tydzień później było ich 70. Potem 95. Teraz są już 102 osoby. I zanim ten tekst się ukaże, będzie ich zapewne o wiele więcej. Dochodzi kilkanaście nowych przypadków na tydzień. Odra rozprzestrzenia się bardzo szybko: każdy zarażony zaraża kilkanaście osób. Na odrę umiera około 300 osób rocznie; głównie są to dzieci. Umrze na nią około jedna niezaszczepiona osoba na 5000.
W Ameryce w 2000 roku ogłoszono, że odra została wytępiona. Miała być zapomnianą częścią przeszłości, jak czarna ospa. I koklusz. Ale kilka lat temu znów się pojawiła (wraz z kokluszem), a w zeszłym roku liczba zachorowań poszybowała w górę: w 2014 roku w Ameryce były 644 (znane) przypadki. Obecna epidemia zaczęła się w parku Disneyland; w odniesieniu do ogromnej większości zachorowań odkryto bezpośredni związek ze źródłem w Disneylandzie. Była nim ponoć niezaszczepiona na wirus odry kobieta. Wśród zarażonych było kilkoro dzieci poniżej roku – za młodych na szczepionkę.
W przypadku wirusów noworodki są zdane na tzw. odporność stadną: na ochronę, jaką im dają ludzie zaszczepieni, przez których wirus nie przejdzie. Więc szczepienie się jest także rodzajem społecznego obowiązku; szczepiąc się, chronimy innych. Jeśli większość jest zaszczepiona, wirus w ogóle nie może się rozmnażać i w końcu znika z powierzchni ziemi. Jak czarna ospa. Jeśli jest ich zbyt mało – wraca i wybucha w postaci epidemii. I czasem zabija.
Oczywiście zawsze będą ludzie reagujący alergicznie na szczepionkę lub tacy, dla których byłaby ona niewskazana z innych powodów. Ale poza tym nie ma żadnego ryzyka. A w szczególności nie ma ryzyka autyzmu. Żadnego. N i e m a związku między autyzmem a tzw. szczepionką MMR – na odrę, świnkę i różyczkę. Ż a d n e g o. Jest natomiast niezwykle wyraźny, niezaprzeczalny związek między oszukańczym twierdzeniem byłego doktora Andrew Wakefielda o istnieniu takiego związku a dwiema rzeczami: spadkiem liczby szczepień, najspektakularniejszy miał miejsce w Wielkiej Brytanii i w Ameryce, i wzrostem liczby przypadków odry i świnki.
Doktor Wakefield w 1998 roku sfałszował dane, na podstawie których ogłosił związek między szczepionką MMR a autyzmem. W 2010 roku Brytyjska Rada Medyczna stwierdziła nie tylko fałszerstwo, lecz także nieuczciwość i konflikt interesów. Wkrótce po tym Wakefield został pozbawiony prawa praktyki w Wielkiej Brytanii. Ale nadal działa jako lekarz w Ameryce, głosząc wyniki swoich dawno zdyskredytowanych przez wszystkie liczące się medyczne ciała „badań” i niektórzy mu wierzą. Naiwni, podatni na mody, nieodpowiedzialni ekoszaleńcy, którzy uznali, że wszystkie szczepionki są niedobre, bo „nienaturalne”. Powstał antyszczepionkowy ruch – tworzący się też w Polsce, wśród podobnych podatnych na modę i zabobony ekoszaleńców. Skutek jest taki, że wracają wirusy, które nie powinny już istnieć. Takie jak odra. Jak koklusz. Najgorsze jest to, że te idiotyzmy są powielane w prasie. Wielu redaktorów sądzi, że każda wyrażana na ich łamach opinia powinna być zrównoważona przeciwną. Tak więc w zeszłym roku widziałam zamieszczone w pewnej gazecie dwa teksty na temat szczepionek: za i przeciw. Tymczasem nie zawsze musi być opinia za i przeciw, jeśli jest idiotyczna i społecznie szkodliwa. Istnieje coś takiego, jak odpowiedzialność prasy.
Pojawiły się już głosy epidemiologów, że nieszczepienie dzieci powinno być karalne. Może rozpowszechnianie szkodliwych idiotyzmów w prasie powinno być też karalne? Odra i koklusz mogą zabić. Państwo ma obowiązek chronić swoich obywateli. Dlaczego nie karać odpowiedzialnych za epidemie?
Oceń