Droga do katolicyzmu (2)

Droga do katolicyzmu (2)

Potrzebowała autorytetu większego od siebie. Może tym bardziej dlatego, że jej inteligencja i niezwykła erudycja były przyczyną wielkiej samotności. W Kościele katolickim spotkała taką pełnię wiedzy, która przerastała jej własną. Przynależność do niego była dla niej ważniejsza niż wszelkie inne relacje społeczne.

Przygotowania

W czerwcu 1923 roku 41–letnia Sigrid Undset napisała list do swej 80–letniej znajomej pisarki szwedzkiej, Heleny Nyblom. W liście tym znajdujemy takie oto zwierzenie: „Muszę w pierwszym rzędzie przyznać, że to, co zrobiło na mnie największe wrażenie w Pani liście, to fakt, że mówi Pani, iż jest katoliczką. Gdy o mnie chodzi, to w miarę, jak wzrastałam, ilekroć wydawało mi się, że stawałam w swoim życiu w obliczu czegoś niewytłumaczalnego czy bezsensownego, tylekroć coraz bardziej upewniałam się w tym, że Kościół katolicki, i tylko on, ma rozwiązanie, na którym można się oprzeć, i ma odpowiedź na wszystkie życiowe pytania, obojętnie czy jest wygodnie, czy niewygodnie je zaakceptować, ale jest on jedyny, który zaspokaja moją skłonność do logicznego myślenia”.

To był długi list, który pisała jak zwykle nocą. Postanowiła opowiedzieć jej o sobie. Pisała: „Nigdy nie powstało we mnie pytanie o przejście do Kościoła luterańskiego, do którego właściwie nigdy nie należałam. (…) Jestem pewna, że mogę i powinnam przystąpić do Kościoła. On jest dla mnie jedyną odpowiedzią na cel istnienia. Całe lata wydawało mi się, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, i nie mogę już dłużej zwlekać z pójściem tą drogą. Pani rozumie, co mam na myśli, chcę Panią zapytać o radę. Pragnę zostać prawdziwą chrześcijanką”.

Pani Nyblom bardzo szybko odpowiedziała na list. Poradziła, by Sigrid zaczęła uczęszczać na katechezę. Tak też się stało. Mieszkała wówczas w Lillehammer, musiała więc dojeżdżać do Christianii pięć godzin pociągiem w jedną stronę. Tę trasę przemierzała co drugi czwartek.

Choć wcześniej sama kilkakrotnie czytała katolicki katechizm, to jednak odbyła gruntowne lekcje, aby, jak sama wyznaje, „być pewną, składając wyznanie wiary, że niczego nie zrozumiałam niewłaściwie, albo inaczej niż naucza Kościół”. Przygotowywała się ponad rok. Czas oczekiwania przedłużał się z uwagi na jej związek ze Svarstadem, który w momencie ich ślubu był mężczyzną rozwiedzionym, a jego pierwsza żona nadal żyła. Z katolickiego punktu widzenia małżeństwo Sigrid Undset ze Svarstadem było nieprawne i musiała rozejść się z nim, aby móc zostać przyjętą do Kościoła katolickiego.

Nie wywołało to u niej żadnego sprzeciwu. Nie żyli już razem od wielu lat. Jednak odmiennie podchodził do tego Svarstad, którego potomstwo z pierwszego małżeństwa było uzależnione od Sigrid. I dla niej ta sytuacja była przykra ze względu na dzieci — wiedziała dobrze, jak bardzo jej potrzebują. Sigrid była pewna, że jej obowiązki wobec nich pozostaną zawsze takie same, bez względu na to czy będzie żoną Svarstada, czy nie. Były też problemy z jej własnym potomstwem, ponieważ Svarstad sprzeciwiał się wychowaniu ich po katolicku. Sigrid uważała, że to zupełny bezsens, ponieważ on sam nie miał żadnej relacji do chrześcijańskiej wiary — wypisał się z państwowego kościoła norweskiego ponad dwadzieścia lat temu.

Męczyła ją też myśl o tym, że gazety będą rozpisywać się o jej katolickich sympatiach tak długo, dopóki nie podejmie ostatecznego kroku, aby cały świat wiedział, że przynależy do Kościoła katolickiego.

W końcu otrzymała prawną separację. Wówczas proboszcz Kjelstrup, który przygotowywał ją do konwersji, wystosował list do biskupa z prośbą, aby Sigrid nie musiała czekać do otrzymania rozwodu, jeżeli podjęła już decydujący krok podporządkowania się Bożym przykazaniom. Rankiem 30 października 1924 roku nadeszła wiadomość, że biskup wyraził zgodę, a przyjęcie na łono Kościoła ma nastąpić za dwa dni, czyli w uroczystość Wszystkich Świętych, 1 listopada. Ksiądz Kjelstrup miał niebawem udać się do Rzymu, a Sigrid pragnęła bardzo, aby to właśnie on był obecny przy tej ceremonii. Pełnił on posługę w nowej kaplicy św. Torfina w Hamar, która została poświęcona kilka tygodni wcześniej. Z tej okazji Undset ufundowała kilka cennych przedmiotów do wystroju kaplicy, m. in. piękny zegar wieżowy i kosztowny feretron, haftowany przez siostry brygidki z Rzymu — złoty krzyż św. Olafa na czerwonym tle. Miał to być przecież niebawem jej kościół.

Był piątek po południu, kiedy Sigrid udała się w podróż. Naraz ogarnął ją lęk, poczuła się bezradna: był to przecież decydujący krok, jaki miała teraz podjąć… Chciała w tym momencie tylko jednego — uciec. Uspokoiła ją rozmowa z holenderską zakonnicą, matką Fulgencją, która zapewniła Sigrid, że jest to bez wątpienia ostatnia próba ze strony szatana, aby u progu Kościoła przestraszyć ją, dlatego trzeba te jego zakusy po prostu zlekceważyć. Pokornie posłuchała mądrej rady.

Konwersja

W sobotę, 1 listopada Sigrid Undset uklękła przed ołtarzem w kaplicy świętego Torfina w Hamar, trzymając w dłoniach Ewangelię otwartą na 16 rozdziale i 18 wersecie ze św. Mateusza: „Ty jesteś Piotr — skała — i na tej skale zbuduję mój Kościół”. Następnie odczytała trydenckie wyznanie wiary obowiązujące w tamtych latach.

Jeden z katolickich teologów wyraził się kiedyś, że niebezpieczną jest rzeczą uczyć się katechizmu przeciwko komuś. Katolicki katechizm z 1922 roku, z którego korzystała Undset, trzeba niestety stwierdzić, w istotnych punktach był skierowany przeciwko chrześcijaństwu protestanckiemu. Reprezentował on katolicyzm kontrreformacji. Nie–katolicy są w nim określani mianem „błądzących”, choć zaznacza on także, że: „Jeżeli ktoś bez własnej winy stoi poza Kościołem katolickim, ale szczerze szuka prawdy i jak tylko potrafi przestrzega Boże przykazania, Bóg nie odmówi mu łaski, aby przynajmniej duchowo należał do Kościoła, a przez to mógł dojść do świętości wiecznej”. Taki obraz Kościoła katolickiego i tych „błądzących”, znajdujących się na zewnątrz niego, rysował się w świadomości Sigrid Undset i był decydujący dla jej postawy wiary.

Jakie wyznanie wiary odczytała przed ołtarzem 42–letnia pisarka? Oto ono:

Ja, Sigrid Undset, mając przed sobą Święte Ewangelie, które dotykam własnymi rękami, doszłam do rozeznania, że nikt nie może zostać zbawiony poza tą wiarą, jaką posiada, zachowuje, głosi i jakiej naucza święty, katolicki, apostolski Kościół rzymski. Bardzo nad tym boleję, że poważnie błądziłam, kiedy to, rodząc się poza tym Kościołem, uznawałam za słuszną i wierzyłam doktrynie sprzecznej z jego nauczaniem.

Oświecona Bożą łaską oświadczam teraz, że wierzę, iż święty, katolicki, apostolski Kościół rzymski jest jedynym i prawdziwym Kościołem, założonym tutaj na ziemi przez Jezusa Chrystusa; jemu to poddaję się całym sercem. Wierzę we wszystkie te artykuły wiary, które mi do wierzenia podaje; odrzucam i potępiam to wszystko, co on odrzuca i potępia, i jestem gotowa przestrzegać wszystkiego, co mi nakazuje. Szczególnie wyznaję moją wiarę w następujące artykuły:

Wierzę w jednego Boga w trzech Osobach Boskich: różniących się od siebie nawzajem, a jednak takich samych, mianowicie w Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Wyznaję katolicką naukę o człowieczeństwie naszego Pana Jezusa Chrystusa, Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu; dalej o zjednoczeniu dwóch natur w Chrystusie, boskiej i ludzkiej w jednej Osobie; boskie macierzyństwo Świętej Dziewicy oraz Jej Niepokalane Poczęcie.

Wierzę w prawdziwą, rzeczywistą i istotową obecność ciała naszego Pana Jezusa Chrystusa z Jego duszą i Jego boskością w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza.

Wierzę i przyjmuję siedem sakramentów świętych, ustanowionych przez Jezusa Chrystusa na zbawienie rodzaju ludzkiego, mianowicie w chrzest, Komunię św., bierzmowanie, sakrament pokuty, ostatnie namaszczenie, kapłaństwo i małżeństwo.

Wierzę w czyściec, zmartwychwstanie umarłych i życie wieczne.

Dalej wyznaję moją wiarę w to, że biskup Rzymu, następca Księcia Apostołów Piotra i zastępca Jezusa Chrystusa, posiada prymat w Kościele — nie sam jako godność pierwszeństwa, ale jako najwyższą władzę.

Tak samo wierzę i przyjmuję autorytet przekazów apostolskich i kościelnych, jak i autorytet świętych pisarzy i jestem przekonana, że nie mogą być one interpretowane bądź poddawane w żadnym innym znaczeniu niż w tym, jakie święta Matka Kościół katolicki utrzymuje i zawsze uznawał za słuszne.

Dalej wierzę we wszystko, co zostało postanowione i oświadczone przez święte postanowienia Kościoła i przez sobory powszechne, szczególnie przez święty Sobór Trydencki i Sobór Watykański.

Dlatego właśnie szczerym sercem i nieobłudną wiarą odrzucam i wyrzekam się każdej herezji, błędnej nauki i sekt sprzeciwiających się świętemu, katolickiemu i apostolskiemu Kościołowi rzymskiemu. Tak mi dopomóż Bóg i Jego święte Ewangelie, które dotykam własnymi rękami.

W niedzielę, 2 listopada Sigrid Undset przyjęła Komunię świętą.

W służbie Kościoła

Potrzebowała autorytetu większego od siebie. Może tym bardziej dlatego, że jej inteligencja i niezwykła erudycja były przyczyną jej wielkiej samotności? Jak mogła zaakceptować tak kontrreformacyjne wyznanie wiary? W Kościele katolickim spotkała taką pełnię wiedzy, która przerastała jej własną. Czy tego właśnie szukała, czy tylko tak wielki autorytet mógł ją zaspokoić? Przynależność do katolickiego Kościoła była dla niej ważniejsza niż wszelkie inne relacje społeczne. Tak pisała o tym do Heleny Nyblom: „To, co łączy mnie z moimi kochanymi przyjaciółmi spośród grona artystów, nie jest już najważniejsze; w ostatnich latach powoli zaczęłam to dostrzegać. Jesienią zdarzyło mi się, że po nieprzespanej nocy u jednej z aktorek poszłam bezpośrednio na poranną mszę św. I właśnie kiedy opuściłam to towarzystwo panów i pań, którzy potrafili siedzieć od 20. do 6. nad ranem i rozmawiać o teatrze i sztuce, i swoich zmiennych nastrojach, jak nigdy przedtem poczułam wyraźnie różnicę pomiędzy marzeniem a rzeczywistością, (…) i wyszłam stamtąd do kościoła, gdzie na klęczkach przeżyłam mszę św. przed ołtarzem — to było jak przebudzenie do rzeczywistości i do trzeźwego, rozumnego i porządnego ludzkiego życia”.

Sigrid Undset wyraźnie stwierdzała: jeżeli autorytet Chrystusa jest autorytetem Boga, to również autorytet Kościoła Chrystusowego musi być Boskim autorytetem. Zafascynowana taką koncepcją zaczęła interesować się twórczością Roberta Bensona, syna biskupa Cantenbury, prymasa anglikańskiego, który w 1903 roku przeszedł na katolicyzm. S. Undset przetłumaczyła na język norweski jego książkę Chrystus w Kościele, w której autor stwierdza identyczność Chrystusa ze swoim Kościołem. Dla Bensona Kościół jest w pełnym rozumieniu samym Chrystusem. Teologia wcielenia Bensona prowadziła do przejaskrawionej formy wywyższania Kościoła. Benson był typowym reprezentantem teologii kontrreformacyjnej, która w znacznej mierze znamionowała stanowisko Kościoła aż do Soboru Watykańskiego II.

Dwa lata później przetłumaczyła kolejną książkę Bensona pt. Przyjaźń Chrystusa. Skończyła wówczas swoją kolejną powieść średniowieczną Olaf, syn Auduna, o której jeden z krytyków norweskich, Eivind Berggrav napisał: „Jeśli wierzyć S. Undset, to średniowieczu zabrakło Ewangelii. Jej książka jest pełna Kościoła, ale gdzie jest Chrystus w Kościele?”.

Wpływ Bensona na Undset był ogromny. W jej bibliotece znajdowały się aż 32 książki tegoż autora. Nie da się przy tym zaprzeczyć, że jako pisarka jest bardzo zakotwiczona w klasycznej tradycji Kościoła z orędziem Chrystusa — Kimś centralnym w jego wierze. Przełożyła też dwie angielskie propagandowe książki: Hilarie’ego Belloca Kościół katolicki i historia oraz G. K. Chestertona Kościół katolicki i konwersja. Był to jej wkład w religijną debatę w samej Norwegii. Nieustannie objawiała swe zatroskanie losem chrześcijaństwa w swoim kraju, widząc jedyny ratunek dla niego w Kościele katolickim.

Jej stosunek do Lutra był bardzo negatywny, nie obawiała się nawet nazywać go człowiekiem psychicznie niezrównoważonym i miała wyraźne trudności z oddzieleniem Lutra jako osoby, od dzieł, które napisał. Undset atakowała całe luterańskie chrześcijaństwo. A jednak niesprawiedliwe byłoby obciążać ją samą za taki stosunek. Sytuacja Kościoła w tym okresie tłumaczy jej stanowisko. To polemika, a nie dialog cechowały konfesyjne debaty ówczesnego okresu. Kiedy więc luterański teolog atakował katolicyzm, Sigrid Undset czuła się zobowiązana odpowiadać w imieniu swojego Kościoła. Ofiarowując swój talent w tej służbie, nie tylko chodziło jej o obronę katolicyzmu przed atakami luterańskimi, ale o przyszłość chrześcijaństwa w Norwegii.

Odtąd cała oddała się na służbę Kościołowi, pisząc mnóstwo artykułów przede wszystkim do czasopism katolickich, angażując się w wiele różnych akcji i oficjalnych debat.

W pierwszą Wielkanoc po konwersji Sigrid zaprosiła swoją matkę w podróż do Włoch. Była to równocześnie 70. rocznica urodzin matki. Codziennie uczestniczyła we mszy św. Pięć lat później Sigrid Undset doczekała się wielkiej radości. Jej matka Charlotte również przeszła na katolicyzm, to samo rok wcześniej uczyniła Ebba, siostra Sigrid.

Nie tylko pisarstwo i artykuły pochłaniały czas pisarki. Przyjmowała mnóstwo listów, odkąd rozeszła się wiadomość o jej wielkich dochodach po sukcesie Krystyny córki Lawransa. Proszono ją o wsparcie i nie potrafiła odmawiać, rozumiejąc taką formę pomocy innym prawie jako swoją religijną powinność. Posyłała więc i pieniądze, i nierzadko żywność ubogim rodzinom, wspierała fundacje kościelne. Rozdała też całą kwotę, jaka przysługiwała jej w związku z przyznaną w 1928 roku Literacką Nagrodą Nobla. Nagroda opiewała na 156 tysięcy koron. Sigrid wystosowała list do Ministerstwa Spraw Socjalnych już w pierwszym miesiącu po otrzymaniu wiadomości o przyznanej nagrodzie. Przyznała tym samym 80 tysięcy koron na fundusz, z którego miały czerpać rodziny sprawujące opiekę nad swymi upośledzonymi dziećmi, a nie mające wsparcia ze strony państwa. Sama miała upośledzoną córeczkę i dobrze wiedziała, ile znaczy taka pomoc. Fundusz ten nosił imię „Fundacja Maren Charlotte Undset Svarstad”. Sumę 15 tysięcy koron przekazała dla Związku Literatów Norweskich, a pozostałe 60 tysięcy na pobyt dzieci norweskich w szkołach katolickich.

Ostatnie lata — poszukiwanie głębi

7 marca 1928 roku Sigrid Undset wstąpiła do III Zakonu św. Dominika, przyjmując jako patrona św. Olafa. Jako świecka dominikanka, siostra Olafa, zobowiązała się do prowadzenia dobrego życia chrześcijańskiego w duchu dominikańskim i przestrzegania reguły. Ideał ubóstwa miała praktykować na swój sposób. Rozdała biżuterię, z radością rozsyłając ją do przyjaciół, wszystkie piękne drobiazgi ze złota, które tak ją cieszyły od młodości. Najchętniej też zrezygnowałaby z wizyt w teatrze, jako jednej ze światowych uciech, ale przyznano jej dyspensę, sama zaś traktowała odtąd teatralne przedstawienia jako nałożoną na siebie pracę. Nie miała też przesadzać z wystawnymi posiłkami. To nie było zbyt proste z uwagi na jej status i częste okazje do przyjęć. Jednak na co dzień w Bjerkebaek odżywiała się bardzo prosto, przestrzegając piątkowego postu i zobowiązując do tego wszystkich domowników.

Niemal zazdrościła wszystkim, dla których religijność była czymś oczywistym. Dla niej to nigdy nie stało się jakąś rutyną czy przyzwyczajeniem.

Zmagała się z wieloma trudnościami. Do końca życia paliła papierosy. Najtrudniej było prowadzić pobożne życie. Jej grzechem głównym była pycha, wiedziała o tym dobrze. Na dodatek wielokrotnie ogarniała ją złość wewnętrzna, kiedy pomoc domowa czy ktokolwiek inny przeszkadzał jej w pracy. Pisała o tym: „Naprawdę miałam wrażenie, że diabeł sam osobiście kręcił się dokoła mnie i szeptał mi do ucha: «Czy nie chcesz sobie ulżyć, poprzeklinaj sobie trochę, wyzwij pokojówkę, nakrzycz na dzieci, itd., itd.»”.

Nie miała bowiem zbyt wiele spokoju do pracy i kilka przekleństw wydawało się być ratunkiem. „Wydaje mi się, że mały szatan depcze mi po piętach, aby stenografować moje najskrytsze myśli za każdym razem, kiedy któryś z kochanych przyjaciół albo krewnych przybywa z wizytą”. Tak pisała w listach do księdza Josepha Theuwes, jej długoletniego przyjaciela.

Bardzo szybko, kiedy bywała przemęczona i poirytowana, potrafiła odnosić się do innych w ostrych słowach i bezkompromisowo. Wtedy przychodził czas na spowiedź. Spowiednicy okazywali jej wiele troski, zadając konkretne pokuty. Sigrid Undset z upływem lat przybywała na wadze, wówczas spowiednik zadał jej jako pokutę codzienny spacer. Przemierzała więc strome uliczki Lillehammer… Również w ramach pokuty miała wysyłać paczki z pomocą do Niemiec jako zadośćuczynienie za nienawiść do Niemców. Niechęć do tego narodu narosła w niej w czasie wojny, w czasie której zginął jej syn Anders. Ona na emigracji w Stanach Zjednoczonych walczyła piórem o swój kraj i wartości ogólnoludzkie i chrześcijańskie w ogarniętym pożogą świecie.

Dominikanie często przybywali do Bjerkebaek i odprawiali mszę św. w jej domu. Katolicy ze wspólnoty z Hamar często zwracali się do niej, by zechciała zostać matką chrzestną ich dzieci. Czyniła to chętnie, obdarowując rodzinę wspaniałymi prezentami.

Coraz bardziej zacieśniały się jej kontakty z siostrami dominikankami z Oslo i ich domem św. Katarzyny, gdzie była częstym gościem. Zawiązała się też przyjaźń z przeoryszą, mčre Marie des Anges Glaizot. Tylko z nią i innymi siostrami szczerze potrafiła rozmawiać o swojej upośledzonej córeczce Mosse, którą siostry otaczały szczególną modlitwą. Kościół znaczył dla niej bardzo wiele w kontekście jej chorego dziecka. Mosse przez całe życie potrafiła powiedzieć tylko kilka najprostszych słów. Najczęstszym było słowo „mama”. 12 stycznia 1939 roku Sigrid Undset znalazła Mosse nieruchomą na swoim posłaniu, ledwie mogła oddychać, po kilku minutach cichutko odeszła do Pana. W Lillehammer odprawiono mszę św. pogrzebową wotywną o aniołach.

10 lat później Sigrid Undset odeszła z tego świata równie cicho i samotnie. Była już wtedy bardzo zmęczona, szczególnie po trudnym okresie wojny. Wraz z jej nastaniem musiała przez Szwecję uchodzić do Stanów Zjednoczonych, gdzie spędziła pięć pracowitych lat. Powróciła do Norwegii 30 czerwca 1945 roku, gdzie po czterech latach pobytu w Lillehammer nagle zaczęła poważnie chorować. Zapalenie nerek wywołało gorączkę. Lekarz domowy był na urlopie. Pokojówka zadzwoniła do szpitala. Sigrid Undset w tak niespodziewany sposób opuściła swój dom, że nawet w maszynie do pisania pozostała kartka papieru z niedawno rozpoczętym kolejnym artykułem. Nie zdążyła zabrać ze sobą niczego prócz srebrnej broszki, w której ukryła pukiel włosów zmarłej córeczki. Ksiądz proboszcz był właśnie w Hamar, nie przyjęła nawet sakramentu chorych. Nikt nie przypuszczał, że są to ostatnie chwile pisarki. W szpitalu była przy niej tylko siostra Xawera ze zgromadzenia sióstr św. Karola Boromeusza. Całonocne czuwanie bardzo wyczerpało tę starszą już siostrę i Sigrid nalegała, aby poszła przespać się trochę. Zakonnica posłuchała dobrej rady, nie przeczuwając, że było to ich ostatnie spotkanie. 10 czerwca 1949 roku o godz. 10.30 Sigrid Undset dostała nagle ataku kaszlu. Umarła, mając 67 lat.

* * *

Jeżeli na konwersję Sigrid Undset popatrzymy z perspektywy minionych sześćdziesięciu lat, jeżeli przyjrzymy się reakcjom, jakie wywołała, to obecnie jest nam o wiele łatwiej niż w czasach jej współczesnych, odróżnić specyficzne dla niej motywacje i myśli od tych uniwersalnych, jakie towarzyszą każdej przemyślanej konwersji na wiarę chrześcijańską. Konwersja Sigrid Undset nastąpiła w czasach, które możemy określić mianem ostatniej fazy kontrreformacji. Pisarka, w sposób naturalny, przy swoim wyborze drogi wiary, musiała zmieścić się w określonych historycznych schematach i ramach, które istniały od początków rozbicia Kościoła w XVI wieku na protestancką reformację i katolicką kontrreformację. Trzeba przecież pamiętać, że jej ojczyzną był kraj bardzo przesiąknięty niechęcią do tych, którym obcy był nurt, jaki zapoczątkował Luter. Dopiero w 1948 roku, kiedy to powstała Światowa Rada Kościołów, narodził się ruch ekumeniczny. Zaledwie rok później umiera Sigrid Undset. Nowa wizja Kościoła powstaje na Soborze Watykańskim II, czyli dopiero kilkanaście lat po jej śmierci.

Jak ona, jako chrześcijanka, katoliczka i historyk, zareagowałaby na te zmiany, tego możemy się tylko domyślać. Jak każdy tak i ona była dzieckiem swojej epoki, myślę jednak, że jedno jest pewne — Sigrid Undset wyczuwała dokładnie, czym jest sam rdzeń chrześcijaństwa. Wiedziała, że Kościół był i jest zawsze otwarty na działanie Ducha Świętego, a przemiany w nim zachodzące są owocem owego pokornego wsłuchiwania się w Jego świeży powiew.

Fragment wypowiedzi, wygłoszonej przez pisarkę do studentów w Oslo w burzliwym dla Europy okresie, bo na początku okrutnej wojny w 1940 roku, będącej antyświadectwem chrześcijaństwa i człowieczeństwa w ogóle, jest zarówno potwierdzeniem ostrości jej spojrzenia i pewnej bezkompromisowości, ale również intuicji przeczucia, a może bardziej tęsknoty za aggiornameto, jakie miał przynieść Sobór Watykański II i odmienić duchowe oblicze Kościoła: „Upadek kultury europejskiej był od dawna przesądzony. Wygląda na to, że nadszedł szybciej i przebiega bardziej burzliwie niż nam się zdawało, że jest to możliwe. Pytano mnie czy wierzę w chrześcijańską rewolucję. W żadną tego typu rewolucję nie wierzę, bowiem chrześcijański świat nie jest rewolucyjny, ale penetrujący. W pierwszym rzędzie nie wierzę w żaden chrześcijański renesans. Jeżeli Europa ma powrócić do chrześcijaństwa, to może się to dokonać jedynie poprzez przemianę atmosfery duchowej”.

Droga do katolicyzmu (2)
Justyna Iwaszkiewicz

urodzona w 1958 r. – filolog norweski, pracownik UAM, tłumaczka, autorka przekładów książek Wilfrida Stinissena OCD oraz licznych artykułów....