Monastyr Nadziei

Monastyr Nadziei

Któż w Polsce nie śpiewał pieśni i piosenek o zielonej Ukrainie? Kto nie czytał poezji Bohdana Zaleskiego, opisów ukraińskich topoli u Jarosława Iwaszkiewicza, ale także Słowackiego, Malczewskiego, kijowskiego Leśmiana i jeszcze tylu innych, których los związał po wieczny czas z polską kulturą i z ukraińską ziemią?

Ukraina jest naprawdę zielona. Kiedy tylko spłyną śniegi — wiosna wybucha prawdziwie i trwa. Zieleni się tu aż do późnej jesieni, dopóki znów puszysta biel nie przykryje ziemi. Są na Ukrainie miejsca szczególnie zielone… Właśnie takim jest Dolina Ajdaru. Wśród pszenicznych pól i sosnowych lasów, co pachną żywicą, wije się słobodziańska rzeka. Na szczęście człowiek po dziś dzień nie zdołał zniweczyć tutejszej przyrody, choć przecież tyle zniszczył — najbardziej siebie…

Ajdar wpada do Siewierskiego Dońca — ich wysokie brzegi przez wieki stanowiły naturalną obronę Europy przed tatarskimi zagonami i turecką nawałą. Kraj był wyludniony. Około 1600 roku wojewoda Bohdan Bielski z własnych środków, dwie wiorsty od miejsca, gdzie rzeka Biała wpada do Ajdaru, polecił wybudować gród obronny — stanicę, którą nazwał Bielskij. W nim też zamieszkał i czynił wszystko, by zasiedlić okoliczne ziemie. Historia uczy, że tyranom łatwiej przychodzi burzyć niż budować. Nie spodobało się dzieło wojewody carowi Borysowi Godunowowi. Wezwał go do Moskwy, zarzucił mu polonizację istinno russkich ziemiel, poddał torturom — brodę wyrywano Bielskimu włos po włosku — i zesłał na północ. Miasteczko opustoszało na długie lata. Pod koniec siedemnastego wieku zasiedlili je wychodźcy z Ziemi Połtawskiej i Czernichowskiej. Dużo jednak wody miało w Ajdarze upłynąć, zanim stanica Bielskij, a potem słoboda Starobielskij, zamieniły się w powiatowe miasto Starobielsk. Prawa miejskie ujezdnyj gorod Starobielsk otrzymał w 1797 roku, dwa lata po trzecim rozbiorze Polski. Od tej pory rozwijał się jako regionalne centrum zbożowe — wszak Ukraina przez wiele lat, aż do przyjścia bolszewików, była prawdziwym spichlerzem Europy, a ziemie nad Ajdarem, żyjąc ze zboża, przyciągały kupców i rzemieślników z różnych stron Imperium.

Szczególne miejsce w historii miasta zajął żeński monastyr. We wschodnim chrześcijaństwie nie ma zakonów i zgromadzeń zakonnych. Jest natomiast piękna, wywodząca się od Bazylego Wielkiego, tradycja monastyczna. Architektura monastyru Bożej Mati Wsiech Skorbiaszczych Radost — co po polsku można by przetłumaczyć: „Matki Bożej — Radości wszystkich tych, co się smucą” — była przez całe lata chlubą i dumą miasta. Było to najpiękniejsze miejsce, a jego mieszkanki miały ogromny wpływ na duchowość i życie kulturalne całej starobielskiej ziemi.

Historie klasztorów — gdziekolwiek by one nie były — u swoich początków mają zdarzenia, które bardzo wyraźnie wskazują na Bożą Wolę, na misję Kościoła powszechnego, bez względu na to, czy nazywa on siebie prawosławnym czy też katolickim, wschodnim czy zachodnim. Ze starobielskim monastyrem nie było inaczej. Wojna krymska z początku lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia nie tylko obaliła mit niezwyciężoności Rosji carskiej. Jej rezultatem był żałosny koniec cara–tyrana: Mikołaja, zwanego Pałkinem. Samobójstwo nawet tyrana jest jednak samobójstwem człowieka. Dla Rosji najstraszniejszym żniwem tej wojny były tysiące wdów i sierot, tysiące kalekich mężczyzn, którzy z żywicieli rodzin zamienili się w przedwczesnych starców, wymagających ciągłej opieki. Tragedia wojny krymskiej nie ominęła Słobody ani Starobielska. Jeden z miejscowych uczestników wojny, ciężko ranny pułkownik Bulicz, na łożu śmierci zapisał swoją ziemię w mieście i w pobliskim chutorze — Pisariewce — na potrzeby dzieci–sierot po ofiarach wojny. W testamentalnym zapisie, oprócz ziemi, była również wystarczająca suma pieniędzy, by po śmierci pułkownika pomyślnie zrealizować jego wolę. Zajęła się tym bardzo gorliwie jego żona. W dniu 28 sierpnia 1862 roku, w Starobielsku otwarta została żeńska wspólnota monastyczna Matki Bożej — Radości wszystkich smucących się. W pierwszym roku jej istnienia wzrosła też kamienna cerkiew pod wezwaniem Trójcy Świętej. W ciągu następnych ośmiu lat powstał przytułek dla sierot w wieku od pięciu do czternastu lat. W 1870 roku, decyzją władz cerkiewnych, wspólnota stała się pełnoprawnym monastyrem, a jego pierwszą ihumenią wybrano Angelinę Bulicz. Na początku naszego wieku było w klasztorze 300 mniszek. W Pisariewce wybudowano domy mieszkalne i klasztorną szkołę, w której młode mniszki uzyskiwały podstawy wykształcenia. Gospodarstwo stanowiła trzoda, bydło, ptactwo. Postawiono solidne zabudowania gospodarcze. Oprócz tego był jeszcze wielki klasztorny ogród i grunty orne. Latem w gospodarstwie trudziło się więcej niż sto mniszek, a dochód z niego pozwalał wspólnocie nie tylko trwać, ale i rozwijać się. W latach 1895–1900 wzniesiono w monastyrze dużą, kamienną cerkiew, do której specjalnie sprowadzono kilka ikon starogreckich. Darowali je siostrom bracia z Góry Athos. Zaraz potem zbudowano jeszcze kilka pokaźnych, murowanych domów, refektarz, a po drugiej stronie drogi dwupiętrowy budynek dla klasztornych gości, stajnie, dwuklasową szkołę i domek dla ojca–batiuszki, który w klasztorze służył posługą kapłańską. Była w monastyrze także ogromna biblioteka. Zajmowały się siostry nie tylko modlitwą i gospodarstwem, nie tylko szkołami i przytułkiem, ale również rzemiosłem artystycznym. Spod ich rąk wychodziły przepiękne szaty liturgiczne oraz ikony.

A potem przyszła bolszewicka smuta. Jaki był los mieszkanek starobielskiego klasztoru — nie wiem. W 1923 roku starobielski monastyr Matki Bożej — Radości wszystkich smucących się został rozgrabiony i zamknięty. Zaś jesienią 1939 roku na jego terytorium NKWD urządziło obóz dla polskich oficerów, żołnierzy Września. To była ta nowa historia, którą tak boleśnie, na podstawie własnych przeżyć, opisał Józef Czapski, a potem, w straszny czas stanu wojennego, wyśpiewał Jacek Kaczmarski.

Po dziś dzień żyją w Starobielsku ludzie, którzy pamiętają polskich oficerów. Starobielskie dzieci z polonijnej organizacji „Most Nadziei” z ogromną troską opiekują się mogiłami tych, co pomarli w obozie z tęsknoty i z ran. Na skraju miasteczka, w żywicznym lesie jest polski cmentarz żołnierski. Powstał przed niespełna pięciu laty wysiłkiem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, a także Stowarzyszenia „Rodziny Katyńskie”. Każdego roku przyjeżdżają tu najbliżsi tych, co pomarli w smutku, na nieludzkiej ziemi. Przyjeżdżają nie tylko na mogiły, przyjeżdżają pomodlić się w klasztorze Tej, która niesie radość wszystkim smucącym się.

Klasztor w Starobielsku odradza się z bólem, z ogromnymi trudnościami, ale odżywa. Dziś jest jedynym żeńskim klasztorem prawosławnym na obszarze trzech obwodów. Jest i trwa. Do Starobielska powróciła modlitwa… Modlitwa wyrosła na krwi męczennic i męczenników. Modlitwa pewna.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Monastyr Nadziei
Zdzisław Nowicki

(ur. 17 grudnia 1951 r. w Pile – zm. 6 czerwca 2006 r.) – polski dyplomata, ekonomista, senator I kadencji, ambasador RP, w latach 1992-1998 oraz 2000-2004 przebywał na placówkach dyplomatycznych w Sankt Petersburgu, Charkowie i Astanie, publikował po polsku, rosyjsku, ukrai...