Wykroić choć pięć minut

Wykroić choć pięć minut

Życie duchowe i modlitwa to prawie słowa zamienne. Bez modlitwy nie istnieje prawdziwe życie duchowe. Dla większości z nas problem polega na tym, od czego zacząć. Podobnie jak w wielu innych sprawach wartych zachodu, trzeba podjąć decyzję o włączeniu modlitwy na stałe do swego życia. To wymaga także trochę organizacji. Wybierz porę dnia, kiedy możesz być sam. Nie bądź jednak zbyt ambitny. Może uda ci się wykroić tylko pięć minut. Nie poddawaj się też zbyt łatwo, pod byle pretekstem, że nie możesz znaleźć nawet tych pięciu minut albo nie masz miejsca, w którym mógłbyś być sam. Nie umniejszam wcale różnych problemów. Nie oszukujmy się jednak. Zawsze znajdziemy jakąś wymówkę.

Powinienem uściślić, że mówię tutaj o modlitwie zwanej myślną albo medytacją. To coś innego niż odmawianie pacierza rano i wieczorem. Nawiasem mówiąc, pacierz jest równie ważny. Mam jednak na myśli spędzanie czasu sam na sam z Bogiem, próbę wznoszenia do Niego umysłu i serca.

Mamy dziś wielu nauczycieli życia duchowego. Pragnienie duchowości i potrzeba modlitwy są może najbardziej znamiennymi i najważniejszymi aspektami życia współczesnego Kościoła. Warto zauważyć, że wielu z tych nauczycieli to kobiety.

Wracam do kwestii modlitwy myślnej. Musimy mieć jakiś punkt wyjścia. Tutaj powiem o swoich. Mam ich kilka. Po pierwsze, zawsze zastanawiały mnie słowa św. Pawła z Listu do Rzymian: „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialnego Jego przymioty — wiekuista Jego potęga oraz bóstwo — stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,19–20).

Rozumiem to tak: świat stworzony mówi nam o tym, jaki jest Bóg. Na podstawie tego sądzę, że Jego wskazówki są dalekie, niemniej przydatne. Na przykład, powiedziano nam, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. To oznacza, że to, co dostrzegamy u innych, może dać nam pewne wyobrażenie o Bogu. Stąd piękno w człowieku, dobroć i szlachetność, może — powinno — skłaniać nas do myślenia o Bogu. Tak samo możemy patrzeć na wszystko, co nas porusza jako prawdziwe i dobre. We wszystkim tkwią ważne wskazówki. Dobrze uczynimy, przyglądając się pięknu, dobru i prawdzie oraz próbując odnosić to do Boga.

Widzisz jakąś piękną osobę? O ile piękniejszy jest Bóg! Piękno w Nim może być — i z pewnością jest — inne. Piękno osoby lub rzeczy wskazuje na obecność podobnej cechy w Nim. Całe piękno pochodzi od Boga. Dzieła sztuki zawsze mówią coś o artyście.

Szukasz prawdy? Spróbuj spojrzeć na osoby i rzeczy tak, jak patrzy Bóg — poznasz przez to Jego zamysł.

Pociąga cię to, co jest dobre, a stąd przyciągające? Zatem w jakiś sposób przyciąga cię Ten, który jest sprawcą dobra w osobach i rzeczach. Dobro, które przyciąga, odzwierciedla dobro i miłość, którą jest sam Bóg. Bóg jest przyciągający, najbardziej przyciągający ze wszystkiego. Człowiek zakochany jest dobrze usposobiony w tym momencie do uchwycenia znaczenia słowa „przyciąganie” w odniesieniu do Boga.

To ważne, moim zdaniem. Nie rozpraszaj się. Pomyśl o tym.

Drugi punkt wyjścia jest następujący: rozmyślaj o Jezusie Chrystusie i wsłuchuj się w Jego słowa. Przypomnij sobie, jak pewnego dnia apostoł Filip powiedział do Niego: „Pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy” (J 14,8). Jezus mu odpowiedział: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9). W ten sposób, dzięki słowom naszego Pana, dzięki Jego działaniom i postawom, poznajemy po ludzku prawdę o samym Bogu. Jezus Chrystus jest zarówno Bogiem, jak i człowiekiem. Dam przykład: słowa naszego Pana, zapisane przez świetego Mateusza, mogą być bardzo pocieszające dla tych, którzy z tego czy innego powodu znajdują się w trudnej sytuacji lub cierpią. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Słowa te, podobnie jak wszystkie słowa Chrystusa, skierowane są bezpośrednio do każdego z nas i zawsze są aktualne. Kontekst kulturowy może się trochę różnić, ale przekazywane prawdy obowiązują w każdej epoce. Odczytaj te słowa, jakby sam Jezus szeptał ci je do ucha. W rzeczywistości, On to właśnie robi. Gdy je przemyślisz (w tym kontekście lepsze byłoby słowo „przetrawisz”), mogą one, jeśli taka jest wola Boża, zacząć rozpalać twe serce. Kiedy takie słowa dotykają cię, dając światło umysłowi i ciepło sercu, dzieje się tak dlatego, że Duch Święty działa w tobie.

Trzeci punkt wyjścia to powolne i — rzecz jasna — skupione powtarzanie jakiegoś wersetu z Pisma św. Na przykład: „Jezu, bądź miłościw mnie grzesznemu” albo: „Panie, Ty wiesz wszystko; Ty wiesz, że Cię kocham”, albo: „Wierzę, Panie, zaradź memu niedowiarstwu” lub: „Panie, w Twoje ręce powierzam ducha mego”. To ostatnie ma ogromną moc podczas modlitwy. To słowa, którymi modlił się Jezus na krzyżu. Wyrażają one albo próbują wyrazić całkowite zdanie się na Bożą wolę. Tymi słowami przyjmujemy próby w swym życiu, a potem, na starość, samą śmierć. Twoje myśli zatem powinny być nakierowane na osobę, do której się zwracasz. Słowa skłaniają cię do myślenia o tej osobie. O naszym Panu. Słowa mogą się stać wtedy drugorzędne, gdyż wiesz — a może tylko to sobie niejasno uświadamiasz — że On jest razem z tobą.

Czwarta droga modlitwy to odmawianie w milczeniu i bardzo wolno dobrze znanych ci modlitw, jak Ojcze nasz czy któryś ze 150 psalmów. To sam Jezus nauczył nas modlitwy Ojcze nasz, więc ma ona uprzywilejowane miejsce w modlitwie Kościoła. Psalmy natomiast są przepięknymi modlitwami. Jezus się nimi modlił, podobnie też Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, czyni na całym świecie, w każdej epoce. Psalmami modlą się wspólnoty żydowskie. Kiedy to czynimy, czerpiemy z żydowskich korzeni naszej wiary i tradycji judaistycznej. Czytając lub odmawiając modlitwy, spróbuj wyjść poza słowa — do myśli, jakie one zawierają, a następnie skieruj je na Osobę, do której chcesz się zwrócić. Może przyjść taka chwila, że nie będziesz chciał dalej czytać, a zechcesz zamieszkać i odpocząć w słowie lub wersecie, który najbardziej do ciebie przemawia. Może poczujesz obecność Tego, którego szuka twoje serce. Mówię „może”, bo nie wiem, czy zdarza się to często, czy niezmiernie rzadko.

Na koniec chciałbym ci przypomnieć o „modlitwie nieporadności”. Czasami nasz umysł jest zawładnięty przez wielką troskę lub trwogę. Nie potrafimy, mimo najszczerszych chęci, uwolnić się od tego. To w nas tkwi i pozostaje. Kiedy indziej możemy opłakiwać kogoś ukochanego. Poczucie żałoby i smutku pozbawia nas wszelkich innych myśli. Utrata po prostu boli. Czasami fizyczny ból przyćmiewa umysł. Wydaje nam się, że drwi sobie z pozytywnych myśli. „Modlitwa nieporadności” to po prostu trwanie w obecności Boga, choć trudno tę obecność dostrzec. Więc tylko „bądź” w bólu, ewentualnie wołaj: „Panie, oddal ten kielich ode mnie… ale Twoja wola niech się stanie, nie moja”. Albo całuj rany Chrystusa na krucyfiksie. Jeśli jesteś chory i leżysz w łóżku, włóż pod poduszkę krucyfiks lub różaniec. Całowanie ran Chrystusa jest wspaniałą modlitwą.

Każdy z tych punktów może doprowadzić do milczenia. Trwanie w milczeniu, przy uświadomieniu sobie obecności Boga, to zaawansowany poziom modlitwy, o której tu mówię. Wielu z nas nie posunie się dalej niż te punkty wyjścia. Drogocenna chwila milczenia wymyka się nam. Nie martw się. Modlitwa to próba wznoszenia umysłu i serca do Boga. Jeśli przyjdzie ta drogocenna chwila, jest to Jego dar. Jeśli nie przychodzi, twoja modlitwa i tak bardzo się Bogu podoba. W gruncie rzeczy, punkt wyjścia może być punktem docelowym. Nieustanne rozpoczynanie, każdego dnia od nowa, sprawia, że jesteśmy innymi ludźmi, bardziej podobnymi do Jezusa. Dostrzegają to inni. My sami nie. Pocieszenie i radość mogą nie przyjść podczas codziennych prób wznoszenia umysłu i serca do Boga. Może to przychodzić w zupełnie inny sposób.

tłum. Marek Maciołek

Fragment z książki kard. Basila Hume’a, Basil in Blunderland, która ukaże się wkrótce nakładem Wydawnictwa W drodze.

Wykroić choć pięć minut
George Basil Hume

(ur. 2 marca 1923 r. w Newcastle upon Tyne, Wielka Brytania – zm. 17 czerwca 1999 r. w Londynie) – angielski duchowny katolicki, kardynał, arcybiskup Westminster, prymas Anglii i Walii, benedyktyn, ekumenista.  W 1941 roku...