Do Krakowa po relikwie

Do Krakowa po relikwie

To wielka, niezasłużona łaska, że całe moje dorosłe i świadome życie upływało w błogosławionych światłach osobowości Jana Pawła. Ach co to było za wydarzenie! Pamiętam początki. Uczony kardynał z Krakowa, kiedy został papieżem, zaczął mówić zupełnie innym językiem. To do niego można było zastosować ewangeliczne zdumienie: cóż to za mowa, jak to się stało, że zaczął przemawiać z taką mocą, jakiej nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Moment wyboru stworzył nowego człowieka. Napełnił go nową mocą. Promieniowanie jego osobowości onieśmielało wszystkich. To spadło na nas z wysoka. Prostota i siła jego wypowiedzi bywały zniewalające. Wszyscy mówiliśmy wtedy: cóż za łaska stanu.

Szczególna łaskawość, jaką mi okazywał, była dla mnie nie tylko umocnieniem, ale i zobowiązaniem. Czułem, że wzywa mnie do rzeczy wielkich, do bezinteresownej służby sprawom i wartościom najwyższym, konkretnie do służby Bogu i ludziom bez oglądania się wstecz.

Jak nikt potrafił uczestniczyć w moim duszpasterstwie. To mnie często ratowało. Podnosił moje myślenie na coraz wyższy poziom ogólności i obiektywizmu. Tak przekraczaliśmy granice naszego duszpasterstwa, zakonu, diecezji, wychodząc w Polskę z Hermanicami, Jamną i Lednicą.

Jego odejście do Domu Ojca było sw

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się