Na szczycie bywa się rzadko

Na szczycie bywa się rzadko

Tomasz Ponikło: Czego nauczyły pana góry?

Adam Marasek: Przede wszystkim pokory.

A czym jest pokora?

Pokora to poczucie, że w górach jest się malutkim, ale – szczęśliwym. Wychodzisz i zdobywasz – jesteś dumny. Ważne jest samo wejście w góry: w ich majestat, potęgę. W górach bliżej do Pana Boga. Tak mówią. I według mnie tak jest. Poza tym mówią, że w górach ludzie są lepsi. Zatem to też jest jakiś przedsionek raju. Człowiek pokornieje przy tym, co takie wielkie i piękne – może się zadumać i wyciszyć.

Pokora i szczęście w jednym zdaniu?

Bo człowiek pokorny może być bardzo szczęśliwy. Nie trzeba się wywyższać, wynosić, nadymać swoimi osiągnięciami – tylko w cichości być szczęśliwym.

Nie zawsze trzeba być na szczycie?

Nie, bo na szczycie bywa się rzadko. Codzienne życie nie toczy się na wyżynach.

I można być szczęśliwym pod szczytami, żyjąc u podnóża gór?

U podnóża, ale jednak już w górach. Dzisiaj zresztą trudno, żebym mówił o zdobywaniu, bo nie jestem czynnym taternikiem, ale każdy ma swój Everest i szczęście można budować z drobnych rzeczy.

Po tylu latach Tatry to nie rutyna?

To raczej jak bycie u siebie, w domu.

Przestrzeń oswojona?

Ale tylko w porównaniu z innymi górami. Mogę się tu bezpieczniej poruszać, bo znam teren. Poza tym Tatry są na ludzką miarę. Wchodząc w Alpy, człowiek jest zawsze daleko od domu, a nawet od schroniska.

Bycie u siebie kojarzy się z bezpieczeństwem.

W górach bezpieczeństwo osiąga się właśnie przez pokorę, przez minimalizowanie zagrożenia. Nigdy nie wychodzę w góry z poczuciem, że tyle razy już tu byłem, że wszystko znam i wiem, co mnie czeka, „a co mi tam”. Bo życie zaskakuje, także tych młodszych, silniejszych, doświadczonych.

Jednak góry to przestrzeń, nad którą nie da się zapanować.

W ogóle nie myślę w kategoriach panowania czy ujarzmiania. W stosunku do gór to złe słowa. Wobec gór trzeba zachować własną miarę, a tę najlepiej widać, kiedy w nie wchodzimy: jesteśmy maleńcy.

I nie ponosiła pana nigdy brawura: jeszcze szybciej przejść szlak, w jeszcze trudniejszych warunkach?

Za młodu cieszyłem się z takich rzeczy, a gdy myślę o tym po latach, dochodzę do wniosku, że Anioł Stróż czuwał nade mną. Bo głupot człowiek zdążył zrobić wiele.

Doświadczył pan sytuacji granicznych w górach?

Odkąd w 1972 roku wstąpiłem do pogotowia, kilka ich miałem. W tej pracy w pewnym momencie trzeba zbliżać się do granicy, a tę nie zawsze da się określić. Natomiast przy wspinaniu zdarzało się, że się człowiek omsknął, że się wycofał.

Wycofałem się, nie zdobyłem szczytu – skapitulowałem.

To nie kapitulacja. O wiele trudniej podjąć decyzję o wycofaniu się niż o kontynuowaniu wspinaczki. Większą odwagą jest powiedzieć: dość, dziś nie, albo nawet: już w ogóle nie – niż brnąć dalej, „a nuż się uda”. A jak się nie uda, to co?

Woli być pan w górach sam czy z ludźmi?

W górach można być samotnym w grupie

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się