Czy Pan Jezus miał wakacje?
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Marka

0 opinie
Wyczyść

Pewien współbrat zajmujący się sprawami finansowo-gospodarczymi w dużym domu zakonnym zawsze sprawiał wrażenie bardzo zabieganego. Kiedyś ów zakonnik z umęczonym wyrazem twarzy stwierdził: „Tyle roboty i jeszcze te wakacje!”. Współbracia słysząc to, szczerze się ubawili, a powiedzonko stało się dowcipem wewnątrzzakonnym.

Zdarzyło mi się spotkać takich duchownych, którzy wakacje planują z wielką pieczołowitością przez cały rok. Zaraz po zakończonym urlopie obmyślają, dokąd pojadą w przyszłym roku. Są też tacy, którzy oddani pracy uważają, że na wakacje nie mają czasu. I nawet jeśli zarezerwują sobie kilka dni na urlop, to wykorzystują go, by nadrobić różne zaległości. Być może te dwa typy księży odpowiadają w pewnym stopniu rozróżnieniu, jakiego swego czasu dokonał kard. Stefan Wyszyński. Otóż zauważył pół żartem, pół serio, że wśród duchownych są dwie podstawowe grupy: aktywiści i kontemplatycy. U tych pierwszych ambicja przeważa nad lenistwem, u tych drugich jest na odwrót – lenistwo góruje nad ambicjami. Powyższe dystynkcje zapewne nie dotyczą jedynie księży i zakonników, ale po prostu wszystkich ludzi.

Pamiętam, jak jeden z moich profesorów 20 lat temu przekonywał, że przyszłość nauk teologicznych należy do „teologii odpoczynku” vel „teologii rozrywki”. Twierdził, że postęp technologiczny sprawi, iż ludzie będą mieli coraz więcej wolnego czasu, a zatem potrzeba będzie refleksji, także teologicznej, czym i jak wypełnić ów wolny czas. No cóż! Wygląda na to, że jest inaczej. Ludzie są coraz bardziej zagonieni. Komputery i zadziwiające możliwości przekazywania informacji niewątpliwie ułatwiają życie, ale z drugiej strony tworzą jakiś sztuczny szum i dostarczają nowych zadań do wykonania. Pracoholizm ma coraz więcej wyznawców. Swoją drogą to bardzo ciekawa kwestia: Dlaczego ludzie tak bardzo poświęcają się pracy, choć nie musieliby tego robić? Dla pieniędzy, dla kariery? Chcą zbawić świat? Motywy pracoholizmu bywają tyleż złożone, co zakamuflowane. Powracając do wątku księżowskiego, bez wątpienia smucą kapłani leniwi, którzy myślą tylko o tym, jak odpocząć od duszpasterskiej pracy, ale nie budzą też zaufania ci wiecznie zalatani, którzy wciąż nie mają czasu i ciągle powtarzają, jak to wiele spraw muszą jeszcze załatwić. Bo przecież dobry kapłan umie „tracić czas” – dla Boga i dla ludzi.

Odpoczynek to ważny temat Biblii, która poucza nas, że Bóg stworzył niebo i ziemię, a siódmego dnia odpoczął. Fragment ten jest podstawą nauki o szabacie i o niedzieli, czyli o tym, że jeden określony dzień tygodnia należy przeznaczyć na odpoczynek, przy czym ma być to nie jakikolwiek odpoczynek, ale odpoczynek wespół z Bogiem. Ktoś powiedział, że odpoczywać – znaczy odsłaniać w sobie obraz Boga, czyli dziecięctwo Boże. W historii zbawienia Bóg niejednokrotnie przedstawia się jako Ten, który udziela odpocznienia, jako Pasterz, który prowadzi swe owce na zielone pastwiska, by mogły odpocząć. Grzech natomiast jest tym, co ostatecznie owocuje zmęczeniem ludzi i Boga. Księgi mądrościowe pokazują, że mądry człowiek postępuje w taki sposób, że znajduje odpoczynek. Jezus też mówił o odpoczynku. Przede wszystkim ukazał prawdziwy sens szabatu. Faryzeusze bowiem w swej przewrotnej religijności uczynili z niego dodatkowy ciężar, a nie błogosławieństwo. Dlatego Nauczyciel z Nazaretu wypowiada słynne słowa: „Szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2,27). A ponadto wskazuje na siebie jako na wzór do naśladowania także w kontekście odpoczynku: „Uczcie się ode Mnie […], a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29). Bliskość z Jezusem nie jest zatem przeszkodą w prawdziwym odpoczynku. Chyba że dla tych, którym urlop kojarzy się z popełnianiem grzechów (głównie nieczystości, pijaństwa i obżarstwa), na które w ciągu roku nie mogą sobie pozwolić. Takie spędzanie wakacji nie przynosi jednak odpoczynku; wręcz przeciwnie, degeneruje człowieka. Słusznie więc katecheci nauczają dzieci, że wakacje nie oznaczają odpoczynku od Pana Jezusa.

Jedni preferują tzw. wakacje aktywne, a inni potrafią dwa tygodnie przeleżeć na plaży. Jedni umieją „nic nie robić”, a inni muszą mieć przy sobie jakąś książkę, bo samo słońce i szum fal stanowczo im nie wystarcza. W każdym razie sposób spędzania wakacji to niewątpliwie temat na refleksję. Odpoczywania też trzeba się nauczyć. Można by powiedzieć, że życie chrześcijanina jest swoistym przygotowywaniem się do odpoczynku w niebie. Cała nadzieja w tym, że jeśli słabo się przygotujemy, Bóg zaoferuje nam „korepetycje” w czyśćcu. Niestety, wyrażenie „wieczny odpoczynek” nabrało jakiegoś smutnego znaczenia. Niektórym nasuwa ono na myśl spokój cmentarza, a w najlepszym wypadku wieczne śpiewanie nudnego „alleluja” w niebieskim chórze. A przecież „wieczny odpoczynek” to życie z Bogiem Ojcem, Synem i Duchem Świętym, życie mieniące się nieskończoną ilością barw, nieustannie zaskakujące, dynamizm miłości. W Bogu zarówno aktywiści, jak i kontemplatycy znajdą wreszcie równowagę, a pracoholicy wyleczą się ze swej przypadłości przemieniania życia w obóz pracy.

Czy Pan Jezus miał wakacje?
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze