Analogia wiary
fot. matthieu joannon / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Słuchanie na modlitwie

0 votes
Wyczyść

Nie tak dawno Konferencja Episkopatu Polski zakazała praktyki tak zwanej spowiedzi furtkowej. Akt ten nie dokonał się na śląskiej prowincji, więc przez chwilę się wahałem, czy wypada mi podejmować temat w tym cyklu. Ale na szczęście bp Andrzej Czaja, przewodniczący Komisji Nauki Wiary, która zapewne zainicjowała reakcję Episkopatu, zamawiając ekspertyzę u teologów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, pochodzi z Olesna. Tak więc śląski trop wykryty, można pisać. Nie będzie to jednak kolejny tekst o spowiedzi furtkowej. Interesuje mnie warstwa leżąca nieco głębiej.

Odnoszę wrażenie, że coraz częściej w wielu kościelnych dyskusjach dotyczących kwestii duchowych, rozstrzygającym argumentem są stwierdzenia: „Doświadczyliśmy, że działa”, „Doświadczyłem, że przynosi dobre skutki”. W zasadzie się nie dziwię. Wszyscy (mam nadzieję) oczekujemy skuteczności działania Bożego w nas i dla nas. Bardziej czy mniej gorąco go pragniemy – zwłaszcza w kontekście kultury, która niekoniecznie wspiera naszą nadzieję. Poza tym argument z doświadczenia wydaje się – przynajmniej na pierwszy rzut oka – tożsamy z ewangelicznym kryterium poznawania drzewa po owocach. Jeśli doświadczenie mówi, że coś przynosi dobre skutki, to na pewno to „coś” jest dobre. I tu pojawia się pewien problem. Stawianie na równi osobistego doświadczenia i poznawania po owocach może być złudne. I to z kilku powodów.

Po pierwsze: powiązanie skutku z domniemaną przyczyną może być błędne. Na przykład ustalenie, że dany problem był, powiedzmy, efektem działania Szatana, jest ekstremalnie trudne. Doświadczony w ten sposób człowiek może dojść do takiego wniosku choćby na skutek sugestii wspólnoty, która takiej identyfikacji żywo oczekuje. Albo w wyniku subtelnego procesu samousprawiedliwienia, w którym przydaje się każda zewnętrzna przyczyna, pozwalająca ulżyć własnemu poczuciu winy.

Po drugie: uogólnienie dokonane nawet w oparciu o liczne przypadki jednostkowe, może być błędne. I to, co pomogło kilku czy kilkunastu osobom, może szkodzić kilku czy kilkunastu innym. Stosowanie zasady „po owocach” musi zawsze uwzględniać szeroki horyzont, a nie ograniczać się tylko do jednostkowych świadectw, zgodnych z oczekiwaniami danej wspólnoty czy jej lidera. Niestety, przypadki obarczania poczuciem winy osób, które po prostu nie doświadczają zgodnie ze wspólnotowymi oczekiwaniami, nie należą do rzadkości.

Po trzecie: błędne może być założenie, że to, co jest natychmiast skuteczne (np. w postaci ulgi w egzystencjalnym cierpieniu), będzie przynosiło owoce także po latach. O efekt placebo łatwiej tam, gdzie w grę wchodzą silne emocje – a gdy dotyka się delikatnych pokładów osobistego doświadczenia, o takie nietrudno. Odczuwana ulga niekoniecznie musi być efektem działania Ducha Bożego.

Każde doświadczenie podlega interpretacji – najpierw w doświadczającym podmiocie, który z kolei podlega wpływom schematów interpretacyjnych dostarczanych przez kulturę, osoby znaczące itd. I wcale nietrudno na fakt nałożyć znaczenie, jakiego się – świadomie lub nie – pragnie.

Ale w takim razie, ktoś powie, żadnej nowej praktyki duszpasterskiej nie dałoby się rozwijać, bo na przykład kryterium czasu domaga się analizy skutków zakumulowanych przez lata. Tych zaś nie można uzyskać bez praktyki.

Rzecz w tym, że ani doświadczenie, ani poznawanie po owocach, nie są jedynymi kryteriami, jakie Kościół stosuje w ocenie danej praktyki, intuicji czy poglądu. Wystarczy zerknąć do jakiejkolwiek klasyfikacji źródeł teologicznych, żeby się zorientować, że doświadczenie osób i wspólnot chrześcijańskich znajduje się dość nisko w hierarchii ich ważności. Nadrzędna w stosunku do doświadczenia jest zasada analogii wiary. O co chodzi? Najprościej mówiąc o to, by nową treść, interpretację, praktykę odnieść do tego, co jest (zwłaszcza dogmatycznie) ugruntowaną prawdą wiary. Jeśli ktoś poświęcił nieco czasu na lekturę opinii komisji teologicznej, na podstawie której Episkopat wydał zakaz spowiedzi furtkowej, to zauważył zapewne, że poszczególne aspekty tej praktyki odnoszone są do tego, w co Kościół wierzy i czego naucza o Bogu i sakramentach. I to właśnie wykryte niespójności są zasadniczym powodem zakazu.

Innymi słowy: jeśli po odniesieniu jakiegoś doświadczenia do prawd wiary ujawniają się niespójności, jest to bardzo poważny sygnał – nigdy nie przeciw doświadczającemu, niekoniecznie przeciw doświadczeniu, zawsze – przeciw interpretacji, która doświadczeniu została nadana. A studia teologiczne są między innymi po to, żeby ci, którzy są pasterzami w Kościele, umieli się praktycznie posługiwać kryterium analogii wiary, odsiewając ziarno od plew.

Analogia wiary
ks. Grzegorz Strzelczyk

urodzony w 1971 r. – prezbiter archidiecezji katowickiej, doktor teologii dogmatycznej, były członek Zarządu Fundacji Świętego Józefa KEP (2020-2023). W diecezji odpowiada za formację stałą prezbiter...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze