Zobaczyć gwiazdę

Zobaczyć gwiazdę

, 0 recenzji

Jeśli przyjrzeć się trzem „mędrcom ze wschodu słońca” — o których wspomina ewangelista Mateusz (cytat pochodzi z Biblii Gdańskiej) — zwraca uwagę ich przenikliwy wzrok, który można z pewnych względów nazwać wzrokiem wiary. Gwiazda, którą dostrzegli, była dla nich jak wezwanie. Nie wiedzieli, dokąd ich zaprowadzi. Postanowili jednak być jej posłuszni. Spakowali się i wyruszyli w drogę — trochę tak, jakby już wtedy byli pewni, że wzywa ich ktoś, kto nigdy nie zawodzi.

Istnieje wzrok wiary. Duchowe oko działa jak wiele innych: skupia światło i przekazuje je w głąb. Wzrok wiary jest zdolnością widzenia blasku i jego pochodnych, co może wydawać się całkiem banalne i niewymagające szczególnego namysłu. Tymczasem trudno przecenić doniosłość tego faktu. Dostrzeganie światła umożliwia orientację w przestrzeni. Sprawia, że możemy choć trochę poczuć się w niej „u siebie” — bezpiecznie i pewnie. Kto wracał późno do domu, wie, iż nawet najbardziej zaprzyjaźnione z nami sprzęty mogą stać się w ciemności naszymi wrogami — podobnie zwierzęta, a nawet niektórzy dobrzy ludzie.

Błąkanie się w mroku po omacku nie jest naszym ulubionym zajęciem. O wiele przyjemniejsza wydaje się znajomość kierunków. Ktoś, kto dostrzegł w nocy niewielki choćby ognik, z uczuciem ulgi porzuca dalsze błądzenie bez celu. Ktoś, kto widzi światło, dostrzega drogę.

Droga jest na ogół urozmaicona, pełna duchowych wydarzeń, kręta i barwna, jak dobra powieść przygodowa. Wszak światło — jak poucza tęcza — skrywa w sobie barwy, wytwarza kolory. Naturalnie, może wystąpić w postaci nierozłożonej — jako biel, np. czysta biel radości i zwycięstwa zmartwychwstania. Zdarza się też, że promień gaśnie, a wtedy pojawia się czerń przywodząca na myśl zniszczenie i wiele rodzajów śmierci. Zwykle jednak blask ulega w naszym życiu rozszczepieniu. Tworzy barwy, te zaś (według niektórych teorii tylko trzy), łącząc się ze sobą w rozmaity sposób, migocą nieprzebraną gamą kolorów. Każdy świt — wiedzą o tym dzieci i artyści — wydobywa barwy tego świata. Dla tych, którzy widzą światło, nic nie jest już wyłącznie czarno–białe.

Zatem barwy: rozległe prowincje łagodnych plam, domeny światłocienia, hrabstwa zgaszonych półtonów. Uchyliwszy oko duszy, z łatwością je dostrzeżemy: medytacyjny błękit wierności i trwania, żywy karmazyn siły i miłości aż po śmierć, purpurę królewskiej godności, zielone odcienie nadziei, a przede wszystkim powracający raz po raz, jak nić we wzorzystych szatach mszalnych, chybotliwy i kruchy jak płomień, naprawdę mocny, nieustraszony, wieczny — jasny ton chwały. Takie jest Niebieskie Jeruzalem, o którym śnił pod koniec życia Słowacki — złote. Takie tło ikon czy obrazów Fra Angelica. Barwa innego świata.

Ile jest kolorów wiary? Dokładnie nie wiadomo. Może tyle, ilu ludzi? Tylko niektóre można wyodrębnić i sklasyfikować. Są takie, które znamy. Któż nie podziwiał tej, która migoce wszelkimi odcieniami ogrodów i pagórków Umbrii, jasnej i czystej, jak siostra nasza, woda? To wiara św. Franciszka. Zaraz obok niej szlachetnie szara, zamyślona wiara ojców ze Wspólnoty św. Jana i sióstr ze Wspólnot Jerozolimskich. Potem biel i karmazyn, woda i krew, miłosierdzie i łaska — ulubione kolory św. Faustyny. Głęboki odcień purpury — wiara padre Pio.

Można by wyliczać długo: błękit matki Teresy z Kalkuty, sepie i brązy — kolory Karmelu.

Przeróżne odcienie Bożej Łąki: Ordo Cisterciensis, Ordo Fratrum Praedicatorum, Societas Iesu, Congregatio Clericorum Regularium Sancti Pauli Decollati i inne. Barwy tych, którzy należą do Chrystusa, tych, którzy Mu uwierzyli. Barwy wiary.

Czym byłyby bez nich nasze nabożeństwa, śpiewy i procesje? Czym nasze Kościoły?

Trzeba powiedzieć i o tym: istnieje daltonizm wiary — czasowy lub stały. Któż z nas nie zna tego przykrego uczucia, kiedy któregoś dnia płowieją kolory i nawet to, co cenimy, zabarwia się zmierzchem, który jest patronem zniechęcenia. Któż nie doświadczył owej osobliwej erozji barw, kiedy wszystko staje się nużąco szare i nie można już odróżnić lekkiego przygnębienia od nieśmiałej i skromnej nadziei…

Jest też ciemność. Wrażenie, jakby nie było żadnego kierunku ani drogowskazu: żadnej strzelającej w niebo katedry, żadnego krzyża pochylonego wiekiem na przydrożnej miedzy, żadnych drzwi do kapliczki wśród bzów lub jaśminów, żadnego wyjścia. Noc — to dzięki niej zaczynamy rozumieć, że to, co istnieje, tak naprawdę nie należy do nas, lecz do światła.

Zatem ciemność. Jednak którejś nocy Bóg wysyła gwiazdę. Ci, którzy noszą w sobie mądrość, zwykle zaczynają się wtedy pakować i przygotowują rodzinę na daleką podróż. Niektórzy kupują wielbłądy.

Zobaczyć gwiazdę
Wojciech Kudyba

urodzony 18 września 1965 r. w Tomaszowie Lubelskim – polski poeta, krytyk, historyk literatury, norwidolog, doktor nauk humanistycznych KUL. Żonaty, mieszka w Nowym Sączu....