Współczesny model rodziny

Współczesny model rodziny

Zaangażowanie kobiet w pracę zawodową dało więc szansę większego zaangażowania się ojca w życie rodziny. Współdziałający mąż nie matkuje, lecz ojcuje. Współczesny ojciec – absolwent szkoły rodzenia – radzi sobie nie gorzej niż matka.

Współczesny model rodziny

Wychodząc z założeń personalizmu, rodzinę można określić jako wspólnotę utworzoną przez: mężczyznę jako osobę, męża i ojca, kobietę jako osobę, żonę i matkę oraz dzieci będące darem dla swych rodziców, podobnie jak ci są darem dla nich. Małżonkowie jako mąż i żona dopełniają się, ich wspólnota życia została zbudowana na podłożu płci dopełniających się wzajemnie. Jako ojciec i matka również się dopełniają: ich wkład w powstanie nowego życia jest wymiernie równorzędny: poczęcie dziecka następuje w wyniku połączenia się 23 chromosomów mieszczących się w główce plemnika z 23 chromosomami zawartymi w komórce jajowej. Trudno sobie wyobrazić ściślejsze dopełnienie: dziecko jest i będzie do końca życia obrazem nierozdzielności jego rodziców.

Pozostaje jeszcze osoba — jest ona bytem autonomicznym, niepodlegającym dopełnianiu się. Jest bytem kompletnym. Na tej płaszczyźnie możliwe jest więc jedynie wzajemne wspieranie. Więź tworzy stale pogłębiające się porozumienie. Jednak nawet w najbardziej uwewnętrznionej komunii odrębność osób pozostaje nienaruszona. Chiara Lubich porównuje realizowanie się małżonków w drodze ku Absolutowi do wędrówki na sąsiednich promieniach w kierunku słońca, które ten Absolut wyraża. Są sobie najbliżsi jak dwa sąsiadujące z sobą promienie, pomiędzy którymi nie ma już żadnego innego. Niemniej są to dwa odrębne promienie, które nigdy się z sobą nie zlewają.

Równość osób

Świadomość równości osób: mężczyzny i kobiety tworzących małżeństwo, przekształcające się w rodzinę, nie znajduje pełnego odzwierciedlenia w obiegowych opiniach wyrażanych w środkach społecznego przekazu. Upowszechnianie się w drugiej połowie naszego stulecia zaangażowania kobiet w pracę zawodową próbuje się tłumaczyć dążeniem płci pięknej do upodobnienia się w stylu życia do mężczyzn czy też rywalizacją z nimi w życiu publicznym. Często dodaje się do tego uwagę o negatywnym wpływie tego zjawiska na życie rodzinne, zwłaszcza w odniesieniu do dzieci. Jakoś przeocza się fakt, że choćby z tytułu równoważnego wkładu obojga rodziców w poczęcie dziecka, oczekującego dalszego, również zrównoważonego wychowania, tradycyjny podział ról w życiu rodziny wymaga unowocześnienia. Potrzeba tego unowocześnienia jest znakiem czasu, jest wyrazem akceptacji założeń personalizmu.

Często słyszy się twierdzenia kobiet, że pracują dlatego, że muszą. Gdyby mężowie zarabiali dostateczną sumę pieniędzy, chętnie zrezygnowałyby z pracy poza domem. W takim przypadku z pewnością chodzi o pracę, którą kobieta traktuje wyłącznie jako źródło zarobku, nie realizuje się w niej jako osoba. Jeśli konsekwentnie przyjmiemy równość osób obu płci, sytuacja taka nie powinna nas bulwersować, ponieważ w analogicznym położeniu znajduje się niejeden mężczyzna.

W niezbyt odległym czasie, bo w pierwszej połowie XX wieku wybitny filozof Edmund Husserl nie był w stanie przyjąć, że Edyta Stein, jego ulubiona uczennica i asystentka, mogłaby się habilitować i ewentualnie objąć po nim katedrę uniwersytecką. Cenił jej zdolności i umysłowość, ale… była kobietą. Właśnie płeć zaważyła tu najwyraźniej na zwichnięciu kariery naukowej Stein.

W szkole rodzenia

Szkoła rodzenia jest placówką medyczną. Jej naczelnym zadaniem jest przygotowanie pary rodzicielskiej do świadomego, aktywnego i sprawnego „rozegrania” porodu. Poród naturalny to poród, w którym kobieta, wsparta przez męża, realizuje swe zadanie życiowe siłami natury po przygotowaniu kondycyjnym w celu uzyskania jak najlepszych warunków przeprowadzenia dziecka przez drogi rodne i wprowadzenia go w nowy świat1.

Zauważyłem, że małżonkowie, którzy przychodzą do szkoły rodzenia, w większości respektują prawo każdego z nich do realizowania się również poza rodziną. Rzadko odwołują się do takiego pojmowania instynktu macierzyńskiego, które stwarzałoby pozory, jakoby kobieta z natury rzeczy miała tylko jedno pragnienie: być stale w domu, zajmować się wychowaniem dzieci i… podobać się mężowi. Tu raczej mąż ujawnia świadomość, że sam musi zadbać o atrakcyjny wygląd i stosowne zachowanie, aby nie zniknąć z pola widzenia żony w pierwszych miesiącach po porodzie, gdy dziecko tak silnie ją absorbuje. Nie grozi to frustracją, gdy sam włoży proporcjonalną cząstkę w pielęgnację malucha, a w zorganizowaniu kąpieli dziecka pozostanie niezastąpiony.

Kobieta i mężczyzna w sposób naturalny2 razem planują poczęcie dziecka, respektując biologiczny rytm płodności wpisany w kobiecy cykl. Razem jak najwcześniej nawiązują dialog z poczętym dzieckiem. Razem przygotowują się do porodu, jako do wydarzenia rodzinnego, wreszcie razem… karmią. To ostatnie stwierdzenie może być bulwersujące dla osób niedoinformowanych. Tymczasem sprawa jest prosta. Wsparcie ze strony męża wywiera istotny wpływ na pomyślne i długotrwałe karmienie piersią.

Tu nie ma zacierania się różnic między płciami. Współdziałający mąż nie matkuje, lecz ojcuje. On nie ogranicza się tylko do pomagania żonie, lecz pełni swe odrębne ojcowskie powinności. Właśnie odrębność ról warunkuje optymalne uzupełnianie się.

Uaktywnić męża

Zwiększony udział kobiet w życiu publicznym i zawodowym pociągnął za sobą nieuchronnie negatywne skutki w życiu rodziny tradycyjnej. Wielogodzinna nieobecność matki w domu nie dała się zadowalająco rekompensować usługami świadczonymi przez żłobki i przedszkola. Utrwalił się model rodziny małodzietnej. Dziś najwięcej (71%) jest rodzin, które mają tylko jedno albo dwójkę dzieci. 12% polskich rodzin w okresie prokreacji nie ma dzieci wcale. Zaledwie 17% rodzin wychowuje trójkę lub więcej pociech3.

Współczesny styl życia wskazuje jednoznacznie na nieodwracalność procesu dotyczącego pracy zawodowej kobiet. Rekompensaty dla zjawisk negatywnych trzeba zatem szukać gdzie indziej. W doświadczeniu szkoły rodzenia punkt ciężkości przesunął się z ubolewania z powodu zaistniałej sytuacji na uaktywnienie ojca, który przejmuje wiele czynności, spoczywających dotąd niemal wyłącznie na barkach matki. Jakkolwiek problem pogodzenia pracy zawodowej kobiet z macierzyństwem nadal istnieje, to jednak dzieje się coraz lepiej.

Ustępujący model rodziny ujawnił negatywne skutki jednostronnego oddziaływania matki w wychowywaniu dzieci. Ojciec, jako jedyny żywiciel rodziny, był rzadkim gościem w domu, matka zaś często dotkliwie odczuwała znużenie z powodu uciążliwości prowadzenia gospodarstwa domowego i wychowywania dzieci bez jego pomocy.

Zaangażowanie kobiet w pracę zawodową dało więc szansę większego zaangażowania się ojca w życie rodziny. Przed laty widywało się czasem tatę spacerującego z małym dzieckiem ułożonym przez matkę w wózeczku. Skupiał na sobie akceptujące spojrzenia przechodniów, ale sam czuł się jak astronauta związany niewidoczną pępowiną ze statkiem macierzystym. Zazwyczaj poruszał się w bliskim zasięgu domu, aby w sytuacji awaryjnej jak najszybciej oddać dziecko w ręce matki. Współczesny ojciec — absolwent szkoły rodzenia — radzi sobie nie gorzej niż matka.

W czasie prowadzenia zajęć w szkole rodzenia zauważam odkrywanie przez mężów zapomnianego ojcostwa. Ilustruje to zdarzenie sprzed 15 lat, w którym uczestniczyłem, przypomniane niedawno przez pewną kobietę. Ponieważ nic z tego nie pamiętam, pozostaje mi wiernie odtworzyć opowieść byłej uczestniczki zajęć w szkole rodzenia: „Gdy ćwiczyliśmy w grupie zabiegi pielęgnacyjne noworodka, wszedł pan na salę. Właśnie mój mąż kąpał lalkę po uprzednim umyciu oczu wacikiem. Pan doktor uważnie się przyglądał tym czynnościom, po czym rzekł: «Proszę państwa, tak powinna wyglądać wzorowo przeprowadzona kąpiel»”. W tym miejscu moja rozmówczyni nabrała powietrza i po chwili wyrzuciła z siebie: „Przez rok nie dał mi dojść do dziecka!”.

Dość częste obawy kobiet co do pomniejszenia znaczenia macierzyństwa przy zwiększeniu udziału ojca w opiece nad dzieckiem nie znajdują potwierdzenia w praktyce. Mężowie żywo zaangażowani w pełnienie funkcji rodzicielskich głębiej i z większym respektem oceniają wartość macierzyństwa. Natomiast macierzyństwo przeżywane w ścisłej korelacji z ojcostwem staje się mniej uciążliwe, a zarazem bardziej radosne.

1Szerzej w: W. Fijałkowski, W szkole rodzenia… Odkrywanie radości rodzicielstwa, Gdańsk 1996, s. 91.
2Zob. W. Fijałkowski, Rodzicielstwo w zgodzie z naturą. Ekologiczne spojrzenie na płciowość, Poznań 1999, s. 57.
3O. Leon Dyczewski, Rodzina wielodzietna w nowoczesnym społeczeństwie, „Głos dla Życia” 4 (45) 2000, s. 14.

Współczesny model rodziny
Włodzimierz Fijałkowski

(ur. 4 czerwca 1917 r. w Bobrownikach nad Wisłą – zm. 15 lutego 2003 r. w Łodzi) – lekarz ginekolog-położnik, więzień obozów koncentracyjnych, szykanowany przez Komitet Uczelniany PZPR Kliniki Ginekologii i Położnictwa w Łodzi za odmowę dokonywania aborcji, został zwolniony...