Słowa o Bogu a słowo Boga

Słowa o Bogu a słowo Boga

, 0 recenzji

Jedynie ewangelizacja prawdziwie profetyczna może dzisiaj wstrząsnąć światem. Ducha proroctwa można zaczerpnąć tylko z modlitwy. Nie ma innej drogi! Im bardziej rośnie potencjał ewangelizacji i działania, tym bardziej musi wzrastać potencjał modlitwy.

Słowa bezużyteczne…

W dobie masowej komunikacji i zawrotnego rozwoju techniki medialnej również Kościół narażony jest na ryzyko zatopienia się w słomie słów próżnych i bezużytecznych. Są one wypowiadane jedynie dlatego, że należy coś powiedzieć, pisane dlatego, ponieważ należy wypełnić szpalty czasopism i dzienników. Jest to rodzaj nowego potopu… Czy wśród zalewu i zgiełku słów rozbrzmiewających dzisiaj w Kościele człowiek jest w stanie usłyszeć „energiczne” słowo Boga?

Ludzkość jest dzisiaj porażona chorobą hałasu, która nie oszczędza również Kościoła. Czyż nie należałoby ogłosić postu od mówienia? Czyż nie trzeba, aby ktoś doniośle zawołał jak ongiś Mojżesz: „Zamilknij, Izraelu, i słuchaj…!” (Pwt 27,9)?

„Jezus nie przyszedł nam opowiadać błahostek”

Od dawna uderzają mnie i niepokoją słowa Charles’a Peguy:

Jezus Chrystus nie przyszedł nam opowiadać błahostek…
Nie przyszedł na ziemię po to, aby opowiadać
nam zagadki i dowcipy…
To nie czas na zabawę…
Nie oddał On swego życia po to, aby opowiadać nam bajki.

Portyk tajemnicy

Jezus nie zabiegał o uznanie poprzez głoszenie pięknych słów budzących u słuchaczy dobre samopoczucie. Wypowiadał po prostu „słowa Boże” (J 3,34).

Kiedy nie jest się w stanie przedłożyć prostego i nagiego słowa Bożego, nie przepuszczając go przez oleisty filtr tradycji kościelnej (oczywiście nie wielkiej i żywej Tradycji), na którą składają się tysiączne dodatki i wyjaśnienia, same w sobie słuszne, ale osłabiające słowo Boga, to czyni się dokładnie to samo, co Jezus zarzucał kiedyś faryzeuszom i uczonym w Piśmie: anuluje się i niejako usidla słowo Boże, pozbawiając je co najmniej części jego siły przenikania do ludzkich serc.

Na początku Pierwszego Listu do Koryntian Paweł polemizuje z tymi, którzy chcieliby rozpuścić kerygmat Krzyża w płynie mądrości ludzkiej po to, aby uczynić go przyswajalnym. Czynią tak nie dlatego, że pochodzi on od Boga, lecz dlatego, iż może się on stać składnikiem określonej wizji i rozumienia świata. Tymczasem przyoblekanie w słowa mądrości i próżności ludzkiej orędzia Krzyża oznacza popełnienie tej samej zniewagi, której dopuścili się żołnierze, narzucając na obnażonego i ubiczowanego Jezusa purpurowy płaszcz i dając Mu do ręki fałszywe berło.

Słowo Boże buntuje się wobec próby sprowadzania go do ideologii. Dzieje się tak, kiedy słowo zostaje odcięte od źródła, oderwane od transcendentnej i osobowej rzeczywistości Boga. To już nie słowo Boże dysponuje mną, prowadząc mnie, dokąd zechce, ale ja nim dysponuję i naginam do tego, czego chcę. Bóg nie godzi się na to, aby Jego słowo było używane do konstruowania okolicznościowych wystąpień.

Jeśli określone środowisko — audytorium jest do tego stopnia zdeterminowane poprzez uwarunkowania psychologiczne, polityczne i koniunkturalne, iż już w punkcie wyjścia niemożliwym czyni obwieszczenie czegoś, co nie odpowiada przyjętym przez nie parametrom; jeśli nie istnieje zarazem nadzieja na to, by móc doprowadzić słuchaczy do momentu, w którym można im mniej lub bardziej bezpośrednio powiedzieć: „Nawracajcie się i wierzcie ewangelii”, to jest rzeczą zasadną nie głosić wcale słowa Bożego, aby to ostatnie nie było poddawane instrumentalizacji do celów postronnych, a zatem zdradzone.

Mówiąc o wyzwoleniu Izraela z niewoli Egiptu, Księga Mądrości stwierdza: „Nie zioła ich wyzwoliły ani nie okłady, lecz słowo Twe, Panie, co wszystko uzdrawia” (Mdr 16,12). Również i nasze współczesne choroby nie zostaną uzdrowione poprzez stosowanie przylepców, to znaczy tylko ludzkich środków, ale poprzez żywe i ożywiające słowo Pana, które wszystko uzdrawia.

Wypowiadać słowa Boże

Wszechobecna inflacja słowa zagraża również słowu Bożemu. Mimo iż bardzo wiele mówi się dzisiaj o Bogu, to jednak podobnie jak w czasach Samuela „rzadkie jest słowo Boże”. Wszak jest ono zgoła czymś innym aniżeli nasze ludzkie mówienie o Bogu. To Bóg jest tym, który mówi, a człowiek tym, który słucha. Kto wie, czy tej nadobfitości dzisiejszego mówienia o Bogu historycy nie skwitują kiedyś stwierdzeniem: „Rzadkie było w owym czasie słowo Boże!”.

Nie potrzeba nam zwyczajnych cytatów biblijnych — choćby one były piękne i znaczące — ale słów prawdziwie prorockich, to znaczy słów zrodzonych z wielkiego cierpienia i żarliwej modlitwy, zdolnych postawić słuchacza niejako „twarzą w twarz” z aktualną obecnością i mocą Zmartwychwstałego Chrystusa. Bardzo słusznie napomina nas św. Piotr: „Jeżeli kto ma dar przemawiania, niech to będą jakby słowa Boże!” (1 P 4,11).

Prawie nigdy nie możemy z całą pewnością wiedzieć, czy Bóg rzeczywiście przez nas mówi, czy określone słowo, które głosimy, pochodzi od Niego i jest zatem „słowem skutecznym”, czy też pozostaje jedynie „słowem bezużytecznym”. W istocie chodzi o coś niepostrzegalnego i głęboko tajemniczego, jak zresztą w wypadku każdego przejścia Boga. Jest to rodzaj interferencji, która w określonym momencie zaznacza się w głosie zwiastuna słowa, czego on sam nie zauważa, a co dotknięty łaską słuchacz nierzadko postrzega jako niespodziewane wewnętrzne poruszenie.

Możemy stworzyć warunki, aby Pan mógł przez nas mówić. Tak oto ujmuje je św. Paweł: „Nie jesteśmy bowiem jak wielu, którzy kupczą słowem Bożym, lecz ze szczerości, jak od Boga mówimy w Chrystusie przed Bogiem” (2 Kor 2,17). Warunki te są następujące: mówić w Chrystusie, szczerze, jakby poruszani przez Boga i wolni od wszelkich innych podtekstów, i zawsze pod okiem Boga. Głosiciel usiłujący naprawdę mówić pod okiem Boga zostaje zachowany od zarazy próżnej chwały, a także od nazbyt wielu „słów bezużytecznych”.

Słowo a głosiciel

1. Księga zarazem słodka i gorzka

Wielka jest radość spotkania zwiastuna ze słowem. Jest ona proporcjonalna do cierpienia, które było jego udziałem w fazie poszukiwań i oczekiwania. Oto jak prorok Jeremiasz opisuje tę niepowtarzalną chwilę: „Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego” (Jr 15,16).

Ów moment, w którym Bóg daje swoje słowo człowiekowi, Pismo Święte przedstawia za pomocą obrazu „małej książeczki” zaofiarowanej do zjedzenia. W sposób ukryty prawda ta jest już obecna u Jeremiasza i Ezechiela.

Apokalipsa powraca do tego obrazu, dodając jednak doń pewien istotny element. Wspomniana „mała książeczka” w ustach jest „słodka jak miód”, podczas gdy wnętrzności proroka „napełnia goryczą” (Ap 10,8–10). Chodzi tutaj o konkretne przesłanie, jakie prorok ma ogłosić w określonych okolicznościach. Przesłanie to ukazuje również słowo Boże w znaczeniu bardziej ogólnym. Wyraża stałą regułę posługi słowa.

Powinniśmy się starać dobrze zrozumieć ów obraz „zwoju księgi”, wszak mówi nam on o posłudze słowa więcej aniżeli wszystkie traktaty teologii przepowiadania. Oto Bóg mówi do proroka: „Idź, weź i połknij tę książeczkę”. Zachodzi ogromna różnica pomiędzy książką tylko przeczytaną i studiowaną a książką „połkniętą”. W pierwszym przypadku relacja do słowa jest zewnętrzna i oderwana. Słowo angażuje jedynie wzrok i myśli głosiciela. Jest to rodzaj zwykłego przelewania treści z książek do uszu słuchaczy. Taki głosiciel z trudem poruszy serca swoich odbiorców.

W drugim przypadku — „słowa połkniętego” — słowo wciela się w zwiastuna, stając się słowem żywym i skutecznym. Relacja głosiciela do słowa jest osobista i bezpośrednia. To rodzaj tajemniczego utożsamienia się, które, w sensie analogicznym, każe myśleć o Wcieleniu.

Głosiciel, który „połyka” słowo i przyjmuje je do własnych „wnętrzności” tak jak Maryja, pozwala słowu ponownie się wcielić i na nowo „zamieszkać wśród ludzi”. Człowiek, połykając słowo, asymiluje je. Jednocześnie zostaje przez nie zasymilowany, to znaczy — zwyciężony przez nie. Stanowi ono silniejszą zasadę witalną (podobnie jak w wypadku Eucharystii).

Wejdźmy jednak w głębię obrazu połykanej książeczki. Co to znaczy, że „mała książeczka” w ustach jest „słodka jak miód”, wnętrzności zaś „napełnia goryczą”? Słowo Boże jest słodkie dla tych, którzy słuchają, gorzkie zaś dla samego głosiciela. Tym słodsze i bardziej przekonujące będzie ono dla innych, im bardziej było nasycone goryczą w sercu głosiciela. „Tak więc działa w nas śmierć, podczas gdy w was — życie” (2 Kor 4,12).

2. Ty jesteś tym człowiekiem

Istnieją dwie racje owej goryczy w sercu głosiciela: zrozumieć je znaczy wniknąć w najbardziej intymną głębię tajemnicy przepowiadania. Pierwszą rację stanowi grzech. Słowo osądza grzech, a ty jesteś grzesznikiem! Jezus nie był grzesznikiem, ale przyjął na siebie grzech świata, a więc jak gdyby nim był. Co więcej, bardziej aniżeli zwykłym grzesznikiem był On — mówi Pismo Święte — grzechem (2 Kor 5,21).

Połknąć zwój pełen bólu, udręki, biedy i płaczu ludzi jest tym samym, co wchłonąć straszliwy sąd Boga nad grzechem. Kiedy ów sąd zderza się z grzechem, nie może on nie wywołać straszliwego konfliktu. Zderzenie to dokonuje się najpierw w sercu głosiciela. Musi się tam dokonać, musi wyzwolić burzę, inaczej bowiem na jego wargach pojawi się tylko słowo wygasłe… i nic się nie stanie!

Kiedy słowo Boże zstąpiło na Izajasza, prorok przeżył chwile zagubienia i wykrzyknął: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam wśród ludu o nieczystych wargach…” (Iz 6,5). Paweł powiadał, że Chrystus przyszedł na świat zbawić grzeszników, z których pierwszym był on sam (1 Tm 1,15). Czyżbym ja był lepszy od Apostoła Narodów?

Święty Jakub porównuje słowo Boże do zwierciadła (Jk 1,23). Otóż pewna klerykalna mentalność instynktownie każe nam się utożsamiać ze zwierciadłem: każde słowo zostaje odniesione i skierowane do drugich. Tymczasem Pismo Święte mówi, że słowo Boże jest „mieczem obosiecznym”. Znaczy to, że osądza nie tylko słuchacza, lecz także głosiciela. Święty Augustyn powiadał, że „daremnym jest na zewnątrz głosiciel słowa Bożego, jeżeli wewnątrz on sam nie jest jego słuchaczem” (Sermo 179. 1,7).

Najpierw modlitwa

Ewangelizacji potrzeba dzisiaj ducha autentycznego proroctwa. Tylko ewangelizacja prawdziwie profetyczna może dzisiaj wstrząsnąć światem. Ducha proroctwa można zaczerpnąć tylko z modlitwy. Nie ma innej drogi. Im bardziej rośnie potencjał ewangelizacji i działania, tym bardziej musi wzrastać potencjał modlitwy.

Obiekcje:

1. Czasu jest tyle, ile jest. To prawda. Jednak czy Ten, który rozmnożył chleby, nie jest w stanie rozmnożyć także i czasu? Kto ma czas dla Boga, tego czas Bóg pomnaża.

2. Jak tu się modlić, skoro dom płonie! To także jest prawdą. Wyobraźmy sobie jednak drużynę strażacką, która przybywa ugasić pożar i nagle stwierdza, że w zbiorniku nie ma ani kropli wody. Tak jest właśnie wtedy, kiedy kapłan (lub kto inny) głosi słowo Boże, ale się nie modli. Słów bynajmniej wtedy nie brakuje, a nawet, im mniej się modli, tym więcej się mówi (lub pisze), ale są to słowa puste, które nikogo nie są w stanie poruszyć.

Kazanie — homilia: dwie różne perspektywy

1. Siadam przy biurku i sam dokonuję wyboru tematu kazania lub homilii w oparciu o moją wiedzę i własne preferencje… Potem dopiero udaję się na modlitwę, aby uprosić u Pana moc dla moich słów, dodanie niejako Ducha Świętego do mojej kultury teologicznej i duszpasterskiej… Nie jest to bez znaczenia, ale to nie jest profetyczna droga głoszenia Ewangelii. Należy postąpić na odwrót!

2. Najpierw upraszam u Pana światło słowa, a dopiero potem zasiadam przy biurku i całą swoją wiedzę i kulturę oddaję na służbę temu słowu: książki, notatki, inne materiały i pomoce… Wtedy nie chodzi już przede wszystkim o moje słowa, lecz o słowo Boga. Wtedy to nie Bóg ma uczynić swoimi moje słowa, lecz ja czynię swoim słowo Boga.

Jest to zupełnie inna perspektywa! Nie słowo Boże pozostaje na usługach mojej erudycji i kultury, lecz moja kultura teologiczna na usługach słowa. To słowo Pana dominuje nad całą resztą, dlatego wyzwala ono całą swą moc.

Co sprawia, że modlitwa determinuje tę niesłychaną, radykalną zmianę sytuacji? Otóż w modlitwie człowiek poddaje się Bogu i staje się Mu posłuszny. Uznaje, że „władza należy do Boga”. Bóg przyodziewa swoją mocą tylko tego, kto ufnie poddaje się Jego woli. Wtedy słowo Boże naprawdę przenika aż do szpiku kości.

Szczęście i kenoza sługi Ewangelii

Do głosiciela należy głoszenie słowa i przygotowanie serc na jego przyjęcie, ale nie jest jego rzeczą uzyskanie odpowiedzi od świata, do którego się zwraca. Kto inny sieje, a kto inny zbiera. Akt głoszenia słowa jest równocześnie uszczęśliwiający i wyniszczający (kenotyczny). Głosiciel jest pełen przekonania i to napełnia go pogodą, co nie przeczy temu, że musi on przejść przez to unicestwienie, którego zaznał Jezus i które Paweł nazywa kenozą.

Słowa o Bogu a słowo Boga
Wiesław Łyko OMI

urodzony w 1947 r. – oblat, kapłan ze Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, teolog, rekolekcjonista, duszpasterz wdów i wdowców, ogólnopolski moderator wdów konsekrowanych. Mieszkał w Rzymie....