Narkomania nie bierze się znikąd

Narkomania nie bierze się znikąd

Do walki z uzależnieniami mają obowiązek włączyć się wszyscy. Rodzice muszą zrozumieć, że szkoła bez ich pomocy nie jest w stanie uchronić dzieci przed niebezpieczeństwem związanym z używaniem środków odurzających.

„Po co żyć? Po co ta nauka? Wszystko bez sensu. Nikomu nie jestem potrzebny. Moich rodziców na okrągło nie ma w domu, a jak są, to tylko się kłócą”. Nie liczę, ile razy spotkałam się z takim lub podobnym zwierzeniem nastolatków. Jako pedagog szkolny słyszę to wielokrotnie każdego roku i za każdym razem zastanawiam się, jak mogę pomóc młodzieży, jak rozmawiać z jej rodzicami. Kiedy słyszę o dzieciach, w których życiu jest za dużo bólu i cierpienia, pojawia mi się w głowie pytanie: ile z nich, chcąc wycofać się z życia, sięgnie po narkotyki?

Najważniejsza jest rodzina

Narkomania nie bierze się znikąd, ma swoje podłoże w zachwianiu podstawowych mechanizmów funkcjonowania młodego człowieka. Codzienne doświadczenia mogą pomagać w budowaniu wiary we własne siły i możliwość znalezienia swego miejsca w świecie lub przeciwnie. Lekarstwem na narkomanię jest istnienie pozytywnych więzi pomiędzy młodym człowiekiem a środowiskiem — rodzicami, nauczycielami, rówieśnikami. Rodzina stanowi najbardziej podstawowy i pierwotny obszar zapobiegania uzależnieniu. Narkomani ze wspólnoty Wieczernik z Medjugorie, z którymi rozmawiałam, podkreślali, że problem uzależnień ma swe korzenie w braku zdrowej rodziny.

W domu nie znalazłem żadnego zrozumienia i to zarówno ze strony matki, jak i ojca. Nie było między nami żadnego dialogu. Kiedy przychodziłem wieczorem do domu, siadałem do kolacji, oglądałem telewizję, nie rozmawiałem ani z matką, ani z ojcem. Nie potrafiłem otworzyć się na innych, rozmawiać o swoich problemach, wszystko dusiłem w sobie. W wieku 26 lat zacząłem zażywać heroinę.

Wypowiedź Claudia przypomina mi rozmowę z pewną matką, która przyszła z prośbą o pomoc, gdyż jej rodzina uzależniła się od telewizji. Członkowie rodziny nie potrafili już ze sobą rozmawiać, a całe życie domowe było podporządkowane programowi telewizyjnemu.

Narkomania może pojawić się w tak zwanych normalnych rodzinach. Często słyszy się: „tacy porządni rodzice, a syn ćpun”. Nie chcę podważać porządności rodziców, ale myślę, że narkomania jest symptomem dysharmonii. Nie wystarczy leczenie samego narkomana, to cała rodzina musi zmienić nawyki, normy, sposób komunikowania się.

Trzeba umieć wymagać

Zgłosiła się kiedyś do mnie dziewczynka, która od dwóch tygodni nieustannie płakała, przestała jeść i miała wrażenie, że oszaleje. W rozmowie okazało się, że czuje się samotna, życie straciło dla niej sens. Rodzice starali się dbać o dziecko, rozmawiać z nim, kochali je na swój sposób. Tylko źle były rozłożone akcenty w wychowaniu. We wspólnym byciu zabrakło przyjaźni. Potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem, szczególnie w okresie młodości, jest bardzo ważna. Bez trwałych i satysfakcjonujących więzi z ludźmi życie traci swój koloryt. Przeżycia wewnętrzne zostają zdominowane przez lęk, niepokój, smutek.

Nigdy się nie spotkałam z rodzicem, który by powiedział: „chcę zła dla swojego dziecka”. Nie biorę tu pod uwagę rodziców z zaburzeniami psychicznymi, chorobą alkoholową. W wielu rozmowach z dorosłymi widać dobre intencje. Niestety, nie zawsze to, co chcieli dać swojemu dziecku, było dla niego dobre. Rafaelo, chłopak narkotyzujący się 3 lata, obecnie przebywający we wspólnocie Wieczernik, opowiadał grupie rodziców o swoim domu:

Wychowywałem się w serdecznej i szczerej rodzinie. Moi rodzice pracowali, modlili się, zawsze życzyli mi wszystkiego najlepszego. Ale to, czego mi rodzice życzyli, to nie było prawdziwe dobro. Dawali mi wszystko, czego chciałem.

Dzisiejsi rodzice nie mieli w dzieciństwie do czynienia z problemem narkomanii, bulimii, anoreksji, depresji czy dysleksji. Doznają więc szoku, kiedy okazuje się, że ich dziecko pije alkohol, ćpa, jest anorektyczką, ma depresję. Łatwiej przyjąć im do wiadomości, że syn pali papierosy, niż że pił alkohol na wycieczce klasowej czy palił trawkę.

Pracuję z wieloma rodzicami i słyszę od nich, że kiedy ich pociechy wchodzą w okres dojrzewania, oni tracą na nie wszelki wpływ. W pewnym sensie to prawda. Nasza możliwość oddziaływania na dziecko maleje w okresie jego dorastania, ale nie znika. Młodzież długo przebywa w szkole, ale mnóstwo czasu spędza w domu. Obserwuje postawy rodziców. Kiedyś prowadziłam z młodzieżą lekcję na temat: idol a autorytet. Zaledwie paru uczniów w klasie podało jako autorytety swoich rodziców. Duża część nie umiała podać nikogo albo na wesoło ukazywali dobre cechy Misia Uszatka.

Rodzice mówią, jak żyć

Młodzież często zadaje mi pytanie: „Jak mam żyć, abym był zadowolony, cieszył się, znalazł sens życia?”. Trudne pytanie. Odpowiedzi tyle, ilu ludzi. Szkoda, że rodzice nie podejmują z młodymi rozmów, które pomogłyby im szukać własnej tożsamości. Pytania: jak tam w szkole?, a jak koledzy?, czy zjadłaś śniadanie? są ważne, ale nie jedyne. W swoich notatkach z rozmów z narkomanami zachowałam taką wypowiedź:

Mogę powiedzieć, że szukałem radości całe życie, ale nikt nie potrafił mi wyjaśnić, co czynić, żebym był zadowolony. Jak zacząłem wchodzić w wiek młodzieńczy, zacząłem popełniać błędy. W mojej rodzinie nie było przyjaźni ani dialogu i nikt mi nie wyjaśnił, jak mam żyć. Kiedy popełniłem jakiś błąd, bałem się powiedzieć o tym komukolwiek. Wszystko ukrywałem. Szukałem w mojej rodzinie radości, ale nie mogłem jej znaleźć, ponieważ nie było w niej przyjaźni. Szukałem jej więc wśród przyjaciół, ale nie znalazłem prawdziwej, konkretnej przyjaźni.

To przede wszystkim rodzice kształtują psychikę dziecka, a istotny wpływ wywiera na nią tzw. prawo pierwszych połączeń. Jeśli dziecko ma pozytywne wzorce rodziny, to mają one wpływ na jego system wartości, postępowanie, poczucie odpowiedzialności za własne zachowanie, obowiązku wobec innych, szacunku dla siebie i ludzi wokół. Świat wydaje się wtedy bardziej przyjazny i łatwiej odnaleźć sens życia. Natomiast jeśli rodzice ciągle się kłócą, piją albo biorą narkotyki, są zapracowani i stale nieobecni w domu, i gdy starają się spełniać wszystkie pragnienia swego dziecka, a nie stawiają mu wymagań, gdy nie ma więzi między członkami rodziny, a oglądanie telewizora zastępuje komunikację między nimi, to taka rodzina jest uboga duchowo, nieprzytulna. Nie tęskni się za powrotem do domu, który nie jest żadnym azylem. Rodzice muszą mieć świadomość, że gdy w domu zabraknie miłości, akceptacji, zainteresowania, zaufania, to dzieci będą szukały tego za wszelką cenę, nawet za cenę swojego zdrowia i życia. W wielu domach ułatwia się uzależnienie poprzez dużą tolerancję wobec picia alkoholu, palenia papierosów, zażywania leków, narkotyków.

Narkomani ze wspólnoty Wieczernik z Medjugorie podkreślają, że największą chorobą obecnych czasów jest kryzys wiary w rodzinach. Według nich tutaj tkwią główne przyczyny narkomanii i innych uzależnień. Dziecko zaczyna tracić sens życia, gdy jego rodzice troszczą się tylko o dobra materialne, a całkowicie zapominają o jego religijnych i duchowych potrzebach.

Młodzież często jasno i otwarcie mówi, czego oczekiwałaby od swoich rodziców i co by mogło ją uszczęśliwić. Na plakacie, który powstał w czasie lekcji, pojawiły się m.in. takie prośby:

— chciałabym opowiadać wam o wszystkim,
— chciałbym, abyście mieli dla mnie czas bez gazety i telewizora,
— moje marzenie to wycieczka w nieznane,
— kochajcie mnie i powtarzajcie mi to wciąż,
— pobawić się jak za dawnych czasów — to jest to,
— wspierajcie mnie w trudnych chwilach,
— pomóżcie mi w lekcjach,
— doceńcie moje starania, a nie ich efekt,
— potrzebne są mi znaki miłości,
— czy mogę się przytulić.

Profilaktyka może być skuteczna

To, że zjawisko narkomanii w Polsce ma już spore rozmiary, nie jest tajemnicą dla nikogo. Co w takim razie powoduje słabą skuteczność profilaktyki? Mogę odpowiedzieć na to pytanie z własnego podwórka. Po pierwsze jest za mało osób przygotowanych do prowadzenia programów profilaktycznych. Po drugie brakuje środków finansowych na ich realizację. Dalej, profilaktyka uzależnień nie może odbywać się raz czy dwa razy do roku pod hasłem „Nie bierz narkotyków, bo to szkodzi”. Sama wiedza nie wystarcza. Wiedzieć, nie zawsze znaczy zmienić się. Informacja w profilaktyce jest ważna, ale mało skuteczna, jeśli się na niej poprzestaje. Zapobieganie uzależnieniom to nauka opanowania umiejętności dobrego komunikowania się, przyjaźni, uczenie się nieulegania naciskom, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Tego nie da się zrealizować na dwóch spotkaniach.

Poza tym, programy profilaktyczne powinny obejmować: młodzież, nauczycieli i rodziców, a ci ostatni nie mają na to czasu. Wzrasta liczba rodzin koncentrujących się na pracy i pozostawiających dzieci samym sobie. Pozyskiwanie rodziców do współpracy w działaniach profilaktycznych jest rzeczą niezbędną, ale często trudną do wykonania. Do Klubu Rodzica utworzonego w szkole, w której uczy się 600 uczniów, przychodziło ok. 10 osób. W spotkaniach z rodzicami uczestniczą głównie matki. Pamiętam rozmowę, w której dziewczyna, określając swego ojca jako „chłopczyka bawiącego się życiem i komputerami”, zadała mi pytanie: „Dlaczego rodzice uczą się po kilkanaście lat swojego zawodu, a nie uczą się, jak być dobrym rodzicem? Chyba powinni przejść jakieś szkolenie, zanim zaczną się rozmnażać?”.

Choć ostatnio dużo mówi się o profilaktyce, to na razie można by ją określić: spóźniona, tania, szybka i… nieskuteczna. Rozwiązanie problemu narkomanii jest możliwe poprzez długofalowe, przemyślane działanie, realizowane przez osoby do tego przygotowane, działające w pewnym systemie współpracy: oświaty, Kościoła, policji, służby zdrowia, pomocy społecznej, systemu penitencjarnego, władz lokalnych.

W pojedynkę nie da rady

W szkole, w której pracuję, staramy się wspólnie — nauczyciele i pedagodzy — pokonywać bolączki oświatowe. Z drugim pedagogiem prowadzę szkolenia dla nauczycieli metodą warsztatową. Bierze w nich udział 50% nauczycieli.

Rodzicom proponujemy spotkania, dyskusje w Klubie Rodzica, do którego zapraszamy różnych ludzi: byłych narkomanów, alkoholików, osoby zajmujące się problematyką sekt. Kto chce, może skorzystać z warsztatów dla rodziców mających dzieci z różnymi trudnościami. Dla tych, którzy wolą rozmowy telefoniczne, mamy telefon zaufania. Prowadzimy „kwadrans z pedagogiem” — 15–minutowe prelekcje dotyczące zagrożeń czyhających na młodzież. Niekiedy jest to rodzaj wykładu, a niekiedy np. czytamy list od byłego narkomana. Rodzice mają w czym wybierać. Pytanie, czy chcą i czy widzą problem narkomanii.

Do walki z uzależnieniami mają obowiązek włączyć się wszyscy. Rodzice muszą zrozumieć, że szkoła bez ich pomocy nie jest w stanie uchronić dzieci przed niebezpieczeństwem związanym z używaniem środków odurzających. Z młodzieżą rozmawiamy indywidualnie, grupowo, oglądamy filmy, rysujemy plakaty, mówimy, skąd się bierze uzależnienie. Prowadzimy Klub Młodzieży, do którego może przychodzić, kto chce. Spotykamy się na zajęciach z wychowania do życia w rodzinie, uczymy asertywności. Do współpracy zapraszamy różne instytucje, również policję — policjanci sami prowadzą zajęcia bądź wypożyczają nam środki dydaktyczne.

Przemienić swoje serce

Chciałabym też trochę odczarować proces zapobiegania narkomanii. Tak naprawdę każdy z nas może być pomocny. Nie potrzeba wielkich akcji pod patronatem wielkich firm. Wystarczy przemienić swoje serce, zmienić sposób patrzenia na siebie i na innych. Dopóki my, dorośli, nie odpowiemy sobie na pytanie o sens życia, dopóty nie będziemy wiedzieć, dokąd zmierzamy, a tym samym nasze dzieci nie będą wiedziały, po co żyć. Może życie polega na szukaniu rozrywki, przyjemności? Może żyjemy po to, by zdobywać zaszczyty, stanowiska? Co, a może kto, jest w stanie zaspokoić serce człowieka? Odpowiedź na to pytanie, bliską memu sercu, znalazłam w artykule ojca Wojciecha. „Żyjemy przede wszystkim po to, aby Boga poznawać, miłować, wielbić, służyć Mu i w ten sposób zasługiwać sobie na życie wieczne. Tu, na ziemi, jesteśmy tylko pielgrzymami, wędrowcami do «Domu Ojca», do naszej wiecznej Ojczyzny”1. Jeżeli tak sobie odpowiem na to pytanie, to moje dziecko, mój uczeń, mój bratanek, siostrzeniec, mój wnuk, wnuczka nie będzie odczuwać bezsensu życia.

1O. Wojciech, Po co żyć? Dokąd zmierzam?, „Miłujcie się” nr 1–2/1999.

Narkomania nie bierze się znikąd
Katarzyna Roszkowska

urodzona w 1965 r. – pedagog, mężatka, absolwentka Studium Rodziny, słuchaczka podyplomowych studiów dziennikarskich. Mieszka w Buku....