Zmieniać ziemię w niebo
fot. jean philippe delberghe / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Triduum Paschalne. Przewodnik

1 votes
Wyczyść

Ludzkie działania mają być współpracą z Bogiem, więc trzeba pytać Go o zdanie. Jeżeli tego nie robisz, tylko sam coś majstrujesz, nie dziw się, gdy ci się to burzy.

Anna Sosnowska: Bóg, stwarzając świat, pracował?

Danuta Piekarz: Oczywiście. Tradycja kapłańska, z której pochodzi pierwszy opis stworzenia, wyraźnie ukazuje nam Boga jako wzór dla człowieka. Bóg przez sześć dni działa, po to żeby siódmego dnia odpocząć – mamy tu od razu wskazanie na świętość pracy. Skoro Bóg daje człowiekowi taki przykład, to człowiek też powinien w ten sposób postępować. Człowiek w raju został stworzony i do pracy, i do odpoczynku.

Tymczasem raj często się kojarzy ze słodkim nicnierobieniem, natomiast praca – z karą za grzech.

Karą za grzech były pewne trudności z pracą. Bóg mówi do człowieka: ty będziesz pracował, ale ziemia będzie ci rodziła osty i ciernie, a potem umrzesz. Czyli, po pierwsze, człowiek napotka opór ziemi. On się zbuntował wobec Boga, więc przyroda się buntuje przeciwko niemu – doszło do zerwania wszystkich relacji. Po drugie, człowiek musi się liczyć z tym, że nawet jeśli mu się uda coś zgromadzić, uzbierać, i tak kiedyś stąd odejdzie. To właśnie się zmieniło w kwestii pracy po grzechu pierworodnym.

Według biblijnego opisu Bóg powołał człowieka do życia w przeddzień szabatu. Możemy w tym znaleźć jakąś wskazówkę?

Bóg nie mówi: popracuj przez sześć dni, a potem zasłużysz na odpoczynek. Człowiek zostaje od razu wprowadzony w rzeczywistość świętowania z Bogiem. Najpierw przeżyj dzień święty, a przez kolejnych sześć dni będziesz pracował. Szabat, w którym nie tyle chodzi o sam odpoczynek, co o spędzanie czasu z Bogiem i dla Boga, został dany człowiekowi po to, by zrozumiał, że on jest tylko wicekrólem i na jeden dzień, jak ładnie powiedział Enzo Bianchi, składa swoją koronę u stóp Wielkiego Króla. Ja jestem tylko namiestnikiem i świat się nie zawali, jeśli przestanę na jeden dzień pracować. To też pewna próba zaufania.

Przez resztę tygodnia człowiek miał uprawiać i doglądać ogrodu, w którym Bóg go umieścił.

Tu występuje bardzo ciekawa dwuznaczność czasowników. Hebrajskie słowo „uprawiał” oznacza dosłownie „służył” i odnosi się także do kultu oraz służby Bogu. Drugi czasownik – „doglądać” oznacza również „przestrzegać przykazań”. Co ciekawe, dwuznaczność „uprawiać rolę – czcić” występuje także w łacinie: od czasownika colere pochodzi cultus. Zajmowanie się ogrodem to codzienna praca człowieka, ale ona ma też głębszy wymiar. Człowiek strzeże ogrodu, strzegąc przykazań.

I poprzez swoją pracę oddaje chwałę Bogu?

Oczywiście. Psalmista mówi: „Niebo jest niebem Pana, ziemię zaś dał synom ludzkim” (Ps 115,16), a rabini dopowiadali: żeby ją zamieniali w niebo.

Jak do pracy podchodzili starożytni Izraelici?

Tym się różnili od Rzymian czy Greków, że cenili również pracę fizyczną, rzemieślniczą. Rzymianie z prac fizycznych szanowali tylko rolnictwo, natomiast według Greków człowiek wolny powinien się zajmować literaturą, ewentualnie sztuką wojenną. W Izraelu tak nie było. Każdy rabin miał obowiązek opanować jakieś rzemiosło. Poza tym Pismo Święte bardzo krytycznie się odnosi do nieróbstwa. W Księdze Przysłów znajduje się jedno z moich ulubionych zdań: „Kręcą się drzwi w zawiasach, a człowiek leniwy na łóżku” (Prz 26,14).

No cóż, w innym miejscu czytamy: „Jeżeli domu Pan nie zbuduje, na próżno się trudzą, którzy go wznoszą. Jeżeli miasta Pan nie strzeże, daremnie czuwają straże” (Ps 127,1).

Ten fragment nie jest zachętą do czekania na coś z założonymi rękami, ale do tego, żeby konsultować z Bogiem swoje działania. To ma być współpraca z Bogiem, więc trzeba Go pytać o zdanie. Jeżeli tego nie robisz, tylko sam coś majstrujesz, nie dziw się, gdy to ci się zburzy.

Trudno nie skojarzyć tego, o czym pani mówi, z historią o wieży Babel. Jej budowniczy się naharowali, a ostatecznie cały projekt zakończył się klapą.

Tylko tu pojawia się pytanie, na czym polegał problem? Nie tyle na samym budowaniu. Żydzi zobaczyli w Babilonie piramidy schodkowe – zigguraty. Na ich szczycie, czyli wysoko, bliżej nieba, znajdowały się sanktuaria poświęcone bóstwom. W ten sposób oddawano im cześć. Jednak budowniczy wieży Babel mówią tak: zbudujemy wieżę i zdobędziemy sobie imię (por. Rdz 11,4). I w tym tkwi sedno problemu. Niby robimy coś dla Boga, a w rzeczywistości robimy to dla siebie; niby chodzi nam o Niego, a załatwiamy własne biznesy. Rozmawiamy w Krakowie, dlatego przyznam, że bardzo mi się podoba napis na Wawelu, pozostawiony przez przodków: „Nie nam, Panie, nie nam, lecz imieniu Twojemu daj chwałę” (Ps 115,1). O to właśnie chodzi.

Jak wyglądała w Izraelu praca kobiet?

Kobiety wykonywały drobne prace na roli, ale przede wszystkim bardzo wiele czynności związanych z utrzymaniem domu, i to nieraz takich, które dziś by nam się nie śniły. Prawie codziennie trzeba było mleć ziarno na żarnach, bo chleb w normalnej, porządnej rodzinie wypiekało się każdego dnia. Do tego dochodził wyrób odzieży – kobiety przędły wełnę i tkały odzież, o czym jest mowa w Księdze Przysłów, w „Pochwale dzielnej niewiasty”.

„O len się stara i wełnę, starannie pracuje rękami. Podobnie jak okręt kupiecki żywność sprowadza z daleka. Myśli o roli i ją kupuje, z zarobku rąk swoich zasadza winnicę. Wyciąga ręce po kądziel, jej palce chwytają wrzeciona. Dla domu śniegu się nie boi, bo cały dom odziany na lata. Płótno wyrabia ona i sprzedaje, pasy dostarcza kupcowi. Bada bieg spraw domowych, nie jada chleba lenistwa” (Prz 31,10-31).

Jak widać, kobieta, która miała talent do tkania,mogła prowadzić własny biznes i sprzedawać swoje dobra. Zarobione w ten sposób pieniądze należały do niej.

„Gdy Pan Jezus był malutki, nigdy nie próżnował. Z Matką Bożą i Józefem pilnie wciąż pracował. Tak piłował, tak heblował i wełenkę zwijał. Nosił wodę, rąbał drzewo i gwoździe przybijał” – głoszą słowa popularnej piosenki katechetycznej. Tymczasem w ewangeliach ani razu nie widzimy Jezusa przy pracy.

Ale słyszymy u Marka: „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona?” (Mk 6,3), a u Mateusza: „Czyż nie jest On synem cieśli?” (Mt 13,55). W tamtych czasach zawód przechodził z ojca na syna, więc Jezus się go nauczył od swojego przybranego ojca św. Józefa.

To jedyna wzmianka.

Ewangeliści nie mówili więcej na ten temat, bo nie to było ważne. Podobny problem mamy zresztą z Ewangelią dzieciństwa. W najstarszym opisie, czyli u św. Marka, nie znajdziemy ani słowa o dzieciństwie Jezusa, ponieważ dla pierwszego odbiorcy najistotniejsze było to, co Jezus głosił, natomiast szczegóły Jego życia – powiedzielibyśmy: bardziej prywatnego – schodziły na drugi plan. I wielka szkoda, że wymarło pierwsze pokolenie chrześcijan, nie zostawiając nam tych opowieści, które być może znali – gdzie Jezus pracował, co robił itd.

A może Jezus zajmował się wyłącznie sprawami duchowymi? Przygotowywał się przez całe życie do swojej działalności przez modlitwę, studiowanie Pisma i post, a potem ruszył głosić Ewangelię?

Nie ma żadnych podstaw, by tak myśleć. Przecież Jezus musiał się z czegoś utrzymywać, z czegoś żyć i na pewno się nauczył zawodu od św. Józefa. Niedawno jeden z redaktorów opowiadał piękną scenę, którą obserwował: malutkie żydowskie dziecko, syn ogrodnika, z zachwytem przypatrywało się temu, co robi tato. Tak uczono się kiedyś zawodu.

Jaki był status społeczny cieśli w tamtych czasach?

Przede wszystkim trzeba zastrzec, że to nie był cieśla w naszym rozumieniu, ponieważ wtedy nie istniały tak wąskie zawody i specjalizacje. Grecki wyraz tekton oznaczał rzemieślnika zajmującego się przede wszystkim budową domów oraz tym, co się wiązało z drewnem. Żydzi to społeczeństwo zasadniczo rolnicze, więc rzemieślników było w ogóle dużo mniej, niż moglibyśmy się spodziewać. Nie przesadzajmy też z ubóstwem tej grupy. Owszem, żyli skromnie – o czym świadczy tekst mówiący, że Maryja z Józefem zanieśli w ofierze do świątyni gołąbki, a nie, jak bogacze, baranka (por. Łk 2,24) – ale na przyzwoitym poziomie.

Przyjrzyjmy się w takim razie ekipie Jezusa. Piotr, Andrzej, Jan i Jakub zajmowali się połowem ryb.

Oni pracowali razem, mieli jakąś wspólną firmę rybacką. Trzeba jednak pamiętać o tym, że rybak niekoniecznie musiał oznaczać człowieka bardzo prostego, bo zdarzali się również rybacy wykształceni. To pozwala odeprzeć zarzut pojawiający się często w odniesieniu do św. Jana: Jak to możliwe, że jego pisma są takie wzniosłe? Możliwe.

Mateusz był celnikiem. Mało chlubne zajęcie.

Powiedzmy, dlaczego. Celnicy zrzeszali się w korporacje, które z góry wpłacały jakąś kwotę wierzycielowi (państwu), a dopiero potem pobierały ją od dłużników (podatników), oczywiście z nawiązką, bo ten system stanowił doskonałą okazję do nadużyć. Oprócz tego celnicy mieszkający na terenach podległych Rzymowi byli uznawani za kolaborantów służących Imperium Rzymskiemu. Zawodów pozostałych apostołów raczej nie znamy.

Czy w Ewangelii według św. Mateusza pobrzmiewa gdzieś echo jego zawodu?

Akurat w tej Ewangelii słabo widać osobowość autora, ale jedna rzecz jest bardzo wyraźna – świetnie zna się na pieniądzach, a przecież w 70 roku zmienił się system monetarny.

Natomiast u Łukasza (wprawdzie nie apostoła, ale ewangelisty) łatwo wykryć powiązania ze służbą zdrowia.

Łukasz, który był lekarzem, w opisach uzdrowień podaje poprawne nazwy chorób i interesuje się ich przebiegiem. Kiedy mówię studentom o różnicy między ewangelistami, przytaczam jeden z moich ulubionych przykładów związanych z opisem uzdrowienia kobiety cierpiącej na krwotok. Łukasz z pozycji lekarza pisze tak: „Całe swe mienie wydała na lekarzy, z których żaden nie mógł jej uleczyć” (Łk 8,43), natomiast Marek relacjonuje sprawę w ten sposób: „Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej” (Mk 5,25n).

Łukasz broni swoich.

Nawet nie tyle broni, co wypowiada się oględnie, natomiast Marek pisze z pozycji pacjenta, który specjalnie nie ma powodów do kurtuazji.

Czy wśród pierwszych chrześcijan funkcjonowała jakaś lista zawodów zakazanych?

Już w czasach Starego Testamentu i w czasach Chrystusa istniały zawody, na które patrzono z dużą podejrzliwością. O celniku już wspominałyśmy. Za nieczystą uważano też pracę garbarza. Niechętnie odnoszono się do kupców wonności, bo musieli zadawać się z paniami niezbyt dobrych manier. Zabroniona była oczywiście prostytucja. Również Kościół wykluczał możliwość wykonywania pewnych profesji przez wiernych; kto wykonywał taki zawód, po nawróceniu musiał go zmienić. Chodziło o zawody wiążące się bezpośrednio z grzechem – np. lichwiarz, sutener, zajęcia wiążące się z niepotrzebnym zagrożeniem życia – np. gladiator, lub takie, w których widziano duże niebezpieczeństwo grzechu – np. aktor.

Co złego widziano w aktorstwie?

Aktor musi się głęboko wczuć w swoją rolę, niejako utożsamić się z postacią, więc się obawiano duchowych zagrożeń związanych z odgrywaniem ról negatywnych. Ponadto widowiska teatralne bywały powiązane z kultem pogańskim.

Jak w pierwotnym Kościele wyglądała kwestia niewolników? Święty Paweł pisał wprawdzie, że nie ma już niewolników i wolnych, ale formalnie jednak istnieli (por. Kol 3,11).

Problem niewolników wielokrotnie powraca w listach Pawłowych. Skoro apostoł wzywał ich do pracy na rzecz panów, przypuszcza się, że mogły na tym tle rodzić się pewne napięcia. I nic dziwnego. Przychodzimy na spotkanie wspólnoty, gdzie wszyscy zwracają się do siebie „bracie”, „siostro”, wszyscy są równi, po czym wracamy do domu, a mój pan chrześcijanin mówi do mnie: Pozamiataj. Więc mogły się pojawiać pytania: To w końcu kim ja jestem – bratem czy niewolnikiem?

Pytania jak najbardziej uzasadnione.

Tak. Ale chrześcijaństwo postąpiło bardzo mądrze, nie wzywając wtedy do rewolucji, bo ona doprowadziłaby do wielkiej katastrofy, a samym niewolnikom niewiele by dała. Św. Paweł w swoich listach pokazuje niewolnikom nieco inną perspektywę. Mówi: Twój pan także ma nad sobą Pana, któremu będzie musiał zdać sprawę. Natomiast wiadomo, że istniały pewne napięcia związane ze statusem majątkowym.

Czyli wspólnota jednego ducha i jednego serca (por. Dz 4,32), tak dziś idealizowana, również przeżywała swoje kryzysy?

Oczywiście. W Pierwszym Liście do Koryntian znajdujemy bardzo smutną scenę związaną ze sprawowaniem eucharystii. Otóż przed eucharystią – to inna kolejność niż teraz – odbywała się agapa, na którą każdy przynosił to, co mógł, a co miało się składać na wspólny posiłek. Jednak ze słów Pawła możemy odgadywać, że na agapę najpierw przychodzili bogaci – oni nie musieli pracować, więc mieli więcej czasu. Znużeni czekaniem, zaczynali jeść, upijali się, a kiedy pojawiali się ubodzy, to już nic dla nich nie zostawało. Paweł bardzo to krytykuje (por. 1 Kor 11,17–34). Jedność braterska pierwszych chrześcijan miała i takie aspekty.

A czy pojawiały się wśród nich pokusy, żeby w ogóle dać sobie spokój z jakąkolwiek pracą? Przecież wiara w szybkie powtórne nadejście Chrystusa była wtedy bardzo żywa.

To jest klasyczny przykład Tesaloniczan. Paweł przebywał u nich krótko, głosząc im powtórne przyjście Chrystusa, ale ta wiedza nie została ugruntowana. Tesaloniczanie dorobili do niej własne teorie, w czym „pomógł” jeszcze krążący wtedy fałszywy list Pawła.

Co w nim było?

Zapowiedź nadejścia dnia Pańskiego. Więc Tesaloniczanie stwierdzili – zresztą bardzo słusznie – że skoro tak, to nie warto pracować. Pewnie niejeden z nas doszedłby do tego samego wniosku. Dlatego Paweł do nich pisze: Niech nikt was nie zwodzi przez fałszywy list. Niech każdy ze spokojem pracuje na swój chleb (por. 2 Tes 2,2; 3,12). W tym kontekście pojawia się to sławetne zdanie: „Kto nie chce pracować, niech też nie je” (2 Tes 3,10). Mamy tu klasyczny dowód na to, że Paweł nie wiedział, kiedy nadejdzie dzień Pański.

Pierwsi chrześcijanie bardzo serio traktowali pracę (!) ewangelizacyjną: „godzien jest robotnik swojej zapłaty” (1 Tm 5,18).

Widać to wyraźnie u św. Pawła, choć on jest bardzo szczególnym przypadkiem. Nauczając, zawsze pracował na swoje utrzymanie i jedynie od Filipian przyjmował pomoc materialną.

To kwestia dumy, honoru?

Paweł zdawał sobie sprawę, ile zarzutów pada pod jego adresem, przecież on był traktowany jak apostoł z drugiej ręki. Dlatego zawsze się starał, żeby nikt nie mógł go posądzić o wykorzystywanie wspólnoty. Ale nie można na podstawie Pawła obronić tezy, że ewangelizator powinien żyć z powietrza. Paweł wiele razy zaznacza: kto naucza, ten ma prawo do bycia utrzymywanym przez swojego ucznia. A jeśli jedzie do jakiejś wspólnoty, ma prawo oczekiwać, że ona go utrzyma.

Łatwo tu o nadużycia.

Dlatego już Didache zaznacza, że ewangelizator może się zatrzymać w jednym miejscu tylko trzy dni. Widocznie czasem przesadnie korzystano z gościnności niektórych wspólnot.

Jaki biblijny drogowskaz dotyczący pracy jest dla pani najcenniejszy?

Bardzo lubię to zdanie, które – żeby było ciekawiej – dotyczyło niewolników: praca ma być wykonywana jak dla Pana. Myślę, że współczesny pracownik też się czasami czuje jak niewolnik. Ale ty pracujesz nie tylko dla swojego szefa. Pracuj tak, jakbyś to robił dla Pana.

Zmieniać ziemię w niebo
Danuta Piekarz

doktor teologii biblijnej, italianistka, wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, w dominikańskim Kolegium Filozoficzno-Teologicznym w Krakowie, była konsultorką Papieskiej Rady ds. Świeckich (2008-2013)....

Zmieniać ziemię w niebo
Anna Sosnowska

urodzona w 1979 r. – absolwentka studiów dziennikarsko-teologicznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie Współpracowała z kanałem Religia.tv, gdzie prowadziła programy „Kulturoskop” oraz „Motywacja...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze