Zawsze zielona

Zawsze zielona

To Matka Głupich jest zawsze zielona – Nadzieja.

Osobiście jestem po jej stronie.

Też wolę być głupio zielona niż mądrze pesymistyczna i pozbawiona złudzeń. Czy to jednak od woli zależy? Czy to jest kwestia wyboru, czy też raczej – usposobienia? Może owo upodobanie do zieleni otrzymuje się po prostu (lub: nie otrzymuje…) w wyposażeniu początkowym? A wobec tego – nie jest czyjąś winą ni zasługą, że się okazuje mniej czy bardziej zdolny do produkcji życiodajnej, wciąż świeżej energii. Po prostu – fizjologia? A może jest jeszcze inaczej – może jedni z nas są po to, by krakać, drudzy – by radośnie wyśpiewywać, a wszyscy do czegoś potrzebni w olbrzymim, niepojętym planie Stworzenia. Optymiści, pesymiści, a także ci, którym jest wszystko jedno – cóż my wiemy na pewno? Siły się sumują albo znoszą się wzajemnie, drobiny śniegu tworzą lawinę, a ocean składa się z pojedynczych kropelek wody. Co możemy? Robić swoje – i wierzyć.

Z wiejskiego ogrodu wszystko widać inaczej niż z centrum wielkiego miasta. Tu żyje się mocniej i wyraźniej, wśród nieustannych przemian; doby przepływają nam ponad głowami w sposób dostrzegalny; przemijanie obejmuje wszystko – a więc i nas, jak najnaturalniej. To samo słońce co wieczór jest inne, wiatr przynosi nasiona i liście drzew z dalekich, obcych ogrodów, wielkie chmury pędzą znad nieznanych partii globu, ptaki nadlatują, zabawią chwilkę – i już ich nie ma. Niedawno sadziłam małe sosenki – a one cichcem, niepostrzeżenie stały się mocnymi drzewami.

…Człowiek sieje ziarno,
cały dzień czuwa przy nim i strzeże go czujnie…
A kiedy śpi – to budzi się, wstaje w noc czarną
I podgląda czy rośnie, czy pleni się bujnie
i nie widzi, i wraca… A ziarno w zasiewie
Wschodzi, rośnie i kiełki puszcza, gdy on nie wie.

(Leopold Staff, Skarb)

W ogrodzie pewne sprawy są oczywiste; żeby nie wiadomo jak ciężka i ponura była zima, to i tak dni nieodwołalnie będą się robić coraz dłuższe i wiosna w końcu nadejdzie. Na żyznej ziemi najpierw pojawią się chwasty. Jeśli się ich nie usunie, róże zostaną obrabowane z wody i światła, zagłuszone. Kiedy jednak chwasty się powyrywa, i tak wkrótce pojawią się nowe, tak jakby natura delegowała je do ważnych, w dodatku pilnych, zadań. I tu już można się zastanawiać: co jest zadaniem chwastów? W czym im przeszkadzamy? A co by się działo bez naszej ingerencji? Czy wszystko wokół by zdziczało?

Nieodwołalne decyzje stają się tu codziennością. Zaprowadzając ład w naszym ogrodzie, uczymy się je podejmować. Musimy wiele umieć i wiedzieć, żeby nie spowodować szkód, ale potrzebna nam też jest wiara, nadzieja i miłość. Staramy się ze wszystkich sił, w pocie czoła dążymy do piękna i harmonii, walczymy z własnym znużeniem i lenistwem, z przeciwnościami i niepogodą, przejawiamy mnóstwo bezinteresownej troski, wyrywamy kawałek po kawałku z paszczy chaosu, zdziczenia i zaniedbania. Po cóż się tak trudzimy? Czy warto? Przecież to tylko jedna mała rabatka. Gdyby odłożyć motykę i grabie, zarosłaby w mgnieniu oka.

A niedoczekanie!

Weźmy jeszcze łopatę. Trzeba posadzić nowe, szlachetne rośliny. Zima się kończy, idzie wiosna. We wszystkich ogródkach wokół, w gminie, w powiecie, w województwie, na kontynencie, jak okiem sięgnąć, ludzie się mrowią, starają, działają, wymachują łopatami i motykami, wytyczają ścieżki, trawniki i rabaty. Jakby nie wiedzieli, że znów wszystko zarośnie chwastami, albo jakby nie spodziewali się nadejścia kolejnej zimy. Ech, optymiści! Tylu nas wokół. Zielona potęga.

Zawsze zielona
Małgorzata Musierowicz

urodzona 9 stycznia 1945 r. w Poznaniu – z domu Barańczak, siostra Stanisława Barańczaka, absolwentka PWSSP w Poznaniu, najbardziej znana jako autorka serii Jeżycjada....