Spowiedź bez końca. O grzechu, pokucie i nowym życiu
Niedawno miałem okazję posłuchać i zobaczyć, jak żyją dominikanie we francuskojęzycznej części Belgii. Jedną z rzeczy, której z początku nadziwić się nie mogłem, była struktura finansowa klasztorów. Otóż każdy dominikanin, który przychodzi do danego domu, musi samodzielnie znaleźć pracę, etat, źródło utrzymania. Bracia w poszczególnych klasztorach umawiają się bowiem tak, że każdy z nich wnosi do wspólnej kasy określoną sumę pieniędzy, z których finansowane są wikt i opierunek oraz opłaty za media i inne usługi niezbędne do utrzymania budynku. Resztę zarobionych pieniędzy każdy z dominikanów przeznacza na kupno osobistych rzeczy, książki, przejazdy, wakacje. Gdy natomiast klasztor musi przeprowadzić konkretną inwestycję, wykraczającą poza bieżące utrzymanie, bracia robią zrzutkę, dzięki czemu możliwy staje się zakup urządzeń wspólnego użytku czy remonty. Dominikanie imają się w związku z tym różnych zajęć. Niektórzy mają etaty pastoralne – są proboszczami, wikarymi, kapelanami więziennymi. Etaty te przydziela biskup danej diecezji, ponieważ w Belgii w zamian za znacjonalizowane przez Bonapartego dobra kościelne księża otrzymują pensje urzędników państwowych odpowiedniego stopnia. W oczach państwa prowadzenie parafii ma uzasadnienie społeczne. Zakonnicy, którzy nie mogą liczyć na taki zarobek, pracują w świeckich zawodach – jeden z nich jest adwokatem, inny wykładowcą. Każdego dnia robią samodzielnie zakupy, płacą rachunki, planują remonty. Dzięki temu wiedzą, ile co kosztuje i na co przeciętny człowiek może sobie pozwolić. Bliżej im więc do doświadczenia ludzi świeckich. Ma to też oczywiście swoje minusy: dominikanie zmuszeni do pracy w świeckich zawodach inaczej muszą organizować życie klasztorne, a duszpasterzami, kaznodziejami, spowiednikami mogą być tylko w wolnym czasie.
Domyślam się, że wielu ludzi w Polsce, czytając powyższy opis, pomyśli sobie: „Szkoda, że tak nie jest u nas! Gdyby mnichy poszły do pracy, to by się przekonały, na czym polega prawdziwe życie i nie snułyby już nam nieżyciowych teorii”.
Warto jednak zauważyć, że ten kij ma dwa końce. Łatwo jest przeciwstawić sobie duszpasterzy i świeckich, patrząc na Kościół jako na zakład usług sakramentalnych. Wtedy jedni będą wydrwigroszami, żądającymi pieniędzy za swoje posługi, a drudzy klientami, oczekującymi wysokiej jakości usług. Takie przeciwstawienie jest jednak możliwe tylko wtedy, gdy Kościół jest wspólnotą masową, w której nie brakuje zarówno duchownych, jak i świeckich. Tymczasem jedną z przyczyn sytuacji panującej w Belgii jest laicyzacja społeczeństwa. Można tam trafić na niedzielną mszę świętą odprawianą w wielkiej katedrze zaledwie dla kilku wiernych. Zdarzają się jednak również sytuacje odwrotne: wspólnota parafialna pozbawiona jest duszpasterza i dotarcie na niedzielną Eucharystię czy znalezienie czynnego konfesjonału jest wyzwaniem. Sam otrzymywałem maile z Belgii z prośbą o przysłanie któregoś z polskich braci, bo parafia od lat nie ma księdza, podobnie jak kilka innych w okolicy.
Belgijskie obserwacje sprawiły, że z wdzięcznością myślę o sytuacji polskich zakonników. Nasz system finansowania, czyli zbieranie tacy, przyjmowanie intencji mszalnych czy innych ofiar, daje szansę poświęcenia całej energii na życie duchowe i posługę ludziom. Patrząc na moich belgijskich braci wracających wieczorem po całym dniu pracy do klasztoru, zrobiłem sobie rachunek sumienia, w jaki sposób wykorzystuję tę komfortową sytuację, gdy chleb powszedni jest mi darowany przez dobrych ludzi. Na tle tych rozmyślań intensywniej zacząłem sobie jednocześnie stawiać pytanie o sens życia zakonnego. Być może pod wpływem zmniejszającej się liczby ludzi praktykujących czy też w sytuacji wprowadzenia innego systemu finansowania Kościoła pozbawione ono zostanie wymiaru parafialnego i związanej z nim posługi duszpasterskiej. Będzie to dla nas poważny egzamin. Zakonnicy będą musieli poszukać swoich form obecności w Kościele i społeczeństwie: i albo upodobnią się do kleru diecezjalnego, albo przeciwnie – na nowo określą swoją tożsamość, znajdując dla niej inne formy wyrazu.
Oceń