Telefon odbieram bez obaw
fot. bob van aubel / UNSPLASH.COM

W prowincji jest nas obecnie 450. Za mojej kadencji, czyli przez ostatnie siedem lat, odeszło kilku braci kapłanów – średnio jeden rocznie. To nie jest dużo, choć oczywiście każde odejście to o jedno za dużo.

Katarzyna Kolska: O odejściu ojca Jacka Krzysztofowicza z zakonu dominikanów pisały i mówiły przez kilka tygodni niemal wszystkie media: od brukowców po poważne, opiniotwórcze tytuły. Ojciec milczał. Prowincjał zakonu nie miał nic do powiedzenia na ten temat?

Krzysztof Popławski OP: Odejście ojca Jacka wydarzyło się w konkretnym momencie, ale ma też swoją historię – nikt nie odchodzi z zakonu nagle. Jako przełożony wiem o wielu sprawach, o których nie mogę i nie chcę mówić. Dlatego uznałem, że nie powinienem się wypowiadać od razu – pośpiech w komentowaniu zwykle sprawia, że mówi się wiele niepotrzebnych zdań.

Bracia z zakonu nie byli tak powściągliwi. Niektórzy się wypowiedzieli, i to dość ostro.

Opinie były skrajne i niektóre nie powinny w ogóle się pojawić. Niemniej emocje w takim momencie są chyba zrozumiałe.

Ojciec Jacek informację o tym, że odchodzi z zakonu, zamieścił w internecie. Czy było potrzebne aż tak bardzo spektakularne pożegnanie?

Zdecydowanie nie, bo to nikomu nie służy. Ale zaraz też pojawia się pytanie, jak taką prawdę przekazać wiernym. Ukryć? Przeczekać, aż rozejdzie się po kościach? To nieuczciwe. Ludzie związani z naszym klasztorem w Gdańsku mogliby mieć pretensje, że potraktowaliśmy ich niepoważnie.

O tym, że ojciec Jacek chce odejść, dowiedziałem się tydzień wcześniej, pojechałem do Gdańska, rozmawiałem z nim. Rozmawiałem też z przeorem o tym, jak zachować się w tej niełatwej dla wspólnoty sytuacji: Jacek odejdzie, ale bracia zostaną i muszą być przygotowani na to, by zająć się ludźmi, którzy przyjdą i będą pytać: „Dlaczego?”. Tego dnia mszę o godz. 21, którą zwykle odprawiał ojciec Jacek, poprowadził przeor. Na wszystkich mszach świętych odczytano komunikat, informujący o jego odejściu, dając w ten sposób ludziom sygnał, że niczego nie ukrywamy i nie unikamy tematu.

Smaczny kąsek dla mediów.

Myślę, że ani bracia w Gdańsku, ani ojciec Jacek nie spodziewali się tego. Ojciec Jacek był znany tylko w pewnym kręgu ludzi, szum medialny sprawił, że jego nazwisko i informacja o odejściu z zakonu były na ustach całej Polski. Na to, niestety, nie mieliśmy już wpływu.

Wśród wielu komentarzy, które pojawiły się na temat odejścia ojca Jacka, były i takie, które podważały metody psychoterapii, którą się zajmował, i jego fascynację metodami niemieckiego terapeuty Berta Hellingera. Internauci pisali: „To już dawno było słychać w jego kazaniach, aż dziwne, że nikt nie zwrócił wcześniej na to uwagi”.

Dyskusje o roli psychologii w naszej posłudze toczą się od kilku lat. I nie ma między nami w tej sprawie jednomyślności. Są bracia, którzy uważają, że nie powinniśmy być kapłanami terapeutami, ale są i tacy, którzy zajmują się psychoterapią, chociaż

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się