Kościół wobec polskich problemów
fot. birmingham museums trust / UNSPLASH.COM

Kościół wobec polskich problemów

Kościół w Polsce nie jest dziś wierny swojej posłudze wobec świata. To jest mój wielki ból. Dlatego, że bardzo mi na tym Kościele zależy, mówię o tym publicznie.

Moją wypowiedź cechować będzie pewna jednostronność. Ale jest to zupełnie świadomy wybór1.

Wiele mamy w Polsce problemów. Bez wątpienia jednymi z ważniejszych są bezrobocie i tzw. „umowy śmieciowe”, które – nie tylko u nas – tworzą nową klasę społeczną zwaną prekariatem. W tej sprawie Kościół ma coś do powiedzenia, a także wiele do zrobienia. Ważne dla Polaków są też negocjacje unijnego budżetu, problem modernizacji infrastruktury, reformy edukacji, służby zdrowia czy sądownictwa, do nich jednak Kościół raczej nie powinien się wtrącać.

Mamy jednak inny, bardzo ważny problem – jestem przekonany, że obecnie najważniejszy. Jest nim – jak pisze Radosław Markowski („Gazeta Wyborcza”, 24–25 listopada 2012 roku) – „ jakieś wyjątkowe stężenie nienawiści. Śledzę portale internetowe w innych krajach, czytam w wielu językach słowiańskich, uczestniczę w międzynarodowych programach badawczych. Agresja, brak możliwości nawiązania dialogu charakteryzują nasz kraj znacznie bardziej niż kraje, które moglibyśmy o to podejrzewać. Dzieje się coś niedobrego. Coś złego stało się w polityce. Potem agresja przerzuciła się na świat dziennikarski, a teraz, widzę, przerzuciła się nawet na świat nauki”. Trzeba, niestety, też dodać: i na świat Kościoła.

Atmosfera nienawiści

Najgroźniejsze jest nie tyle samo natężenie tego procesu, ile jego bardzo niedobra dynamika – proces ten bowiem od paru lat konsekwentnie się nasila. A to oznacza, że jeśli w naszym kraju nie nastąpi jakaś istotna zmiana sytuacji społecznej, dojść może do dramatycznego wręcz rozwoju nieufności i wzajemnej jadowitości. Dlatego też z bólem obserwuję obecną w części Kościoła, do którego należę i który kocham, logikę agresji i ideologizacji wiary. Taki proces z kolei jest bardzo na rękę siłom antykościelnym, wyraźnie obecnym w świecie nauki i mediów, które dzięki bezpardonowej walce z Kościołem zyskują reklamę i rozgłos. Także dla głównej partii opozycyjnej taka walka jest bardzo wygodna, bo powiązanie elementu „obrony wiary” z własnym celem politycznym zawsze powiększa i silnie mobilizuje szyki wiernego elektoratu. Zarazem jest to proces korzystny i dla partii rządzącej, a przynajmniej dla jej liderów, gdyż ścisła polaryzacja sceny politycznej i wzajemna agresja pomiędzy tymi, którzy ogłosili się „obrońcami Kościoła”, a tymi, którzy walczą o „uwolnienie spod hegemonii Kościoła”, przerzuca liczne rzesze osób niezdecydowanych i umiarkowanych w grono jej wyborców. Kolejne partie, takie jak SLD, a zwłaszcza Ruch Palikota, budują wręcz swoją tożsamość na antykościelnej agresji. A ponieważ media preferują starcia wyraziste i emocjonalne, wolą soczysty epitet lub inwektywę od intelektualnej diagnozy, bo jedno obraźliwe zdanie jest na wagę złota dla poczytności, słuchalności czy oglądalności, to sytuacja wygląda doprawdy smutno.

Znacznej części ludzi Kościoła oraz ludziom z Kościołem walczącym, a także mediom i wszystkim najważniejszym partiom politycznym zależy wszak na podtrzymywaniu logiki bitwy, która jest niezmiernie szkodliwa społecznie. Zabija bowiem zaufanie (i tak niesłychanie niskie w Polsce) do instytucji demokratycznych i do budowania społeczeństwa obywatelskiego. Jak słusznie pisze prof. Markowski: „to już piąty rok, w którym młode pokolenie wzrasta w atmosferze jadowitości, podejrzliwości. To są spustoszenia w świadomo

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się