Panie, a co z tym będzie?
fot. birmingham museums trust / UNSPLASH.COM

Panie, a co z tym będzie?

Seattle nosi miano najbardziej „nieukościelnionego” (unchurched) miasta w Ameryce. Czy nie jest to więc doskonałe miejsce dla dominikańskiej ewangelizacji?

Gdy więc Piotr ujrzał [ucznia, którego Jezus miłował], rzekł do Jezusa: »Panie, a co z tym będzie?« Odpowiedział mu Jezus: »Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną!«” (J 21,21–23). Choć moi koledzy bibliści pewnie nie zostawią na mnie suchej nitki za tak drastycznie pozakontekstualne użycie powyższego dialogu, to prawdą jest, że gdy myślę o moim doświadczeniu pracy w Kościele amerykańskim, o lękach o przyszłość i kształt kościelnych instytucji – choć oczywiście nie one są najważniejsze – właśnie Jezusowe „jeżeli chcę, by pozostał” daje mi właściwą perspektywę. Na szczęście to nie ja jestem Panem Historii.

Wychowany w katolickiej Polsce lat 80. i 90., wrzucony w kulturalny tygiel postchrześcijańskiego Nowego Jorku pod koniec minionej dekady, nie mogłem nie być co najmniej zmieszany. Sam fakt obecności polskich (!) dominikanów w nowojorskim duszpasterstwie był nieustannym przypomnieniem, że miejscowy Kościół nie dałby rady bez wsparcia z zewnątrz. Gdy stawiałem moje pierwsze kroki na Manhattanie, głośnym wydarzeniem w życiu diecezji było zamknięcie ostatniego katolickiego szpitala w mieście. Kolejne miesiące przynosiły informacje o likwidacji parafii, konsolidacji szkół katolickich, zmniejszającej się liczbie wiernych… Nie jest chyba zbytnio melodramatyczne stwierdzenie, że moja modlitwa stopniowo przybrała kształt zalęknionego pytania: Co to znaczy? Co poszło nie tak? I nie powinno również dziwić, choć dla mnie był to przełom, że odpowiedź – a przynajmniej jej zaczątek – przyszła w postaci otrzeźwiającego: „Co tobie do tego? TY PÓJDŹ ZA MNĄ”. Ale zanim przyjąłem amerykańskie wyzwanie, był…

Jarosław, Podkarpacie: Jak mało jest za mało?

Doskonała szkoła tego, co ważne. Po studiach w wielkomiejskich dominikańskich klasztorach (Poznań, Warszawa, Kraków) z tłumnymi duszpasterskimi wydarzeniami, zachłysnąwszy się rokiem praktyk diakońskich w legendarnej krakowskiej Beczce, jako świeżo wyświęcony ksiądz trafiłem do Jarosławia. Miałem uczyć religii w gimnazjum oraz prowadzić duszpasterstwo szkół średnich (tzw. Basztę). To urokliwe 40-tysięczne miasto na Podkarpaciu stało się dla mnie laboratorium dominikańskości: podpatrywane uprzednio spektakularne metody głoszenia i wszelkie duszpasterskie fajerwerki musiałem radykalnie przefiltrować przez realia małego miasta i młodych, których zainteresowanie Kościołem najczęściej sprowadzało się do niezbyt wysublimowanego buntu w

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się