SMS z Portugalii

SMS z Portugalii

Przebywałem akurat w Lizbonie, a mój telefon komórkowy aż pęczniał od SMS–ów, w których pewien znajomy informował mnie o dramatycznej sytuacji wokół lustracji duchownych w Polsce. „Serce aż boli, co ludzie mówią”, żalił się, by potem donosić w alarmistycznym tonie: „Ginie tysiącletni autorytet Kościoła w naszym kraju!”. Odbierałem te wiadomości i zastanawiałem się, na czym bardziej może ucierpieć autorytet polskiego Kościoła: na ujawnieniu sieci konfidentów bezpieki w jego szeregach, czy na ich zatuszowaniu. W sumie sprowadza się to do pytania, co tak naprawdę bardziej gorszy maluczkich.

Rozmyślałem nad tym w drodze do Fatimy. W kaplicy wzniesionej na miejscu objawień rozpoczynała się właśnie msza święta. W pamięci utkwiło mi zwłaszcza ostatnie czytanie z tego dnia. Święty Łukasz Ewangelista zapisał następujące słowa Jezusa: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głoszone będzie na dachach”.

Później, wędrując po Fatimie i zwiedzając różne miejsca związane z życiem trojga portugalskich pastuszków, usłyszałem o pewnym epizodzie, którego nie znałem do tej pory, chociaż wydawało mi się, że historię tamtejszych objawień studiowałem dość wnikliwie.

Podczas pierwszego widzenia w Cova da Iria 13 maja 1917 roku Łucja zapytała Matkę Bożą o los dwóch młodych dziewcząt z Fatimy, które zmarły niedługo przed tymi wydarzeniami: Marii das Neves oraz Amalii. Jedna z nich wykrwawiła się na śmierć podczas nielegalnego zabiegu aborcji, któremu poddała się potajemnie, druga natomiast zmarła w młodym wieku otoczona powszechnym szacunkiem jako osoba dobrze wychowana i niezwykle pobożna. Maryja odpowiedziała, że jedna z nich jest już w niebie, a druga będzie w czyśćcu do końca świata.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w niebie znalazła się dziewczyna, która zdecydowała się uśmiercić swoje nienarodzone dziecko i zmarła na skutek powikłań po aborcji, natomiast męki czyśćcowe będzie cierpieć ta, która powszechnie uchodziła za bogobojną. Matka Boża wyjaśniła później Łucji, dlaczego tak się stało. Otóż Maria das Neves, kiedy wykrwawiała się po aborcji, zrozumiała ciężar swojego grzechu i zaczęła za niego żałować. Jej dusza wyła do Boga, przepraszając za zło i skomląc o miłosierdzie. Teologia nazywa ten stan skruchą doskonałą lub żalem absolutnym. Tak jak w przypadku jednego z łotrów ukrzyżowanych obok Chrystusa, wystarczyło to, by dostąpić zbawienia.

Natomiast Amalia, którą okoliczni mieszkańcy zapamiętali jako bardzo pobożną nastolatkę, miała na sumieniu grzech kazirodztwa, którego nigdy nie wyznała podczas spowiedzi. Żyła w stanie grzechu, który stale ukrywała, zamieniając sakrament pojednania i pokuty w świętokradztwo. „Będzie w czyśćcu do końca świata” – to zdanie Maryi wstrząsnęło najpierw Łucją, a potem mieszkańcami Fatimy, którym pastuszka powtórzyła te słowa.

W drodze powrotnej do Lizbony wysłałem do Polski SMS: „Judasz zdrajca, Piotr zaprzaniec, apostołowie tchórze. Jezus żyje”.

SMS z Portugalii
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...