Co się stało w Betlejem?

Co się stało w Betlejem?

Jaki był ten dobiegający kresu AD 2006? Odpowiedzi zapewne padną różne w zależności od tego, kto będzie dokonywał bilansu. Dla jednych więc mijający rok był dobry i chcieliby, żeby kolejny, 2007 rok, był co najmniej taki sam. Dla drugich był straszny. Ci więc odliczają każdy dzień, by móc bez żalu odesłać rok 2006 na śmietnik historii, żywiąc zarazem nadzieję, która – jak wiemy – umiera ostatnia, że lepsze dni już niebawem staną się ich udziałem.

Mnie jednak nie bardzo interesuje, jaki był ten mijający rok. To zadanie, które z pewnością z należytą starannością zostanie podjęte przez etatowe „gadające głowy”. Rozmaici eksperci i znani publicyści w popularnych mediach dokonają bilansu AD 2006. Powiedzą nam z precyzją godną chirurga, co istotnego w minionym roku się wydarzyło. Wskażą, na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę. Jakie wydarzenia, spotkania, słowa polityków czy innych mędrców powinniśmy wziąć sobie do serca. Bo to one, owe słowa i gesty – będą nas przekonywać analitycy i eksperci od przepowiadania przyszłości – wyznaczą kierunek zmian i trendów, z jakimi przyjdzie nam zmagać się w nadchodzących miesiącach. Jednak takie analizy, choć może i pouczające, nie bardzo mnie – mimo że to koniec roku – zajmują. W grudniu intryguje mnie tak naprawdę tylko jedno pytanie. Jeden problem, który zawsze – a szczególnie przed Bożym Narodzeniem – nie daje mi spokoju. Nie pozwala spokojnie spać ani tym bardziej zapaść w zimową intelektualną drzemkę. To pytanie, na które wciąż nie mam dobrej odpowiedzi, a które brzmi: co się właściwie stało w Betlejem?

Powiada się, że urodził się chłopiec. Jezus – syn Maryi i Józefa. Ale cóż dziwnego w tym, że urodziło się dziecko? Czy to powód, byśmy jak jeden mąż wstrzymywali oddech? By możni tego świata zaczynali drżeć, przejęci tym, że ich władza i panowanie są zagrożone? Na świecie przecież rodziły się i rodzą miliony dzieci. I nikt z tego powodu nie ogłasza, że teraz już wszystko będzie wyglądać inaczej, że nic już nie będzie takie samo. Jasne, że dla każdego rodzica narodziny dziecka to cud. Takiego cudu doświadczyli zapewne też Maryja i Józef. Ale czy to wystarczający powód, abyśmy my dziś – na początku XXI wieku – ekscytowali się narodzinami ich syna?

Jezus nie był, jak to się zwykło mówić, „normalnym” dzieckiem. I nie dlatego, że wszyscy zobaczyli w nim Syna Bożego. Bo nie zobaczyli. Wyobraźmy sobie, że stoisz tam w Betlejem w szopie, że widzisz niemowlę płaczące i bezradne i że nagle ktoś szepcze ci do ucha, iż to dziecko jest synem Boga. Któż był dał wiarę? Sceptycyzm w takiej sytuacji jest tak samo naturalny, jak to, że ludzie do życia potrzebują wody. Jezus z Nazaretu dla tych, którzy Go potem spotkali jako młodzieńca, i tych, którzy mogli Go słuchać, jawił się jako jeszcze jeden z wielu nauczycieli, którzy nauczali w Jerozolimie czy w Kafarnaum nad jeziorem Genezaret. Jasne, że najtęższe umysły zachodziły w głowę, skąd taka mądrość u dziecka. Jasne, że ludzie dziwili się cudom, które czynił. Jednak jeszcze większe zdumienie ogarnia nas dziś. Jak to możliwe, że nauka Cieśli z Nazaretu staje się obecnie drogowskazem działania dla milionów ludzi na całym świecie? Jezus przecież nie spisywał swoich prelekcji. Nie zabiegał, by Jego słowa były powielane. A jednak odmieniły i – co ważniejsze – nadal odmieniają i świat, i ludzi.

Jedni dostrzegają w Jezusie mędrca i filozofa. Sięgają po Jego, by użyć dzisiejszej terminologii, odczyty i wykłady, spisane przez uczniów, by zrozumieć, kim sami są, co czynią i dokąd zmierzają. Sięga się więc po Ewangelie tak, jak sięga się po Ucztę Platona. Ale inni, co chyba o wiele trudniejsze, dostrzegają w narodzonym w Betlejem dziecku Syna Bożego. Co robi Bóg? Przyjmuje postać dziecka. Dziecko, jak wiemy, jest bezradne, słabe. Potrzebuje pomocy, opieki, troski. Bóg się oddaje w ręce człowieka, mówiąc: „Zaopiekuj się Mną”!

Cóż więc stało się w Betlejem? Nie wiem. I pewnie nigdy do końca nie zdołam pojąć owej tajemnicy. Ale to, co wiem na pewno, to przekonanie, że mój świat wyglądałby zupełnie inaczej, gdybym nie zastanawiał się, co się stało w betlejemskiej szopie, w której wydarzył się cud narodzin niejakiego Jezusa, syna Maryi i Józefa.

Co się stało w Betlejem?
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego.Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...