Show w piórkach obiektywizmu

Show w piórkach obiektywizmu

Dariusz Jaworski: Żyjemy w czasach, w których wiele elementów rzeczywistości poznajemy nie przez osobiste doświadczenia, a przez pośredników – najczęściej media. One nas kreują, ale i wykluczają. Zgadza się pan z tą tezą?

Dariusz Karłowicz: Przypomniał mi się metafizyczny żart, który usłyszałem kiedyś z ust Marka Jurka: współczesna filozofia bytu opiera się na koncepcji ”zaistnienia” – zaistnienia w mediach oczywiście.

Człowiek jest więc bytem istniejącym wtedy, kiedy pojawia się w telewizji, radiu, gazetach lub internecie?

Jak wiemy od Parmenidesa, ”byt jest, a niebytu nie ma” [śmiech]. W tej koncepcji media mają moc demiurga zdolnego unicestwić albo wydobyć z nieistnienia. Demiurgowie lepią coś z przedmedialnej materii, która występuje poza studiami telewizyjnymi i ma – jak wiadomo – dość niejasny status ontologiczny. Potem media nadają temu czemuś kształt i w końcu obdarzają istnieniem.

Bez mediów jednak trudno sobie dziś wyobrazić skuteczny obieg informacji.

Wiele naszych problemów to problemy skali, masowości. Arystoteles i Platon zalecali wspólnotę polityczną nieprzekraczającą 10 tys. obywateli. Tu problemy komunikacji w naszym sensie tego słowa nie istnieją. Wymiana informacji odbywa się na targu, agorze, w codziennym życiu. Oczywiście, już wtedy istniał problem fałszowania wizerunku czy nieuczciwej perswazji, ale weryfikacja obrazu kreowanego przez polityka, demagoga, stratega czy kapłana na ogół nie przekraczała poznawczych możliwości zwykłego człowieka. Dziś mały podwarszawski Józefów, w którym mieszkam, ma 15 tys. mieszkańców i nie ma agory (bo życiem politycznym mogą się parać tylko ludzie wolni od trosk codziennego życia, a my jesteśmy pracownikami najemnymi i nie mamy czasu). Tak więc trzeba ze smutkiem powiedzieć, że Józefów – mimo jego zalet – nie ma szans na miano idealnego polis – jest za duży. A my mówimy o wspólnotach wielomilionowych. Żeby między obywatelami wielomilionowych państw istniał jakiś obieg informacji, to komunikacją musi ktoś zarządzać. Ci, którzy dystrybuują, selekcjonują i hierarchizują informacje, uzyskują ogromny wpływ polityczny.

W Polsce aż za dobrze rozumiemy, że określenie mediów mianem czwartej władzy nie jest żadną metaforą. Medium doskonale przeźroczyste nie istnieje. Każde ma jakieś sympatie, idiosynkrazje, interesy, dążenia, biznesowe ambicje, czasem, wcale nie tak rzadko, ma swój projekt polityczny, wizję państwa czy spraw międzynarodowych, ulubioną partię etc.

I uzyskuje wpływ na politykę?

Duże medium czy grupa medialna to bardzo silna i względnie stabilna instytucja władzy. I to oparta na – dodajmy – bardzo nieoczywistych, jak na standardy demokratyczne, zasadach legitymizacji. To bardzo silna władza, która nie podlega żadnej procedurze demokratycznej wery

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się