Toast
Oferta specjalna -25%

Pierwszy List do Koryntian

0 votes
Wyczyść

Jakaż to szkoda, że zanika zwyczaj wznoszenia toastów i wygłaszania przemówień podczas uroczystych posiłków. Jaka to szkoda, że czynności niższej (objadanie się) nie towarzyszy już czynność wyższego rzędu podnosząca czynność zjadania czy pożerania potraw na wyższy poziom emocjonalny czy intelektualny. Jakaż szkoda, że wspólnemu obiadowi brakuje słowa obejmującego wszystkich i dającego satysfakcję duchową na poziomie.

Mój ojciec, pamiętam to z dzieciństwa, kiedy tylko w domu byli goście, zawsze przemawiał i wznosił toast. Ale to była rozkoszna amatorszczyzna wobec tego, co spotkałem w klasztorze. Kiedy wstąpiłem do zakonu w 1966 roku, roku milenium i zmagań Gomułki z prymasem Wyszyńskim, w klasztornym refektarzu podczas uroczystych obiadów i kolacji, kiedy biesiadnicy zaspokoili pierwszy głód, przeor wstawał i podnosząc kieliszek do góry, witał wszystkich serdecznie, przedstawiał domowników, artykułował okazję spotkania i cele na przyszłość. Kiedy kończyliśmy drugie danie, główny gość, biskup, prowincjał czy ktoś ze świeckich wstawał i dziękując za zaproszenie, po swojemu określał cel i rangę przybycia i dziękował za wspólnie dokonane dzieło czy pracę w diecezji. Potem był deser, kawa i owoce. Podniosły nastrój długo się utrzymywał, a poczucie sensu wspólnego przebywania, wspólnej rozmowy i spotkania pozostawało trwałym dobrodziejstwem uczestników.
Potem do programu klasztornego weszła telewizja i każdy był ciekaw wiadomości, które niekoniecznie oświecały, a częściej zamulały umysł. Natomiast siedzenie przy stole skracano, bo wszyscy pędzili do swoich zajęć.

Do wspólnego stołu nie chciało się zasiadać, zjeść można było szybko i na stojąco, ponieważ każdy był odpowiedzialny za superważne sprawy. Cena czasu jakby wzrosła i na wspólne siedzenie przy stole nie każdego było stać. Napełnianie żołądków odłączono od słowa czy pieśni, na czym ucierpiały i żołądki, i pieśni.
Sposób i kolejność wznoszonych toastów opisał Mickiewicz w Panu Tadeuszu:

A gdy wnoszono zdrowie, trąby jak w dniu sądnym
Grzmiały z choru; wiwaty szły ciągiem porządnym:
Pierwszy wiwat za zdrowie króla Jegomości,
Potem prymasa, potem królowej Jejmości,
Potem szlachty i całej Rzeczypospolitej,
A na koniec, po piątej szklenicy wypitej,
Wnoszono: Kochajmy się! wiwat bez przestanku,
Który, dniem okrzykniony, brzmiał aż do poranku;

Dziś szczególnie wesela bywają okazją do wznoszenia toastów, wychwalania znakomitości rodzin, a przede wszystkim nowożeńców. Słyszałem o toaście, podczas którego ojciec panny młodej, przemawiając, porównał małżeństwo do wszystkich zakonów. Podkreślał, że charyzmaty zakonów mają odpowiedniki w różnych chwilach małżeńskiego pożycia. I tak małżeństwa bywają jak salezjanie, weseli, roześmiani jak podczas zabawy, ale bywają chwile milczenia, jak u kamedułów, bywają chwile bolesnej prawdy jak u jezuitów czy dominikanów, a on, ojciec życzy im spokojnych chwil jak na modlitwie u benedyktynów.

Ojciec pana młodego, odpowiadając, niezbity z tropu, zwrócił się do panny młodej, powiadając jej, że dotychczas ciągnęła swój własny wózeczek. Teraz od chwili ślubu będą musieli ten wózek ciągnąć razem, ale ciągnięcie naprawdę zacznie się dopiero wtedy, kiedy na tym wspólnie ciągniętym wózku znajdą się dzieci.

Pamiętam toasty podniosłe, będące podsumowaniem spotkań i zebrań. Pamiętam takie, które wyciskały łzy i wyzwalały salwy śmiechu. Były pointą dla długich rozmów, trudnych sytuacji czy uroczystych nabożeństw. Pamiętam, jak w refektarzu dominikanów krakowskich kardynał Wojtyła wywoływał do głosu czy to pastora Kubisza, czy prawosławnego księdza Lachockiego, i jak wtedy wszyscy czekaliśmy na ich głos.

Wnoszę zatem, aby nie zaniedbywać toastów, aby uroczyste słowo towarzyszyło spożywaniu posiłków. W toastach wyrażano wdzięczność, serdeczność, ludzie szukali słowa, aby zbliżyć się do siebie, by było im do siebie po drodze. Toasty znaczyły poziom świadomości indywidualnej i społecznej. Były spoiwem towarzystwa i sztuką życia społecznego. Sposobem prawienia komplementów, uhonorowania osoby i przypodobania się drugim. Jak na przykład ten znany toast Kazimierza Badeniego i odpowiedź Kazimierza Zaleskiego.

Toast Badeniego:

Gdzie się bawią wielkie psy,
Tam są małe pieski.
Wnoszę toast: niech żyje
Kazimierz Zaleski.


Odpowiedź Zaleskiego:

Niechaj wie wielki pies,
Jak go mały ceni.
Wnoszę toast: niech żyje
Wielki pies Badeni.

Toast
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze