Przekraczając równoleżnik „ja”

Przekraczając równoleżnik „ja”

Pod datą 16 października 1968 roku zapis: ”Dwadzieścia lat temu zacząłem pisać mój dziennik, najpierw spalony, zaniedbywany, prowadzony, jeśli prowadzony, nieszczerze, nawet w granicach możliwości. Moje ostateczne odejście od Polski jest tylko znakiem całkowitego przekręcenia się mojego wewnętrznego wyglądu (piszę: wyglądu, reszta mojego środka, niestety, zostaje ta sama). Zmienia się mój model, jego już właściwie nie ma. Nic nie przychodzi mi do głowy na jego miejsce. Smutno pomyśleć, że przez całe życie nie stałem się niczym innym, niż tym, którym byłem na początku, a którego wtedy nie było”. Pisząc to, ma 40 lat, pięć lat wcześniej wyjechał z kraju, próbuje się wyzwolić spod ciężaru Tanga, dzieła swego życia, i napisać coś nowego. Pisze Dziennik.

W krainie zapisanych dni

Sławomir Mrożek zaznacza na wstępie: ”Ten Dziennik nie był pisany do wydania”. Otrzymujemy zatem diariusz w stanie surowym, z wszelkimi chropowatościami faktury. Pisarz zmęczony, pisarz radosny, pisarz bełkoczący i prawiący mądre rzeczy. Wściekłość, udręka, ekstaza, maligna. Pokój własny, hotelowy, z hałasującym sąsiadem za ścianą, z widokiem lub bez. To specyficzny typ zapisu kronikarskiego, daleki od świadomej autokreacji charakterystycznej dla Dziennika Gombrowicza. Bliżej tu do kategorii dzienników, które – zapożyczając termin od Agnieszki Tomasik – stały się arcydziełami nienapisanymi. Dla Mrożka, podobnie jak dla Andrzeja Kijowskiego, Jana Józefa Szczepańskiego, zapisy czynione dzień po dniu to swego rodzaju ćwiczenia duchowe. Tu właśnie, przed czystą kartką i w samotności, roztrząsano własne życie z odwagą równą stanięciu przez Panem. Nie istnieją tematy niegodne poruszenia, słowa brzydkie, gdy dramatycznie próbuje się rozliczyć swoje ”ja” z przeżytego świata. Nie wiem jednak, czy Dziennik będzie miał dla Mrożka tę samą wagę, co zapiski Józefa Czapskiego czy Sándora Máraia, którzy mówili, że to najlepsze rzeczy, jakie kiedykolwiek napisali. Na to pytanie nie znamy jeszcze odpowiedzi, otrzymujemy bowiem dopiero pierwszy tom z zapowiadanych trzech (dwa kolejne będą obejmować lata 1970–1979 oraz 1980–1989). Przypuszczam, że odpowiedź będzie twierdząca.

Przywołane nazwiska są próbą znalezienia dla Mrożka miejsca w konstelacji diariuszy. Nie jest to zadanie łatwe, dotykamy bowiem dzieła w trakcie ”dziania się”. Nic nie jest jesz

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się