Kwestia smaku

Kwestia smaku

Oferta specjalna -25%

Hewel. Wszystko jest ulotne oprócz Boga

1 opinie
Wyczyść

Wulgarność czerpie swą siłę ekspresji z poniżającego odniesienia do seksualności i tego, co wstydliwe – skojarzeń z odchodami lub rzadziej z najróżniejszą nieczystością. Za jej pomocą coś bądź ktoś zostaje zbrukany.

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dyskryminacji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu.

Każdą  wypowiedź formułujemy za pomocą dostępnego nam zasobu słów, gestów i emocji, które z jakiegoś powodu (niekoniecznie uświadomionego) wydają się nam właściwe w zaistniałej sytuacji i okolicznościach. W zależności od naszej aktualnej kondycji intelektualnej, psychicznej, somatycznej, duchowej wydobywamy z siebie dźwięki lub wykonujemy gesty, które zawsze coś znaczą. Nasze wypowiedzi są komunikatami, posiadają jakąś treść, więc nigdy nie bywają obojętne. I to właśnie należy uznać za podstawowy punkt wyjścia dla refleksji o istnieniu oraz używaniu wypowiedzi wulgarnych. Gdy zapytamy o to, dlaczego pośród wszystkich słów wyróżniamy grupę takich, którym nadajemy miano wulgarnych, koniecznie powinniśmy sobie uświadomić (wbrew utartemu błędnemu przekonaniu), że takie wydzielenie nie powstaje w sposób arbitralny lub sztuczny. Nikt, nigdy, u jakiegoś mitycznego początku, nie ustalił a priori, które słowa bądź gesty są wulgarne, a które nie. Stają się one takie, ponieważ z jakiegoś powodu zaczynamy ich używać jako nośnika treści wulgarnych. Zatem źródłem wulgarności nie są pojedyncze dźwięki, słowa albo gesty, lecz człowiek. Sądzę, że  wulgarność sama w sobie nie istnieje! Zdarza się jednak (dzisiaj nagminnie i z dużym społecznym przyzwoleniem), że ludzie bywają wulgarni – odnoszą się z pogardą do kogoś bądź czegoś, a ma to swój początek w niedostatkach przeżywania przez nich rzeczywistości. Należy więc wziąć pod lupę ludzkie relacje ze światem w interesującym nas tutaj aspekcie, a język mówiony potraktować jako jeden z możliwych nośników wulgarności, obok np. zachowań czy obrazów.

Wulgarność jako brak kultury, czyli prymityw

W większości wypadków wulgarność czerpie swą siłę ekspresji z poniżającego odniesienia do seksualności i tego, co wstydliwe – skojarzeń z odchodami lub rzadziej z najróżniejszą nieczystością. Za jej pomocą coś bądź ktoś zostaje zbrukany. Dzieje się tak nawet wówczas, kiedy próbując uwznioślić wyraz naszego podziwu, „windujemy go” wulgarnym dodatkiem na stopień rzekomo najwyższy z możliwych, w rzeczywistości pozbawiając go wdzięku właściwego zachwytowi. I w tym momencie słyszę już chóralny okrzyk czytelników pytających – a niby dlaczego? Powód jest oczywisty, lecz problem w tym właśnie, że kiedy obowiązująca w danej kulturze oczywistość zaniknie, bardzo trudno ją przywrócić. Kultura, w tym także kultura języka, pozbawiona bezspornych zasad, jakiekolwiek by one były, nie istnieje. Poza kulturą jest tylko barbarzyństwo, czy się to komuś podoba, czy nie. A barbarzyńca to prymityw, czyli ktoś, kogo duszę ożywia przekonanie, że nie musi podlegać żadnym normom z wyjątkiem tych, które pozwalają mu przetrwać z biologicznego punktu widzenia wraz z jego upodobaniami. Dlatego przywykł do pogardy wobec wszystkiego, co nie należy do jego świata. Lokując się poza kulturą, zwykle pozostaje wulgarny wobec wszelkich jej przejawów, bo po prostu ma je w d… lub, jak kto woli, w głębokim poważaniu.

Wulgarność jako odzieranie z intymności i pozbywanie się wstydu

Wulgarność karmi się naszą seksualnością – nie powinno to nikogo szczególnie dziwić. Wstydliwość oraz intymność, należące organicznie do świata naszych płci, oto najprzedniejsza dla niej pożywka. Czy wulgarność mogłaby się bez nich obejść? Nie sądzę! Straciłaby siłę rażenia bardziej niż nieuzbrojona bomba, ponieważ to, co w nas delikatne, najbardziej jest podatne na poniżenie. Truciznę dla płochej intymności stanowi bez wątpienia grubiaństwo, a wyzbywanie się do cna wstydliwości naszych dusz i ciał odziera nas z indywidualności. Tylko barbarzyńca może mniemać, że język pozbawionego zahamowań seksu przydaje blasku sztuce kochania. Ci, którzy znają jej reguły odniosą się do tego z dezaprobatą w przekonaniu o zaistniałym poniżeniu miłości. Owszem barbarzyńca też kocha, ale jest pasożytem żerującym na tkance miłości subtelnej i stąd jego wulgarność polegająca na skalaniu jej delikatności. Nawet krótki przegląd wulgarnych odpowiedników wypowiedzi opisujących subtelnie świat naszych erotycznych doznań, czego na łamach miesięcznika nie godzi się czynić, przekonałby nas niezbicie o barbaryzacji relacji miłości w wydaniu brukowym, czyli niskim.

Wulgarność jako brak panowania nad emocjami i ubóstwo języka

Na forum dominikańskiego duszpasterstwa studentów Kresy z Poznania toczyła się niedawno dyskusja o kulturze słowa. Wśród formułowanych tam opinii znalazłem również taką:

Ale przede wszystkim potrzeba słów prawdziwych, jeśli komuś świat się wali na głowę, to nie ma co wymagać „wzniosłych i pięknych słów”, bo rzeczywistość taka nie jest, sama napisałaś, że jest trudno. A jak z kogoś się wylewa optymizm, to w zależności od zasobów w swojej centrali albo wykaże się elokwencją, albo powie, że jest „zajebiście” i tyle.

No i jaka jest ta rzeczywistość? Raczej chyba przaśna, jeśli chodzi o zdolność do głębszego jej doświadczania. Nie dostrzegam bowiem jakiejś zniewalającej konieczności, aby np. ból, smutek, czy bezsilność wyrażać językiem wulgarnym. Co więcej, właśnie te doświadczenia dla ich owocnego przebycia z natury rzeczy domagają się milczącej pokory i męstwa, które z wulgarnością się kłócą. Przysłowiowe „rzucanie mięsem” w sytuacjach niepowodzenia obnaża indolencję naszej duszy, która nie potrafi podołać przeciwnościom. Kiedy zaś rozpiera nas radość lub porywa euforia, dlaczego mielibyśmy je sprowadzać do parteru niesmaczną przystawką zamiast adekwatnie oddać ich urok. „Zasoby centrali i elokwencja” są przecież w takim wypadku synonimami rzeczywistej obfitości serca, z której mówią usta. Koniec końców słowa wulgarne „prawdziwe” być nie potrafią, gdyż ze swej istoty niczego nie rozwijają, lecz redukują do poziomu prymitywnego skojarzenia lub odczucia.

Wulgarność jako brak obfitości serca

Czy używając słów wulgarnych, rozwijamy nasz język? Nie! Ubóstwo słownika osób wulgarnych jest łatwo dostrzegalne. Czy dzięki wulgaryzmom stajemy się mądrzejsi? Nie! Mądrość mierzy się przecież stopniem trafności i subtelności osądu. Czy posługiwanie się słowami wulgarnymi stanowi niezbędny etap inicjacji w życie dorosłe, więc dojrzałe? Nie! Dojrzałość odmierza się na skali męstwa, która jest umiejętnością integrowania negatywnych odczuć w obliczu niebezpieczeństwa. Czy wulgarność podnosi nasz status społeczny? Nie! Chyba, że w swoistej hierarchii społeczności barbarzyńców. Czy grubiaństwo pogłębia nasze relacje osobowe? Nie! Odbiera im to, czego najbardziej od nich oczekujemy – delikatnej, bezpiecznej bliskości. Czy jest w ogóle jakaś cnota, którą wulgarność pomnaża? Nie! To dlaczego borykamy się z jej plagą? Bo zachorowaliśmy na wygodną dla każdego z nas awersję do konieczności stałego osiągania coraz to wyższych form bycia człowiekiem. Postanowiliśmy wspaniałomyślnie ulżyć ludzkości, zdejmując z każdego brzemię wymagań pełnego człowieczeństwa, i żyć według wulgarnego przekonania o równości wszystkich i wszystkiego, które poniża wszelką doskonałość. Nas już nie trapi narzeczona bez cnoty – ważne, żeby miała dobry charakter. Dlatego z zdziwieniem właściwym barbarzyńcy, a niegodnym filozofa pytamy, czy wulgarność może być grzechem?

Umieszczony w tytule zwrot pochodzący z wiersza Zbigniewa Herberta Potęga smaku oraz przypomniany we wstępie fragment wydały mi się bardzo pożyteczne dla okraszenia mojej zgrzebnej próby naszkicowania problemu mowy wulgarnej. Sięgnąłem po poezję, gdyż stanowi ona jaskrawe przeciwieństwo języka wulgarnego. Ten wiersz ma dla mnie szczególne znaczenie: poza swoim pierwotnym kontekstem powstania ukształtował moje przekonania dotyczące wyczucia wagi formy przekazywanych treści.

Kwestia smaku
Paweł Gużyński OP

urodzony 21 czerwca 1968 r. – dominikanin, rekolekcjonista, od lutego 2020 r. Magister Studentów i Mistrz Nowicjatu niderlandzkich kleryków-dominikanów. Pochodzi z Torunia. Z wykształcenia technik budowy dróg i mostów. W m...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze