O zaletach nieperfekcjonizmu

O zaletach nieperfekcjonizmu

Oferta specjalna -25%

Liturgia krok po kroku

0 votes
Wyczyść

Jeden z polskich portali zamieścił klip wideo z przemówieniem Władimira Putina na niedawnej konferencji prasowej w Zurychu. Wyrażał on wdzięczność działaczom FIFA za wybór jego kraju jako organizatora mundialu w 2018 roku i we wzruszający sposób opowiadał o historii futbolu w Rosji. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że szef rosyjskiego rządu mówił po angielsku.

Klip został opatrzony ironicznym tytułem, a redaktorzy portalu zapewne liczyli na to, że internauci ponabijają się z fatalnego akcentu premiera Federacji Rosyjskiej. Niestety, internauci nie stanęli na wysokości zadania i całkiem przytomnie zauważyli, że wyśmiewanie czyjejś wymowy, po pierwsze, nie jest zbyt grzeczne, a po drugie, może się obrócić przeciwko samemu prześmiewcy. Jeden z komentatorów zaproponował nawet, by redaktorzy portalu ”pochwalili się” własną znajomością angielszczyzny.

Putin rzeczywiście mówi wolno i z mocnym słowiańskim akcentem. Często sięga do kartki i odczytuje niektóre zdania. Ale każde słowo jest zrozumiałe, a cały przekaz – jasny. Czyż nie o to właśnie chodzi?

Nauka języka obcego jest zadaniem niezwykle trudnym i wymagającym cierpliwości. Dość szybko jednak daje satysfakcję. Jak stwierdziła niegdyś pewna węgierska tłumaczka pracująca w ONZ, w przeciwieństwie do fizyki, matematyki czy literatury, nawet pobieżna znajomość języka obcego może nam bardzo pomóc w życiu. Jeśli nauczymy się liczyć do dziesięciu po polsku, nikt nie uzna tego za dowód jakiegoś wyjątkowego talentu matematycznego. Gdy jednak nauczymy się liczyć po turecku, na pewno poradzimy sobie znacznie lepiej na Wielkim Bazarze w Stambule (nie wspominając o wrażeniu, jakie zrobimy na tureckim handlarzu). Gdy zaś wykujemy po niemiecku, włosku i arabsku zdanie ”Mam alergię na orzeszki ziemne”, może nam to wręcz uratować życie. I to trzykrotnie!

Należałoby raczej podziwiać Putina, że pracuje nad swoim angielskim i nie wstydzi się występować publicznie w języku Szekspira (podkreślam, że nie wyrażam podziwu dla Putina za jego ”osiągnięcia” w innych obszarach działalności). Ponadto musimy pamiętać, że języki słowiańskie mają zupełnie inny system fonetyczny niż angielski, co ma swoje wady i zalety. O ile Polakom, Rosjanom i Czechom ciężko jest opanować choćby angielskie ”th”, Amerykanie mają ogromne kłopoty, by pozbyć się charakterystycznego ”r”. Z kolei w polszczyźnie występują głoski bardzo zbliżone do niektórych głosek chińskich: dż, dź, ć czy ś, co daje Polakom ogromną przewagę nad innymi nacjami (oczywiście tym Polakom, którzy odważą się zmierzyć z tym skądinąd niezwykle trudnym językiem).

Wracając do Putina: jego akcent nie powinien zatem dziwić, choć oczywiście pozostawia wiele do życzenia. Co ciekawe, dziwi zapewne bardziej niektórych samozwańczych lingwistów z portali internetowych niż rodowitych Anglików. Ci bowiem dawno już przywykli do najrozmaitszych akcentów w swoim wielokulturowym kraju, w którym syn Walijczyka i Jamajki będzie mówił po angielsku inaczej niż córka Pakistańczyka i Irlandki, a akcent imigranta z Polski nie musi być gorszy od akcentu niewykształconego ślusarza z północnej Szkocji.

Nawet BBC zaczęło przyzwyczajać swoich słuchaczy i widzów do tego, iż tzw. ”received pronunciation” (nazywana przez niektórych ”angielszczyzną królowej”) nie jest już obowiązującym standardem. Coraz więcej prezenterów ma nie tylko hindusko brzmiące nazwiska i zupełnie niewyspiarską urodę, lecz także odpowiedni do pochodzenia akcent. Na stronie British Council można znaleźć podcasty dla cudzoziemców, w których celowo wprowadzono bohaterów z Manchesteru, Edynburga czy Leeds – tak by uczniowie dowiedzieli się, że w Wielkiej Brytanii nie wszyscy mówią tak jak Elżbieta II czy James Bond.

Dużo ważniejsze jest bowiem to, co udało się uzyskać Putinowi podczas wspomnianej konferencji prasowej: zrozumiały przekaz. Owszem, gdy do zrozumiałego przekazu dorzucimy jeszcze nieskazitelny oksfordzki akcent, efekt może być piorunujący. Pytanie brzmi, co powinno być priorytetem. Nawet świetnie mówiący po angielsku polityk może przecież opowiadać banialuki lub po prostu bełkotać.

Stawianie nierealistycznych wymagań było swego czasu jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez nauczycieli języków obcych. Dążenie do źle pojmowanej doskonałości, zamiast zachęcać do nauki, raczej do niej zniechęcało. W ostatnich latach na szczęście zaczęło się to zmieniać. Student, który powie koślawym angielskim ”Mam alergią na orzeszek ziemniasty” nie powinien mieć z tego powodu żadnych kompleksów. A na pewno w angielskojęzycznym otoczeniu da sobie radę lepiej niż jego kolega z klasy, który perfekcyjnie opanuje odmianę czasownika ”to have” we wszystkich czasach i formach. I nic poza tym.

Nie śmiejmy się więc z nieporadności Putina czy innych ludzi starających się nauczyć jakiegokolwiek języka obcego. Nie ma ku temu najmniejszego powodu.

O zaletach nieperfekcjonizmu
Marek Magierowski

urodzony 12 lutego 1971 r. w Bystrzycy Kłodzkiej – iberysta, absolwent hispanistyki na UAM, dziennikarz prasowy, polityk i dyplomata, ambasador RP w Izraelu (25.06.2018 - 07.11.2021), ambasador RP w Stanach Zjednoczonych (od 23.11.2021r.)....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze