Między ziemią a niebem

Między ziemią a niebem

”Ja rzekłem: Jesteście bogami i wszyscy – synami Najwyższego” – Xavier Beauvois rozpoczyna swój film wersetem psalmu (Ps 82,6), który w wieloznaczny sposób naznacza ten obraz pięknem i tragizmem ludzkiej egzystencji.

Memento mori

Najpierw oglądamy codzienne życie wspólnoty francuskich mnichów z zakonu trapistów: ich ciche modlitwy, melodyjne śpiewy, skromne posiłki, różnorodne prace, rozmowy oraz koegzystencję z miejscową islamską ludnością. Szara codzienność klasztoru położonego w górach Atlas, w algierskiej wiosce Tibhirine. Z tych obrazów na pierwszy plan wybija się cudowny spokój, który z pustelni promieniuje na otoczenie. Spokój, który z kinowego ekranu promieniuje też na widza. W tej części filmu prawie zapominamy o tym, że finał opowieści musi być tragiczny.

Od początku wiemy, że w spokój wspólnoty trapistów wtargną islamscy ekstremiści i że mnisi zginą. Ich historia jest powszechnie znana, a jeśli nawet do kogoś nie dotarły informacje o głośnych wydarzeniach z 1996 roku, to Gutek Film, polski dystrybutor Ludzi Boga, informuje o nich w zwiastunach i materiałach promocyjnych. Ogląda się więc ten obraz w napięciu i oczekiwaniu na śmierć. To, że znamy zakończenie, można by uznać za pewien dyskomfort, który odbiera przyjemność odbioru. Jednak postawienie widza wobec śmierci ma tę dobrą cechę, że w pewien sposób zbliża go do sytuacji bohaterów, którzy śmierci mogą się spodziewać w każdym momencie. Dzięki temu – toutes proportions gardées – następuje jakaś identyfikacja oglądających z trapistami. Świadomość tragicznego końca ma jeszcze drugie dno. Otóż natrętna myśl o tym, że za chwilę zjawią się zabójcy, myśl, od której nie można się opędzić, w pewnym momencie uświadamia widzowi, iż sytuacja ta nie jest niczym innym, jak alegorią życia człowieka na ziemi. Przecież my też, każda i każdy bez wyjątku, żyjemy ze śmiercią na ramieniu. I jak widać w tym filmie, uświadomienie sobie bliskości końca wydobywa z człowieka jego prawdziwe, czasem głęboko skrywane, ”ja”.

Nasze czasy nie lubią myśli o śmierci. Czasem tylko przypominają nam o niej pogrzeby bliskich. Obraz Xaviera Beauvois’go w pierwszej, najbardziej rzucającej się w oczy, warstwie jest takim memento mori skierowanym do człowieka XXI wieku. Choć to tradycyjne pozdrowienie trapistów z ekranu wprost nie pada, to i tak zostaje wypowiedziane językiem filmu.

Jak ptaki na gałęzi

Pierwsze spotkanie mnichów z islamskimi radykałami jest groźne. Groźni są sami członkowie tej grupy terrorystycznej – wcześniej widzimy, jak drastycznie i bezwzględnie postępują z innymi obcokrajowcami. Jednak niespodziewanie wizyta w klasztorze odsłania ich inne oblicze. Okazuje się bowiem, że przywódca oddziału zna Koran, cytuje go z pamięc

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się