W moim rodzinnym mieście, na rzece stanowiącej jedną z granic śląskiej prowincji pojawiły się bobry. A właściwie nie tylko się pojawiły, ale i zamieszkały. Jednocześnie też zamieszkały w mojej głowie, bo od jakiegoś czasu po niej chodzą. Ale po kolei.
Kto bywa na Górnym Śląsku, miał być może okazję zetknąć się z naszymi rzekami. W latach 80. i 90. takich „zetknięć” raczej się unikało. Faktyczny kontakt z tym, co z dużą dozą wiary można było uznać za wodę, groził zdrowiu, o czym zresztą nasze rzeki lojalnie ostrzegały, stymulując zawczasu zmysł węchu. W niektórych miejscach śląskiej prowincji takie przeżycie niestety wciąż jest możliwe. Katowice wybudowały sobie ostatnio na głównym placu protezę Rawy, bo przesiadywanie nad oryginałem wciąż jest trudne do zniesienia. Dlatego fraza „(żywy) bóbr w Brynicy” przez większość mojego życia należała do słownika fantasy. Niemniej w wielu miejscach Śląska sytuacja radykalnie się poprawiła. Przyroda potrzebowała zaledwie kilkunastu lat, by zaleczyć część ran, które jej zadaliśmy, dobierając się do jej dóbr.
Piszę o tym, bo z bólem obserwu
Zostało Ci jeszcze 75% artykułuWykup dostęp do archiwum
- Dostęp do ponad 7000 artykułów
- Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
- Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
Oceń