Pękający w szwach „juche”

Pękający w szwach „juche”

Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Koreańczycy z Północy zaczynają poddawać próbie wytrzymałość totalitarnego systemu Kim Il Sunga i praktykowanie religii w tym kraju staje się obecnie coraz częstsze.

Ostatnio na stronach japońskiego dziennika „The Japan Times” pojawiła się historia ucieczki Choi Hwa z Korei Północnej i jej nawrócenia na chrześcijaństwo. To historia, jakich wiele w tym zakątku świata.

Choi Hwa pochodzi z Musan, małej miejscowości górniczej przy granicy z Chinami. Chciała się przekonać, na ile prawdziwa jest pogłoska, że jeśli uda się przedostać przez niezbyt szczelnie strzeżoną granicę i po drugiej stronie zobaczyć dom z krzyżem, wówczas dowie się czegoś więcej o chrześcijaństwie i w dodatku nasyci swój głód. 19–letnia Choi, której udało się zbiec ostatecznie do Korei Południowej i która jak większość jej rodaków zmieniła tam nazwisko, tak aby rodzina na Północy uniknęła represji, podkreśla, że jej zainteresowanie chrześcijaństwem zrodziło się nie tylko pod wpływem opowieści o misce ryżu po drugiej stronie granicy. Siedem lat temu wraz z całą klasą musiała oglądać egzekucję dwojga schwytanych w Musan chrześcijan: ojca i córki, która nią do głębi wstrząsnęła. Przyczyną skazania ich na śmierć było znalezienie egzemplarza Biblii. 20–letnia dziewczyna przez pomyłkę zostawiła ją wraz z rzeczami oddanymi do prania. Choi do dziś nie może zapomnieć postaci torturowanych ludzi, których przywleczono z połamanymi nogami jak lalki na plac przed szkołą, przywiązano do pali i rozstrzelano. Jej babka nauczyła ją kolędy Cicha noc. Nuciła ją cichutko, tak aby nikt postronny tego nie usłyszał. Jeżeli w ogóle rozmawiano w jej domu o religii, to tylko stłumionym głosem.

Opowieść innego 30–letniego uciekiniera dotyczy grupy pięciu osób w średnim wieku, którzy założyli w swoim domu podziemny kościół. W 1996 roku na ślad tego kościoła wpadła milicja, gdy przebudowywano piwnicę domu, w którym się zbierali, ze względu na rozszerzenie szosy. Wśród usuwanych cegieł znaleziono egzemplarz Biblii oraz listę uczestników nielegalnych nabożeństw. Aresztowaną piątkę przewieziono do pobliskich koszar. Tam zginęli zamordowani w bestialski sposób, gdy po położonych na drodze przejechał walec.

Dziękujemy ci, Ojcze Kim

— Jeśli choć raz poczytasz Biblię, to przestaniesz wierzyć w Kim Il Sunga jako boga — twierdzi Choi, nawiązując do obowiązującej w Korei Północnej ideologii „juche” (jooh–cheh znaczy po koreańsku „samowystarczalność”), która w 1977 roku oficjalnie zastąpiła tam marksizm. Jej założyciele Kim Il Sung i jego syn Kim Jong Il zostali w niej przedstawieni jako bogowie. Według opowiadania uciekinierki, dzieci i młodzież w szkołach codziennie muszą tam recytować „Dziękujemy ci, Ojcze–Kim Il Sung”. Choi, która studiowała chrześcijaństwo u misjonarzy w Chinach i w Korei Południowej, interpretuje to następująco: „Kim w miejsce należące się Bogu wsadził swoje nazwisko”. Doktryna „juche” zawiera więcej takich bluźnierczych elementów zapożyczonych z Biblii i odniesionych do przywódców narodu. Głosi na przykład, że urodzeniu Kim Jong Ila towarzyszyło pojawienie się na nieboskłonie szczególnie jaśniejącej gwiazdy, co jest paralelą historii o narodzeniu Jezusa. Nic więc dziwnego, że ideologia ta postrzega inne religie jako swoich wrogów, a w chrześcijaństwie widzi śmiertelne niebezpieczeństwo. Dramat bowiem odbywa się w kraju, w którym do wybuchu wojny w latach 1950–1953 około 30% mieszkańców uważało się za chrześcijan i który z tej racji nazywany był Jerozolimą Dalekiego Wschodu. Chrześcijanie stanowili tam poważną siłę polityczną zdolną przeciwstawić się reżimowi komunistycznemu. Przed wojną i podziałem kraju było tam także wielu wyznawców buddyzmu, konfucjanizmu, szamanizmu i innych wschodnich religii. Nie stanowili oni jednak poważniejszego zagrożenia dla komunistycznych przywódców. Oficjalnie w 68 artykule konstytucji kraju została zagwarantowana „wolność religii”. Jednakże według oficjalnych statystyk chrześcijaństwo wyznaje tylko 0,2% społeczeństwa. W kraju tym funkcjonują oficjalnie trzy kościoły chrześcijańskie, wszystkie w Pyongyang i wszystkie przeznaczone dla zagranicznych dyplomatów. Trwa zarazem otwarta walka z chrześcijaństwem i jego przenikaniem z zewnątrz do kontrolowanego przez „juche” społeczeństwa. Wszystkich, którzy wyjechali za granicę, po powrocie na granicy czeka pytanie: „Czy byłeś w kościele?”. Biada, jeśli ktoś powie, że był. Do niedawna dokonywano egzekucji schwytanych chrześcijan, podobnych do tych opisanych wyżej. Przerwano je w roku 2000 pod naciskiem ONZ. Adwokaci praw człowieka ostrzegają jednak, że fala egzekucji może powrócić. Wskazują na to przeszmuglowane ostatnio taśmy wideo zwierające dokumentację dwóch egzekucji w miastach Hoeryong i Onsong. Dalej trwa akcja propagandowa skierowana zwłaszcza przeciwko szmuglowaniu przez granicę Biblii, którą według ustaleń kongresu rządzącej Partii Pracy z 2002 roku uważa się za „materiał wulgarny, pornograficzny i niemoralny (…) oraz środek, za którego pomocą imperialiści chcą przeniknąć nasze granice”. Misjonarze chrześcijańscy z kolei są przedstawiani w różnego rodzaju filmach jako „chciwcy zawsze pragnący oszukać i ograbić Koreańczyków”.

System „juche” zaczyna jednak pękać w szwach, ponieważ nie jest w stanie spełnić tego, co obiecuje. Przeciwnie, przynosi głód i upadek gospodarki. „Koreańczycy z Północy zaczynają więc poddawać próbie jego wytrzymałość i praktykowanie religii staje się tam obecnie coraz częstsze” — uważa David Hawk ze specjalnej Komisji ds. Wolności Religijnej (niezależnej organizacji utrzymywanej przez Kongres USA) — na podstawie wywiadów z 40 Koreańczykami, którzy podobnie jak Choi uciekli przed śmiercią z głodu — a także Michael Cromartie, przewodniczący konferencji „Asia–Pacyfic Economic Cooperation”, która odbyła się 15 listopada w Seulu i która dotyczyła m.in. relacji z reżimem w Korei Północnej.

Misjonarze dla Korei Północnej

Działalność misjonarzy chrześcijańskich z USA, Australii, Korei Południowej, a nawet Japonii koncentruje się głównie w chińskich miejscowościach wzdłuż granicznej rzeki Tumen. Powstają tam mniej lub bardziej rzucające się w oczy stacje misyjne. Na niektórych zainstalowano nawet neonowe krzyże, widoczne z daleka dla tych, którzy w nocy przekraczają granicę, a inne — aby uniknąć kłopotów z chińską policją, która oficjalnie zabrania działalności misyjnej — działają bez wystawiania na zewnątrz chrześcijańskich symboli. Kim Young Geol, Koreańczyk misjonarz, który prowadzi prowizoryczny punkt pomocy dla uciekinierów z Północy, mówi, że „potrzebują oni ryżu, ubrań, lekarstw, a w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby im pomóc”. Dodaje przy tym, że „trudno jest powiedzieć, ilu ludzi uciekło z Korei Północnej ze względu na głód i ilu później przeszło na chrześcijaństwo. Większość z nich trafia tam z powrotem, wyłapanych i deportowanych przez Chińczyków. Część zaś wraca z własnej woli z pieniędzmi potrzebnymi dla swoich głodujących rodzin”. Koreański misjonarz zdradził też dziennikarzowi, że Biblię, którą jeszcze do niedawna wysyłano wraz z ryżem balonami na Północ, obecnie transportuje się w kontrabandzie wraz z płytami DVD — przeważnie pirackimi kopiami hollywoodzkich filmów.

Na podstawie „The Japan Times” z 26 listopada 2005 roku.

Pękający w szwach „juche”
Paweł Janociński OP

urodzony w 1951 r. – polski dominikanin, studiował teologię w Krakowie, Chicago oraz Tokio, od 1977 r. przebywa na misjach w Japonii, duszpasterz Polonii, opiekun tercjarzy oraz grup studyjno-modlitewnych. Od ponad 10 lat...