Marzenie

W bieżącym roku mija 800 lat od chwili, kiedy święty nasz Ojciec Dominik zgromadził w Prouilhe na południu Francji siostry dominikanki – bo w historii dominikańskiego powołania pierwsze były siostry. Tak, one są starsze i pierwsze. Z ich macierzyńskiej postawy i modlitwy narodzili się bracia i „święte kaznodziejstwo”. Stąd najprawdopodobniej poważne traktowanie kobiet w zakonie dominikańskim jako powiernic apostolskiej troski braci.

Odkąd pamiętam, jeszcze w nowicjacie powierzaliśmy się modlitwie sióstr z klasztorów w Świętej Annie i na Gródku w Krakowie. Tam poszczególne siostry brały nas w opiekę modlitewną, a gdy któraś zmarła, przekazywano następnej intencję modlitewną za danego brata. Wyjazd do sióstr był zawsze inny i nosił w sobie znamiona braterstwa. Jechało się lub szło do sióstr jak do rodziny. Siostry już i tak wiedziały wszystko. Siostry klauzurowe, dominikańskie mniszki żyją w odosobnieniu, za kratą. Ma to swój historyczny, a dziś jeszcze bardziej mistyczny charakter. Żyć w odizolowaniu od świata, wyłącznie dla Pana, Boskiego Oblubieńca. Żyć w tym mistycznym zaadresowaniu: po coś i dla kogoś. Nikt rozumny nie daje swego życia po nic i za nic. Trzeba wysiłku i hermeneutycznego myślenia, aby wejść w głębię takiego życia, odczytać i odszyfrować jego materię i formę, jego sprawczość i celowość. Po co to wszystko? Po co to wszystko dzisiaj? Komu to potrzebne?

Od początku młodzieżowej i dominikańskiej Lednicy chodziły nam po głowie myśli, aby nad brzegami jeziora Lednica założyć klasztor sióstr. Ten pomysł głośno wypowiadał ojciec Tadeusz Klichowicz i uzasadniał go koniecznością modlitwy i czuwania właśnie w tym miejscu. Przekonywał, że tam, gdzie została podjęta decyzja o wyborze Chrystusa przez Mieszka I i tam, gdzie dzisiaj tysiące młodych wybiera Chrystusa, powinien palić się wieczny ogień modlitwy i czuwania. Niedaleko stąd jest tajemnicza wyspa z ruinami. Bywali tu Mieszko, Dąbrówka, Jordan, Bolesław Chrobry i Otto III. Niedaleko stąd jest to miejsce, gdzie mocą chrztu udzielonego księciu Polan Polska weszła w krąg cywilizacji rzymskokatolickiej, by nie rzec zachodniej. Od pewnego czasu coraz bardziej dojrzewała we mnie myśl, że to miejsce należy uczcić czymś więcej niż tylko pomnikiem.

Kiedy o pomyśle zaproszenia sióstr nad Lednicę opowiadaliśmy księdzu arcybiskupowi Muszyńskiemu z Gniezna, bo Pola Lednickie to teren jego diecezji. Pochwalił pomysł i podpowiedział, że istnieje takie wyobrażenie Boga, gdzie trzyma On ogromny bukłak, do którego zbiera łzy ludzkie. Przywołany obraz niezwykle ożywił i pobudził moją wyobraźnię i determinację, by usilnie zająć się instalacją sióstr nad Lednicą. Oczywiście, że wymaga to napisania sterty papierów, pozwoleń, decyzji i planów, a nade wszystko ton i hektolitrów modlitwy. Rozmarzyłem się i obiecałem siostrom dominikankom w Świętej Annie, które nawiedziliśmy w drodze powrotnej z Jamnej, że zrobię nie tylko jeden ogromny bukłak na łzy i modlitwy, ale że każdej z sióstr sprawię ogromną księgę, aby mogła w niej zapisywać intencje i prośby ludzi o modlitwę. Z taką księgą przeżyłaby życie nad Lednicą i później została z nią pochowana.

W Świętej Annie doświadczyłem chwil prawdziwej radości i autentycznego braterstwa podczas rozmowy z siostrami. Żywo zainteresowane powstaniem nowego klasztoru dopytywały o szczegóły, o klimat, otoczenie. Pragnęły dostatecznego odludzia dla ciszy i kontemplacji, aby pozostać wierne swemu powołaniu, ale szczerze się cieszyły z sąsiedztwa Bramy Ryby i wielkich zgromadzeń młodzieży. – Będzie to wielka motywacja do modlitwy. Będziemy uczestniczyły w głównym nurcie zmagań o dusze młodzieży. Tutaj przecież ci młodzi licznie się spowiadają i wybierają Chrystusa.

Cieszyłem się celnością trafień i porozumieniem duchowym z siostrami. Siostry kontemplacyjne nad Lednicą! Tego pragnęliśmy od dawna. Tam, gdzie przed tysiącem lat został wybrany Chrystus, tam, gdzie tysiące młodych wybiera dzisiaj Chrystusa jako wartość podstawową i opcję fundamentalną dla swojego życia, tam musi być żywy znak tego permanentnego wyboru Chrystusa trwalszy niż kamień. Wiara musi być przełożona na kulturę, na znak, który odczytywany stale na nowo, stanie się źródłem przyciągania i atrakcyjności, potrafi kształtować nawet obcych, a nie tylko swoich. To musi być kultura i duchowość atrakcyjna dla młodych, którym imponuje radykalizm i determinacja pójścia za Chrystusem. Młodzi ludzie wykorzenieni z kulturowego katolicyzmu przodków są podatni na ofertę życia wirtualnego, abstrakcyjnego, które nie prezentuje więzi społecznej, lecz najrozmaitsze doktryny i radykalizmy.

Stąd marzenie o siostrach kontemplacyjnych nad Lednicą, siostrach, których styl życia modlitewnego i powierniczego związałby na trwałe szlachetne marzenia i intencje młodych, który byłby znakiem nadziei i motywów życia dla wielu.

Dzięki II soborowi watykańskiemu mamy już za sobą przeciwstawiające rozróżnienie życia kontemplacyjnego i życia czynnego. Samo życie czynne, bez kontemplacji i bez modlitwy, bez intymności z Chrystusem staje się pustym, nieznośnym działactwem i denerwującą aktywnością bez głębi, bez odniesień do bliźniego, staje się zajęciem samym dla siebie. Ale i w życiu kontemplacyjnym czai się wiele niebezpieczeństw. Lenistwo, lekceważenie rzeczywistości, pycha, miernota. Czyż to nie Pascal powiedział o siostrach z Porte Royal, że są czyste jak anioły i pyszne jak szatany? Dlatego życie kontemplacyjne, choć z natury rzeczy biegnie w odosobnieniu i „za kratą”, w istocie swej jest zanurzone w głównym nurcie życia i przechowuje tę odwieczną atrakcyjność pójścia za Chrystusem i siłę przyciągania oraz zdolność kształtowania nawet tych z daleka. Dlaczego? Bo jest żywą akceptacją samego siebie, życia dla Chrystusa, prawdziwego życia, życia na serio, a nie jedną z odmian kultury „do wymiany”. Życie kontemplacyjne jest wartością mocną, uniwersalną, wartością samą w sobie, szczególnie dzisiaj, kiedy wartości mocne i podstawowe zastąpiono wartościami negocjacyjnymi, które zależą od swobodnego wyboru. W czasach kryzysu wątpiącej w siebie kultury, na którą nałożył się zanik cnót heroicznych, ze świecą trzeba szukać tych ostatnich naiwnych, gotowych poświęcać się dla sprawy innej niż własne pieniądze. To wszystko czyni naszą kulturę słabą.

Poszukując zatem nowych źródeł energii i mocy, zapraszam do żarliwej modlitwy w intencji powstania klasztoru sióstr dominikanek klauzurowych na Polach Lednickich w 800–lecie założenia pierwszego klasztoru sióstr przez świętego Dominika. Ten genialny zakonodawca po prostu wiedział, co robi. A czasy były tylko pozornie odmienne.

Marzenie
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...