Nowy świat

Nowy świat

Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Zmieniają się czasy, świat ewoluuje, Europa zyskuje nowe oblicze. W jakiej jesteśmy kondycji? Jakie zadania wyznacza nam dziś historia? Jakie technologie, rynki, surowce, źródła energii będą się liczyć? Jaką drogę powinien wybrać nasz kraj? Co możemy uczynić dla przyszłości? Jaki kształt nadamy naszej demokracji i wolności? W co mamy wierzyć i gdzie ulokować nasze nadzieje? Czy „wystarczy pomyśleć o sondzie kosmicznej «Voyager 2»”, o Saturnie, Jupiterze i Plutonie? Jak przezwyciężać egoizm i różne formy partykularyzmu? Co dziś oznacza „ewangeliczne, rewolucyjne wezwanie” do miłowania bliźnich?

Myślenie o przyszłości ma tak długą historię, jak dzieje ludzkości. Nigdy zapewne specjaliści od prognoz czy wróżbici nie będą narzekać na brak zajęcia. Zwykłemu zjadaczowi chleba nawet odległa przeszłość nie wydaje się tak pasjonująca jak to, co dopiero ma nadejść. Człowiek zawsze potrzebował tajemnicy, ale jeszcze bardziej wtajemniczenia, poczucia, że jest mu dostępna wiedza, jakiej jeszcze nikt nie posiadł. Koniec wieku, a tym bardziej koniec tysiąclecia jest doskonałą okazją do roztaczania apokaliptycznych wizji. Najczęściej jednak są one nie tyle głosem prorockim, ile prostackim, okazją do powielania fantastycznych wieści, z których pożytek mają jedynie ci, którzy potrafią zrobić ze wszystkiego handlowy użytek. Kto poważnie myśli o przyszłości, nie może uciekać od historii, a tym bardziej od teraźniejszości, bo to, co się dzieje czy dziać będzie, jest przeważnie konsekwencją wyborów i działań, jakie miały miejsce dotychczas i jakie dokonują się niemal na naszych oczach.

Twórca „Médecins sans frontičres” (Lekarze bez granic), Xavier Emmanuelli, twierdzi, że najważniejsze dla przyszłości jest niesienie pomocy tym, którzy zdają się nie mieć przed sobą żadnej przyszłości czy żadnych perspektyw. Z ową pomocą zaś jest tak — wyjaśnia w książce Prélude ŕ la symphonie du nouveau monde — jak z drogą św. Jakuba z Paryża do Santiago de Compostela. Więcej jest trudu i znoju, czarnych dni, a nawet zwątpienia niż nadziei. Najważniejsza jednak jest „wiara w niemożliwe”. Każdy etap pielgrzymki — według woli Świętego — miał być poświęcony medytacji na temat nadziei. Ona, wbrew potęgom, ludzkim lękom i obawom, okazuje się silniejsza. „Bycie «lekarzem od katastrof», lekarzem pogotowia ratunkowego, lekarzem więźniów, ludzi marginesu i narkomanów, daje więcej okazji, niż ktoś mógłby sobie życzyć, by sądzić, że zbliża się koniec świata” — pisał. Łatwiej pławić się w katastrofalnych hollywoodzkich wizjach niż stanąć naprzeciw ludzkiego nieszczęścia, walczyć z nędzą, chorobami i śmiercią, przeciwstawiać się tej apokalipsie, której źródłem jest człowiek, jego pycha i chore ambicje. Nie trzeba odwoływać się do takich przykładów jak Drezno czy Hiroszima, a dzisiaj Goma i Leninakan. Znajdziemy je, jeśli tylko chcemy, blisko siebie. Nie wszędzie docierają „Lekarze bez granic”, ale wszędzie spotkać można kogoś, kto przeżywa swoją apokalipsę. Myślenie o przyszłości, według twórcy organizacji, która w tym roku otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla, rozpoczyna się tu i teraz, niemalże od własnego podwórka, bo jacy jesteśmy dla samych siebie, tacy będziemy dla innych. Jeśli lekceważymy tych, którzy żyją obok nas, to na wielkie ludzkie nieszczęścia patrzeć będziemy obojętnie.

Alain Villemeur i Didier Williame, analizując obecną sytuację społeczną, polityczną i gospodarczą, dochodzą do wniosku, że powinno się zmienić nie tylko podejście do pracy jako produkcji, ale też do praw ekonomii i konkurencji, a nade wszystko do pracownika. Potrzebna jest — ich zdaniem — nowa wizja ekonomiczna. Praca powinna być sztuką, rodzajem kreacji. „Homo creator musi zająć miejsce homo economicus”. Zdrowe zasady etyczne muszą wyprzedzać postęp techniczny. Wzrost konsumpcji nie może być jedynym celem ludzkiej działalności. Istotne jest nie tylko dobre zawodowe wykształcenie, ale i lepsza formacja. „Nowa cywilizacja” powinna iść w kierunku kreatywności, tworzenia takich miejsc pracy, gdzie liczy się nie tyle pomnażanie materialnych dóbr, ile pogłębianie wiedzy, doskonalenie umysłowej sprawności, wszechstronny rozwój. Zmiany muszą się zacząć już na poziomie kształcenia i wychowania. Szkoła ma uczyć tak solidarności, jak i miłości bliźnich. Jednak te koncepcje nie są nowe: są w dużej mierze chrześcijańskie. Dekalog i przykazanie miłości, choć stanowią fundament naszej cywilizacji, zawsze nastręczały (i nastręczać będą!) wielkich problemów. Nie znaczy to, iż należy rezygnować z podstawowych zasad.

Edgar Morin w swojej książce Penser l’Europe, wydanej przed upadkiem Muru Berlińskiego, przypominał, że w myśleniu o przyszłości nie może zabraknąć jasnego obrazu przeszłości, że pierwszą rzeczą jest prawda, rzetelne rozliczenie z historią. Zmiany tak długo nie są możliwe, jak długo fałszywe idee dyktują fałszywe rozwiązania.

Jean–Marie Ploux, profesor Institut de Science et Théologie des Religions w Marsylii, w swojej rozprawie Le christianisme a–t–il fait son temps? przypomina, że nigdy nie będziemy żyć w idealnym świecie. Auschwitz, jak i inne miejsca kaźni, trudno wymazać z ludzkiej świadomości. Chrześcijanie, choć są odpowiedzialni za losy świata na równi z innymi, muszą pamiętać, że są jakby nie z tego świata. I nie tylko ziemska przyszłość powinna ich obchodzić, lecz również ta nieznana, niepojęta, obiecana przez Boga.

Pytania o nadzieję i sens życia nie da się rozstrzygnąć, sięgając do idei „Europy jutra” czy „nowego świata”. Pomoc niesiona bliźnim, wysiłki i ofiary poniesione dla dobra innych, zabieganie o sprawiedliwość, równy dostęp do dóbr natury i kultury, a nawet dążenie do zasobności i dobrobytu są działaniami nie tylko usprawiedliwionymi, ale koniecznymi, decydującymi o cywilizacyjnym rozwoju i społecznej dojrzałości. Warto sobie często przypominać słowa francuskiego poety, Pierre’a Emmanuela, że „religia bez miłości jest bezbożna”. Ale też trzeba pamiętać — wciąż uczy nas tego historia — że religia bez Boga jest bardzo niebezpieczna. Poznaliśmy wiele odmian takiej religii. W myśleniu o przyszłości, w kształtowaniu oblicza nowego świata, nie może zabraknąć prawdziwej religii, a właściwie idei prawdziwego Boga, który byłby nie tylko Bogiem Izraela, Panem Historii, ale i Bogiem Europy, Panem całego stworzenia. Apokalipsa, jaka dotknęła świat w XX wieku, nie musi się powtórzyć, ale zależy to od wniosków, jakie wyciągniemy z naszych doświadczeń, od naszych intencji, pragnień i marzeń. Zależy też od nadziei, ludzkiej solidarności, dojrzałej wiary oraz akceptacji tej wartości, która dla całej naszej cywilizacji jest nadrzędna.

Wezwanie do miłowania Boga i ludzi dziś jest tak samo rewolucyjne, jak kiedyś. Kto je rozumie, nie musi pytać, jak powinno wyglądać jutro, jakie zadania wyznacza nam historia, jaki kształt powinniśmy nadać naszej demokracji i wolności.

Nowy świat
Marek Wittbrot SAC

urodzony 16 września 1960 r. w Polanowie – pallotyn, dziennikarz, redaktor, fotografik, autor tekstów poświęconych literaturze i sztuce współczesnej, duszpasterz środowisk twórczych, działacz polonijny we Francji, był redaktorem miesięcznika katolickiego „Nasza Rodzina" (199...