Przypowieść o marnotrawnym ojcu

Przypowieść o marnotrawnym ojcu

Oferta specjalna -25%

Rok taty

0 opinie
||
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Ośmielam się mówić o Bogu jako „Ojcu marnotrawnym”, aby sprowokować. Zauważmy Jego Boską rozrzutność, hojność ponad miarę, szczodrobliwość przekraczającą wszelkie kryteria rozumności i sprawiedliwości, szeroki gest, szaleństwo — w przebaczaniu, w łasce, w miłości. On nie żałuje nam swoich darów — my je marnotrawimy.

Kontekst

Nasza przypowieść (Łk 15,11–32) poprzedzona jest dwiema innymi: o zaginionej owcy i zgubionej drachmie (15,4–10), a wszystkim trzem jako wprowadzenie służy następująca wiadomość: „Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: — Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi!” (w. 1–2). Przypowieści te są więc odpowiedzią Jezusa na zarzut gorszącego zadawania się z byle kim, biesiadowania z ludźmi otoczonymi, jakże słusznie, ogólną pogardą i społecznym potępieniem. Poprzez nie Jezus chce ratować — nie siebie, nie własną skórę, lecz ich i nas, gorszących się, tak łatwo potępiających… Podobne szemranie słyszymy u Łukasza wcześniej i później, również w związku ze wspólnotą stołu: „Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?” (5,30: w domu Lewiego); „Do grzesznika poszedł w gościnę!” (19,7: do Zacheusza).

Reakcja Jezusa w tych sytuacjach pomaga nam zrozumieć także sens przypowieści z Łk 15, co więcej, sens całej misji („przyszedłem”) Jezusowej: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (5,31– –32); „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (19,10). O „to, co zginęło” chodzi przecież w przypowieściach 15. rozdziału, w którym ten czasownik (apollymi) występuje aż osiem razy. Służy on do opisania zagubienia się owcy, drachmy i syna marnotrawnego. To samo słowo powtarza się w refrenach wyrażających radość pasterza, kobiety i ojca. Akcent nie spoczywa bowiem na zgubieniu się człowieka, lecz na odnalezieniu go przez Boga — stąd wezwanie do współświętowania: „Cieszcie się ze mną!…”

Tekst i jego teologia

W przeciwieństwie do poprzednich, krótkich przypowieści, nasza perykopa jest o wiele dłuższa i posiada jeszcze drugą część, stanowiącą jakby echo owego szemrania z 15,2. W pierwszej części występuje młodszy syn, a w drugiej — starszy. Jest to więc przypowieść o dwóch synach marnotrawnych, bo kiedy ojciec odnajduje młodszego, gubi mu się starszy. Mamy tutaj dwie przeciwstawne drogi: w pierwszym wypadku od oddalenia do zbliżenia (od separacji do komunii), w drugim — od bliskości do obcości.

Ojciec marnotrawny?

Jednak bohaterem całej przypowieści nie jest żaden z synów, lecz ojciec, a poprzez niego Ojciec niebieski, Ojciec marnotrawny. Centralną zaś sceną jest przyjęcie zgotowane młodszemu synowi przez ojca: „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: — Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: — Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić” (w. 20b–24). Ojciec dominuje w przypowieści od samego początku. Słowo „ojciec” występuje tu dwanaście razy. Podobnie bohaterami dwóch poprzednich przypowieści nie są ani owca, ani drachma, lecz pasterz i kobieta, a naszą uwagę przyciąga nie zgubienie się zwierzątka czy monety, lecz poczynania ich właścicieli: szukanie i odnalezienie.

Czy ojciec jest marnotrawny? Zwróćmy najpierw uwagę, że ten polski termin nie w pełni opisuje nawet młodszego syna, gdyż w przypowieści nie ma wprost mowy o jego marnotrawstwie. Akcent nie jest położony na rozrzutność: „roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie” (w. 13c — tylko końcówka wersetu), lecz na jego zgubienie się i odnalezienie (się? czy przez ojca?). Stąd trafniejszy jest niemiecki tytuł: „Das Gleichnis vom verlorenen Sohn” — chodzi o zgubienie, i jeszcze trafniejszy francuski: „La parabole du fils retrouvé” — chodzi o odnalezienie. Szczególna uwaga skupiona jest na postępowaniu ojca, na jego rozrzutności, nie tyle materialnej — szata, pierścień, obuwie, utuczone cielę (trzy razy o nim mowa), święto w dzień roboczy, zespół muzyczny, dom, zapewne udział w majątku — ile moralnej i afektywnej: przebaczenie, odsłonięcie ukrytego synostwa, pocałunki, święto… Dlatego w innych językach łatwiej jest przenieść na ojca przymiotnik określający syna — tradycyjny przekład francuski: „l’enfant prodigue”, angielski: „the prodigal son”, włoski: „il figliuolo prodigo”, itp. — aniżeli w języku polskim: syn — ojciec „marnotrawny”. W przymiotnikach obcojęzycznych chodzi o rozrzutność, chociaż z odcieniem marnotrawstwa, w języku polskim — jednoznacznie o marnotrawstwo, w sensie negatywnym.

Mimo to ośmielam się mówić o Bogu jako „Ojcu marnotrawnym” — aby sprowokować, zwrócić naszą uwagę na to, o co chodzi w przypowieści, jaki jest jej główny Bohater. Zauważmy Jego Boską rozrzutność, hojność ponad miarę, szczodrobliwość przekraczającą wszelkie kryteria rozumności i sprawiedliwości, szeroki gest, szaleństwo — w przebaczaniu, w łasce, w miłości. On nie żałuje nam swoich darów — my je marnotrawimy. Czy tylko my? Może najpierw On, marnotrawiący, marnotrawny?… Prowokacja czasem jest potrzebna, ale na co dzień pozostańmy przy tytule coraz bardziej upowszechniającym się w różnych językach, także polskim: przypowieść o miłosiernym ojcu. Także papież Jan Paweł II taki właśnie tytuł dał tej przypowieści (w cotygodniowej katechezie wygłoszonej 8 września 1999 roku), nazywając ją również „szczytem objawienia miłości Boga”. Przypowieści o ojcu miłosiernym i — dodałbym przekornie — o dwóch marnotrawnych synach; jeden trwoni dobra ojca, drugi — jego dobroć.

Ojciec i młodszy syn

Ewangelista opisuje nam staczanie się tego pierwszego, młodszego: najpierw „zuchwałe wyrzeczenie się wspólnoty rodzinnej”, a następnie głód w obcej krainie, służba syna izraelskiego u poganina, pasienie nieczystych zwierząt (świń; zob. Kpł 11,7; Pwt 14,8; 1 Mch 1,47), odmawianie mu nawet świńskiego żarcia. Jezus spycha tego lekkomyślnego młodzieniaszka na samo dno nędzy i upokorzenia — nie, żeby się nad grzesznikiem znęcać, pastwić, lecz by pokazać, iż nie ma takiej sytuacji w życiu ludzkim, takiego grzechu, upadku, z którego miłosierdzie Boże nie mogłoby człowieka podnieść. Ale nie na siłę, nie wbrew ludzkiej wolnej woli. Bogu trzeba dać szansę. Świniopas daje taką szansę Bogu i sobie: „Zabiorę się i pójdę do mego ojca i powiem mu…” (w. 18). To nie jest jeszcze autentyczne nawrócenie. Nastąpi ono dopiero poprzez miłość ojca, na razie jest to wyrachowanie: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę” (w. 17). Nawet „spowiedź”, którą przygotowuje (w. 18–19), jest chyba bardziej interesownym recytowaniem formułki. Ambicje ma chłopak niewielkie: nie syn, nie niewolnik (to przecież członek rodziny), lecz tylko najemnik, którego można wieczorem zwolnić, ale przedtem trzeba dać mu jeść (w. 19).

Brak wiary w dobroć ojca? Wstyd? Talmud opowiada o synu królewskim, który zszedł na złą drogę. Ojciec posłał do niego sługę z wezwaniem: „Powróć, synu!”. Syn odesłał sługę z taką odpowiedzią: „Z czym miałbym wrócić? Wstyd mi stanąć przed tobą”. Lecz ojciec ponowił zaproszenie: „Czyż syn może się wstydzić powrotu do ojca? Jeśli wrócisz, czyż nie do ojca swego wrócisz?” (Deut. R. 2,24). Lakonicznie mówi nasz tekst o powrocie syna: „Wybrał się i poszedł do swojego ojca” (w. 20a), a szeroko opowiada o gestach ojca (w. 20b–24). „Tutaj postawa ojca ukazana jest w sposób szokujący, na przekór ludzkim kryteriom i oczekiwaniom” — czytamy we wspomnianej katechezie papieskiej. Ojciec chyba codziennie wypatrywał syna, jeśli go teraz z daleka zauważył. Wybiega naprzeciw — chociaż nie godziło się izraelskiemu patriarsze biec. Przerywa w pośpiechu spowiedź syna, nie sprawdza motywów jego powrotu, chwyta go (mimo że syn zaciągnął nieczystość rytualną przez kontakt ze świniami), nie pozwala mu paść do ojcowskich stóp (jak wypadało), obejmuje za szyję, obsypuje pocałunkami (zob. Łk 15,20), wydaje służbie polecenia przygotowania święta i uhonorowania syna. Dlaczego?

Bo „ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko” (w. 20b; dosłownie: „zostały poruszone jego wnętrzności”). Jak Samarytanin: „Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko” (Łk 10,33). W obu tekstach mamy to samo greckie słowo esplanchnisthe, od czasownika splanchnidzomai: odczuwać serdeczną litość, wzruszać się do głębi (we wnętrznościach), być przejętym współczuciem… Być może mamy jeszcze inną analogię z przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie; Łukasz bowiem wylicza siedem jego zabiegów miłosiernych (10,33–34), w naszej przypowieści też jest siedem: 1— przynieście szybko najlepszą szatę; 2 — ubierzcie go; 3 — dajcie mu pierścień na rękę i sandały na nogi; 4 — przyprowadźcie utuczone cielę; 5 — zabijcie je 6 — będziemy ucztować; 7 — bawić się. Siódemka to w Biblii i judaizmie liczba pełna, doskonała. Ojciec czyni dla syna wszystko — a nawet więcej: szata musi być najlepsza; przyjęcie syna to za mało — trzeba mu nałożyć na palec pierścień, znak jego godności i władzy; zamiast sandałów — ozdobne i kosztowne obuwie (hypodemata), noszone przez znakomite osoby przy nadzwyczajnych okazjach; nie wystarczy koźlątko — zabija się cielaka tuczonego przez długie miesiące na wielkie święto; prócz uczty — urządza się zabawę, z muzyką i tańcami… Czyż możemy dziwić się starszemu synowi, że „rozgniewał się i nie chciał wejść” (w. 28)?

Polecenia ojcowskie wydawane służbie przerwały przygotowaną na wszelki wypadek spowiedź młodszego syna: „…nie jestem godzien nazywać się twoim synem” (w. 21). Nakazy te motywuje ojciec faktem, że syn pozostał jednak synem: „ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył…” (w. 24). W encyklice o Bożym Miłosierdziu Dives in misericordia z roku 1980 Jan Paweł II komentuje nasze wersety: „ta radość wskazuje na dobro nienaruszone: przecież syn, nawet i marnotrawny, nie przestał być rzeczywistym synem swego ojca (…) relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżyciu tego dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jaka jest jemu właściwa. (…) miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku” (nr 6).

Ojciec i starszy syn

To zło istnieje w starszym, tym dobrym, wiernym, pobożnym, pracowitym synu. „Przebywał na polu” (w. 25) — krótka wzmianka mówi bardzo wiele: jest powszedni dzień pracy, a pierworodny jest człowiekiem poważnym, obowiązkowym, świadomym odpowiedzialności za ojcowską farmę. Nic dziwnego, że denerwują go odgłosy święta. Indagowany przezeń sługa nie ujmuje całej prawdy: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego” (w. 27). Dobry stan fizyczny chłopaka jest ważny, ale ojciec urządził święto, ponieważ wrócił syn, którego utracił! Przecież dwukrotnie (w. 24 i 32) powtarza, że zginął, wręcz umarł (tylko śmierć dziecka mogła przysporzyć ojcu tyle bólu), a został odnaleziony, jakby wskrzeszony przez ojcowską miłość, która przywróciła zagubioną relację syna do ojca. Z tą samą miłością wychodzi teraz do starszego syna, który gubi mu się w momencie odzyskania młodszego: „ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu” (w. 28), z mizernym rezultatem. Czyniąc ojcu wymówki, nie tytułuje go ojcem jak młodszy syn (w. 29, por. w. 21), a brata nie nazywa bratem (jak sługa: „twój brat powrócił” — w. 27), lecz mówi o nim pogardliwie: „ten twój syn” (w. 30; por. 18,11: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem… jak i ten celnik”). Imputuje mu też grzechy, o których nie było mowy w przypowieści: „roztrwonił twój majątek z nierządnicami” (w. 30; zazdrosna wyobraźnia pseudosprawiedliwego?).

Ojciec nie zraża się pretensjami, językiem, tonem starszego syna. Relacja ojciec — syn pozostaje niezmieniona. Gdy syn nie chciał zwrócić się doń per „ojcze”, ojciec mówi do niego: „moje dziecko” (teknon — o wiele serdeczniejsze niż „synu”). Przypomina mu: „ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy” (w. 31). Zawsze — wszystko!… I wzywa do współświętowania: „A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się” (w. 32). „Miłosierdzie ojcowskie ukazuje się jeszcze mocniej, kiedy ten ojciec, upominając z wielką serdecznością starszego syna (…), zaprasza go na wspólną ucztę radości. Legalizm zostaje przezwyciężony wielkoduszną i darmową miłością ojcowską, która przewyższa ludzką sprawiedliwość i wzywa obu braci, by zasiedli ponownie do stołu ojca”. „Twój brat” (w. 32) — pozostał nim, kiedy się zagubił, rozpoznaj w nim brata przynajmniej teraz, kiedy go miłość ojcowska odnalazła. To szansa dla niego, ale najpierw dla ciebie samego…

Konkluzja

To Bóg jako Ojciec miłosierny jest szansą dla obu synów, bo oni są jego dziećmi. Iluż chrześcijan gniewa się na Pana Boga (w. 28), że z ojcowską miłością podchodzi do tego, który „zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek” (w. 13). Spory na temat stosunku Boga do grzesznika mamy także w Talmudzie, np. przy komentowaniu tekstu Pwt 14,1: „Wy jesteście dziećmi Pana, Boga waszego”. Rabbi Juda tak go rozumiał: „Dopóki postępujecie jak posłuszne dzieci, dopóty nazywani jesteście dziećmi Bożymi, lecz kiedy tak nie postępujecie, nie nosicie miana dzieci Boga”. Protestował rabbi Meir: w obu wypadkach nazwa ta jest słuszna; Biblia przecież mówi o „dzieciach”, które są „mądre w popełnianiu nieprawości” (Jr 4,22) i „dzieciach, w których nie ma wierności” (Pwt 32,20), a więc uznaje za dzieci Boże także ludzi niegodnych tego imienia (Kid. 36a).

Oto teologia, autentyczna teo–logia naszej przypowieści, która jest jakże wymownym słowem (logos) o Bogu (Theos) i „ewangelią w Ewangelii”. W cytowanej już katechezie z 8 września tego roku Papież mówi: „Ojciec miłosierny, który chwyta w ramiona zgubionego syna, jest ikoną ostateczną Boga objawionego przez Chrystusa. Przede wszystkim i ponad wszystkim jest On Ojcem. Jest Bogiem Ojcem, który wyciąga swe ramiona błogosławiące i miłosierne, zawsze oczekując, nigdy nie przymuszając żadnego ze swych dzieci. Jego ręce podtrzymują, ściskają, obdarzają siłą, a równocześnie pokrzepiają, pocieszają, pieszczą. Są to ręce ojca i matki zarazem. Ojciec miłosierny z przypowieści zawiera w sobie i przekracza wszystkie cechy ojcostwa i macierzyństwa. Rzuca się na szyję syna na podobieństwo matki, która pieści dziecko i darzy je swoim ciepłem”.

Przyjąć Boże ramiona ojca i matki — oto odpowiedź na orędzie przypowieści. Rozpoznać siebie w młodszym i starszym synu równocześnie — bo obaj potrzebują miłosierdzia. Przyjąć miłosierdzie, miłość, przebaczenie, aby móc obdarzać innych, przebaczać, zaufać ludziom, widzieć w każdym z nich bliźniego. „Zaproszenie na ucztę, które ojciec kieruje do syna starszego, jest wezwaniem Ojca niebieskiego do wszystkich członków rodziny ludzkiej, żeby również oni byli miłosierni. Doświadczenie Bożego ojcostwa zakłada przyjęcie ludzkiego braterstwa, dlatego właśnie, że Bóg jest Ojcem wszystkich, także brata, który błądzi”.

Przypowieść o marnotrawnym ojcu
ks. Michał Czajkowski

urodzony 3 października 1934 r. w Chełmży – polski duchowny katolicki, prezbiter archidiecezji wrocławskiej, profesor nauk teologicznych, biblista, specjalista w zakresie biblistyki Nowego Testamentu, ekumenista, były współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, by...