Gustaw Herling Grudziński z żoną Lidią
fot. JACEK DOMIŃSKI / REPORTER
Oferta specjalna -25%

Spowiedź

0 votes
Wyczyść

Mimo bardzo osobistego doświadczenia zła wierzył, że w człowieku zawsze więcej jest rzeczy godnych podziwu niż potępienia. A gdy słowa takie wypowiada więzień łagrów, żołnierz doświadczony wojną, emigrant – brzmi to niezwykle mocno i przekonująco.

Gustaw Herling-Grudziński lubił szczupaki. Ich smak kojarzył mu się z dzieciństwem i daleką Polską. Gdy w 1995 roku byłam gościem w jego neapolitańskim domu, obiecałam, że w wakacje przywiozę ze sobą wędzonego szczupaka. Nie dotrzymałam słowa, bo następne lato spędziłam z moim nowo narodzonym synkiem. Z Neapolu przyszedł wtedy wzruszający list, kończący się słowami. „Proszę się nie martwić. Jakub Jan jest ważniejszy od szczupaka”. To zdanie na stałe weszło do naszego domowego słownika. Zawsze, gdy je słyszę, staje mi przed oczyma postać Gustawa Herlinga-Grudzińskiego – pisarza, żołnierza, emigranta. Ciepłego, ironicznego myśliciela, który na życie patrzył jak na trudną do rozwikłania tajemnicę. Można się nad nią tylko zadumać…

Człowiek

Życiorys pisarza mógłby się stać kanwą filmu o historii Polski. Urodził się 20 maja 1919 roku w Kielcach. Studiował polonistykę w Warszawie, zajmował się krytyką literacką. Uważał, że zadaniem artysty jest tworzenie dzieł prawdziwie pięknych, mających blask duchowy. W 1940 roku został schwytany przez NKWD i zesłany do obozu pracy pod Archangielskiem. Po wstąpieniu do Armii Polskiej walczył na Bliskim Wschodzie i w kampanii włoskiej. Za udział w bitwie o Monte Cassino został odznaczony orderem Virtuti Militari. Debiutował w Rzymie tomem szkiców Żywi i umarli. Uczestniczył w zakładaniu kwartalnika „Kultura” Jerzego Giedroycia. W Londynie napisał i wydał Inny świat – zapiski sowieckie, który po raz pierwszy ukazał się w 1951 roku w przekładzie angielskim z przedmową Bertranda Russella, a dopiero w 1953 roku po polsku. Potem pracował w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium. W 1955 roku zamieszkał w Neapolu i poślubił Lidię, córkę słynnego filozofa Benedetta Crocego. Po czterech latach we Włoszech powstało pierwsze z ponad 30 jego opowiadań – Książę niezłomny. W Instytucie Literackim wydał Skrzydła ołtarza, Drugie przyjście oraz inne opowiadania i szkice, a także Dziennik pisany nocą. Do 1988 roku, gdy Wydawnictwo W drodze wydało Wieżę i inne opowiadania, był pisarzem drugiego obiegu. W 1991 roku po 52 latach życia na obczyźnie odwiedził Polskę. Zmarł 4 lipca 2000 roku w Neapolu.

Grudziński często zaczynał swoje opowiadania od wyszperanych fragmentów gazet, nekrologów, by cofając się po śladach swoich bohaterów – dojść do tego, co ważne. Po śmierci polskiego pisarza większość włoskich gazet opublikowała wspomnienia o nim. „La Repubblica” napisała, że być może był to najwspanialszy głos polskiej literatury. Podkreślano jego przywiązanie do Neapolu, który budził w nim jednocześnie czułość i niepokój. Przypominano słowa Polaka:

W pierwszych latach krążyłem późną nocą po zaułkach, gdzie latem ludzie grali, śpiewali, pili i zapraszali na wino. (…) Myślę: jeśli powróci Apokalipsa, żyjąc tu, mogę być pewny, że ocaleję.

Neapol

Gdy osiedlił się w Neapolu, rozpoczął się w jego życiu nowy etap. Pisarz powrócił z innego świata do normalności, do miejsca, które powoli oswajane stało się jego miejscem na ziemi. Stało się także inspiracją twórczą, punktem wyjścia dla jego refleksji o naturze świata.

Opowiadania włoskie nie zostały napisane jako całość i nie wyszły dotychczas zebrane w jednym tomie. Były publikowane na łamach paryskiej „Kultury”, wydawane z innymi szkicami czy włączane do Dziennika pisanego nocą. Grudziński twierdził, że wynalazł nowy typ pisarstwa. Powiązanie dziennika z opowiadaniami. Zawsze wychodził od szczegółu i szukał dalszego ciągu zdarzeń, życiorysów. Miał rzadki dar intuicji. Przenikał rzeczywistość wrażliwością artysty czującego więcej i mocniej. Tego, który dostrzega rzeczy pozornie błahe, by odczytać ich zaskakujący, często nieoczekiwany sens. Wydobywał detal, któremu nadawał znaczenie uniwersalne. W tej uniwersalności znajdował siebie, swoje dzieje. Tak opowiedziany krajobraz stawał się własny, przeżyty. W tym świecie człowiek szuka Boga.

Był daleki od arkadyjskiej wizji Włoch. Dostrzegając ich piękno, tradycję, sztukę i pejzaż – wnosił w często sielski obraz Italii własny niepokój. Będąc u siebie – był przybyszem z Północy, odwiecznie kontrastowanej z Południem. Przeciwstawiał się idealizowaniu i estetyzowaniu Włoch. Uważał, że człowiek – bez względu na miejsce i czas, w którym żyje – staje przed tymi samymi wyzwaniami. Arkadia nie jest więc dla nikogo ucieczką. Pisarz nie miał pokusy szukania „lepszego świata”. Nie przeprowadzał – jak Tadeusz Różewicz w Et in Arcadia ego – bezpośredniej polemiki z wyznawcami arkadyjskości Włoch, gdyż z góry odrzucał ich koncepcję. Nowatorstwo Grudzińskiego polegało na zmianie perspektywy spojrzenia na Włochy. Patrzył z bliska, nie obalał mitu, nie naigrawał się z tych, którzy chcieli tu odnaleźć harmonię. Mówił o ludziach, którzy żyjąc w Arkadii, nie znaleźli spokoju i szczęścia. Opisywał tych, którzy zwabieni mitem zapragnęli nim żyć, co skończyło się klęską. Grudziński był wrażliwym obserwatorem: także w Arkadii istnienie jest tragedią, także tu człowiek walczy o godność, o prawo wyboru, o swoje istnienie. Do wizji Włoch wniósł doświadczenie własnego życia, naznaczonego dramatem historii osobistej i ojczystej. Kontrastował świadomość istnienia śmierci, zła, cierpienia, samotności z odczuwaną przez każdego człowieka potrzebą wyjścia ku życiu, pragnieniem zmartwychwstania. Znamienny był tytuł pierwszego tomu prozy Skrzydła ołtarza: na jednym śmierć, na drugim zmartwychwstanie. Grozę życia zderzał z pięknem.

Na Włochy patrzył jak malarz i jak poeta. Rozpoznawał cienie dawno przebrzmiałych zdarzeń. Cienie postaci, które przeszły po kamiennych brukach. Spotkań, które nie zmieniły biegu historii, ale były jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne.

Pisarz wyczuwał Włochy, przeczuwał to, co kryje się w zaułkach ulic, w zagadkowych spojrzeniach, w ciszy sjesty. Włoskie miasta w jego opowiadaniach żyją własnym rytmem. Są jak ludzie. Mają charakter i koloryt. Po swojemu reagują na klęski i nieszczęścia. Mają tajemnicze miejsca, które stanowią o ich niepowtarzalności.

Krajobraz

Krajobraz u Grudzińskiego był autonomiczną częścią, która sama w sobie stanowiła dzieło sztuki. Zawsze coś znaczył, był istotny w symbolice opowiadania. Piękno i dzikość współgrały z losami bohaterów. Także w malarstwie szukał natchnienia, pytań, które można zadać, by lepiej poznać naturę człowieka. Czytał dzieła malarskie jak księgi. Śledził tajemnice malarza i postaci przez niego przedstawionej. W jego twórczości istotnym bohaterem-symbolem jest Caravaggio. Odnajduje w nim swoją fascynację – niejednoznaczność i złożoność natury. To, że o drugim człowieku wie się niewiele. Trzeba przystanąć w cieniu, aby dotrzeć do tego, co ważne. Tak jak Jezus z obrazu Caravaggia „Powołanie Świętego Mateusza”.

Grudziński mówił: „Czuję się przeniknięty rozmaitymi nićmi z kronik i malarstwa włoskiego, które odgrywa w moim życiu wielką rolę, z atmosferą Włoch. To wszystko tworzy rzecz bardzo zamkniętą”. Zamkniętą w swej różnorodności. Pisarz widzi bowiem Italię jak malarstwo Caravaggia. Piękną i groźną, przesyconą niewiadomym, rozświetloną oślepiającym słońcem, które w kontraście cienia kryje namiętności, rozpacz, śmierć. Im jaśniejsze światło, tym czarniejszy wydaje się mrok. Błogosławieństwo talentu pociąga za sobą przekleństwo – jak w życiu Caravaggia. „Życie Caravaggia było egzystencją »dziką«, bez hamulców, samoniszczycielską, swobodą pomieszaną z wczesnym geniuszem, podszytą szaleństwem, biedą, pokusami zła i pociągiem do seksualnej odmienności”. Grudziński był zafascynowany jego odwagą życia i odwagą malowania. Caravaggio nie bał się inności. Szukał granic między boskim i diabelskim. Obrazy migoczą barwami, grają cieniami – żyją. U Grudzińskiego postać malarza, jego zawikłane losy, charakter pulsują intensywnością. Pisarz-detektyw z cieni rzucanych przez płótna lombardzkiego mistrza wydobywa ich autora. Opętanego geniusza, samotnego gwałtownika, uciekiniera. Znów powraca motyw śmierci, pragnienia spotkania z nią, a potem strasznej, trwożnej ucieczki. W Sześciu medalionach i Srebrnej Szkatułce pisze, że Caravaggio żył wśród ludzi, których nie mógł nazwać swoimi, nigdy nie był u siebie. Umarł, mając zaledwie 37 lat, a liczba jego prac jest ogromna. W malowanych obliczach poszukiwał więc siebie, swojej twarzy, ale może także szukał światła, którego mu odmawiano, zwąc go malarzem przeklętym. Malarz-ateista, malarz-bezbożnik tak szuka Boga. Zdawało się, że wciąż ucieka przed „wbitym za skórę cierniem śmierci”, przed „widzeniem siebie w twarzach zmarłych”. I kochał „po swojemu Boga częściowo ukrytego, błąkającego się między światłem a cieniem, między boską obietnicą a ludzką nędzą”.

Postawę pisarza w opowiadaniach można opisać słowami Juliusza Słowackiego:

Ból, chwila jedna, ciemno – potem jasność błyśnie. Lecz jeśli nie zaświeci nic?… i ból przeminie? Jeśli się wszystko z chwilą boleści rozpryśnie? A potem ciemność… potem nawet ciemność ginie, Nic – nic – i sobie nawet nie powiem samemu, Że nic nie ma – i Boga nie zapytam, czemu Nic nie ma?… Ha! więc będę zwyciężony niczem? (Kordian, akt 2, scena 2).

Bóg

O Bogu mówił dyskretnie. Zwracał uwagę na relacje człowieka z Absolutem. Ukazywał los jako nieustanne zmaganie jednostki z dziejami, z historią. Bóg się ujawnia w cierpieniach znikąd, w klęskach losu, w kataklizmach. Grudziński opowiadał, jak wielkie wrażenie zrobił na nim, młodym żołnierzu z Polski, dymiący w 1944 roku Wezuwiusz i neapolitańczycy żyjący u stóp wulkanu, jednocześnie świadomi i niepojmujący wiszącego nad nimi niebezpieczeństwa.

Bohaterowie opowiadań przeżywają zarazy, trzęsienia ziemi, miłości, które prowadzą ku zagładzie a nie ku szczęściu. I tęsknią za Bogiem. Ta tęsknota za Absolutem staje się religią. Ludzie mają poczucie samotności względem Boga, który jest obojętny. Wydaje się, że tęsknią za Bogiem, choć częściej spotykają się z siłą zła. Grudziński pokazywał mroczne obrazy nie po to, by zmusić do rozpaczy, lecz po to, by uświadomić istnienie zła. Pisarz patrzył na życie z perspektywy ostatecznej. W śmierci wszyscy są samotni i zagubieni. Herling stawiał pytanie, czy zło jest wyborem, czy opętaniem?

Pisał:

Literatura jest bezustannym rozmyślaniem o śmierci. Dodałbym: i o potędze zła. W jednym i drugim wypadku literatura usiłuje zrozumieć niezrozumiałe, uchwycić nieuchwytne, rozjaśnić bodaj trochę jądro ciemności. Ale postępuje zazwyczaj tak, jak gdyby wyraźna linia demarkacyjna oddzielała Życie od Śmierci, Dobro od Zła. A dla mnie ważne, jakkolwiek trudne do przeniknięcia, było i jest pogranicze, ta (żeby użyć porównania) conradowska smuga cienia, która oznacza bezruch, martwe trwanie wśród zaczajonych żywiołów. Nie ma śmierci, niedostępnej w bezpośrednim doświadczeniu, poza granicami życia. Nie ma Zła, skradającego się podstępnie z oddali, poza granicami Dobra. Panuje tu prawo osmozy.

Gdy czyta się Dziennik pisany nocą, można odnieść wrażenie, że jego autor oraz autor opowiadań – to dwaj różniący się poglądami pisarze.

W Dzienniku był to skłonny do ocen, zajadły publicysta, natomiast w opowiadaniach – rozumiejący ludzkie skłonności obserwator. Opowiadania, włączone w tok dziennikarskiej narracji, łagodzą ostrą często krytykę.

Moralista

Grudziński był moralistą. Uważał, że nie może być pobłażliwości w stosowaniu zasad moralnych. Odstępstwa prowadzą do powstania nieludzkiego świata. W Dzienniku pisarz oddziela ostrym cięciem prawdę od fałszu, pozę od naturalności. W opowiadaniach szuka Boga na granicy światła i cienia. Publicystyka była odżegnaniem się od przejawów nieprawości, nieugiętym głoszeniem własnych poglądów. Natomiast w opowiadaniach powracał rodzaj fascynacji złem.

Totalitaryzm interpretował jako dominację ideologii nad życiem. Sądził jednak, że nawet gdyby Boga nie było, jeśliby Bóg umarł – nie wszystko jest dozwolone i żadna ideologia nie może tłumaczyć zbrodni i zła. Sądził, że tragizm istnienia nie usprawiedliwia relatywizmu moralnego. Bliski jest w tym heroizmowi etycznemu Simone Weil.

Mimo bardzo osobistego doświadczenia zła wierzył, że w człowieku zawsze więcej jest rzeczy godnych podziwu niż potępienia. A gdy słowa takie wypowiada więzień łagrów, żołnierz doświadczony wojną, emigrant, pisarz poddany długoletniemu bojkotowi jego twórczości – zarówno ze strony części Polaków na obczyźnie, jak i zachodnich komunistów – brzmi to niezwykle mocno i przekonująco.

We włoskim cyklu nowelistycznym ścierają się dwa przekonania: że „inny świat” dla tego, kto go przeżył, jest naznaczeniem na zawsze oraz że nie może on paraliżować, porażać, odbierać nadziei. Nadziei na śmierć, na wolność, na miłość. Nadziei na zachwyt, zdziwienie, życie.

To spojrzenie z perspektywy „innego świata” jest wielką wartością opowiadań.

Nowele Grudzińskiego przepełnione są tajemnicą. Autor miał głęboką świadomość tego, co niedotykalne. Istnieje moment, gdy kończy się możliwość nazwania. Reszta pozostaje milczeniem.

Pisarz powiedział, że postawił Bogu wszystkie pytania, które przyszły mu do głowy. Szukał metafizyki w malarstwie, w literaturze, w ludzkich losach.

Bóg Herlinga zatrzymał się w pół drogi, między ziemią a niebem. Bóg patrzy na ludzi, którzy szukając Go, odchodzą tak daleko, że trudno im wrócić. Gubią się gdzieś, by odnaleźć się znowu w misterium śmierci.

Grudziński konfrontuje laickie problemy egzystencjalne z chrześcijaństwem. Według niego kruche istnienie spotyka nieodgadniony Absolut. Atmosfera opowiadań przesycona jest ciemnością, tragizmem, niemożnością uniknięcia losu, lękiem, dramatyzmem walki zła nie tyle z dobrem, ile z człowiekiem. Opowiadania są świadectwem, które pozostawił „inny świat”, a archetypami bohaterów są Hiob, Syzyf, Pielgrzym świętokrzyski.

Herling sądził, że każdy na własną rękę musi odnaleźć ateizm we własnej religijności i wiarę w zwątpieniu. Istotą dramatów bohaterów opowiadań było nie tyle ziemskie cierpienie, ile niepewność tego, jak będzie wyglądało potem. Stąd chwila śmierci była tak obecna w jego opowiadaniach. Egzystencjalizm głosił nicość. Chrześcijaństwo – życie wieczne. Opowiadania są zawieszone między tymi dwoma poglądami. Są nieustannym pytaniem o sens istnienia w obliczu niepewności istnienia Boga. Pytaniem, które pisarz pozostawiał bez odpowiedzi.

***

Gustaw Herling-Grudziński lubił spacerować po Neapolu. Obserwował, jak mocne południowe słońce wdziera się w ciemne zaułki, gdzie światło miesza się z mrokiem. Mówił, że najważniejsze dla niego są intuicja i tajemnica. Na ich granicy istnieje sztuka. Intuicyjne poznanie Nierozpoznawalnego otwiera możliwość szukania sensu w tym, co nieuchwytne, niedotykalne. Grudziński – wrażliwy obserwator – szukał swego Boga na granicy cienia i światła – jak Giordano Bruno, jak Caravaggio. Pytał, a czytelników zostawiał z tajemnicą… 

Na granicy „Innego świata”
Magdalena Pajkowska

absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, polonistka, dziennikarka, lektorka i tłumaczka języka włoskiego. Odkryła własny klucz do nauczania...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze