Mord w Mestre

Mord w Mestre

Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Jestem na obiedzie u pewnej rodziny weneckiej. Rozmowy z miejscowymi o polityce często przybierają zaskakujący obrót. Znacznie częściej niż od Polaków – prawdę mówiąc, zaskakująco często – zdarzało mi się słyszeć od Włochów pochwałę komunizmu czy hymny na cześć Marksa, Lenina, Castro lub Che Guevary. Tym razem jednak jest inaczej. Pani domu, Bianca, nie ma żadnych pozytywnych skojarzeń z czerwoną gwiazdą czy sierpem i młotem.

Rozmawiamy o zamachu na Jana Pawła II. Bianca do dziś ze szczegółami pamięta to, co się wówczas wydarzyło. Był 20 maja 1981 roku. Papież walczył o życie w rzymskiej klinice Gemmellego. Bianca z rodzicami i dwiema siostrami zasiadały do obiadu. Była godzina 13.30, gdy do ich rodzinnego domu w Mestre wpadło pięciu zamaskowanych, uzbrojonych mężczyzn. Matka i córki zostały związane i zakneblowane. Ojca napastnicy uprowadzili ze sobą. Czterdzieści sześć dni później, 5 lipca 1981 roku, podziurawione szesnastoma kulami z pistoletu Baretta ciało 54letniego Giuseppa Talercio zostało odnalezione obok zabudowań petrochemii w Porta Marghareta, gdzie zabity był zatrudniony do momentu swego uprowadzenia. Komunikat Czerwonych Brygad głosił, że odbył się proces nad „sługą międzynarodowego imperializmu”, który za swą „trzydziestoletnią działalność antyproletariacką” skazany został na śmierć.

Talercio nie był politykiem jak premier Aldo Moro. Nie był policjantem jak komisarz Luigi Calabresi. Był inżynierem, chemikiem, dyrektorem rafinerii ropy w Mestre, a jednocześnie przewodniczącym Akcji Katolickiej w Wenecji. Zostawił po sobie wiele żarliwych modlitw i rozważań maryjnych. Z zeznań terrorystów, których potem schwytano, wiadomo, jak wyglądały jego ostatnie dni. Nie załamał się, nie wpadł w rozpacz, nie okazywał swym prześladowcom wrogości. Przez cały czas modlił się na różańcu, a przed śmiercią powiedział swoim mordercom, że im przebacza.

Bianca też nie nosi w swym sercu żadnej urazy do zabójców ojca. Przebaczyła im już dawno. Jeden z owych terrorystów, Antonio Savasta, złożył potem zeznania, dzięki którym śledczy wpadli na słynny „bułgarski ślad” (to kolejny – oprócz czasu akcji – wątek łączący zabójstwo w Mestre z zamachem na Jana Pawła II).

Postać Giuseppa Talercio jest dziś we Włoszech niemal zupełnie zapomniana. Kiedy w różnych okolicznościowych dyskusjach wspomina się na Półwyspie Apenińskim ów mroczny „czas ołowiu”, jego nazwisko pojawia się zwykle jako liczman – jedna z wielu nic niemówiących pozycji na liście ofiar. Nie eksponuje się jego postawy, nie stawia jako przykład do naśladowania.

Autorytetami moralnymi dla włoskich elit intelektualnych są natomiast myśliciele, którzy w tamtych latach nawoływali do stosowania przemocy, ideolodzy lewackich szwadronów, tacy jak Adriano Sofri czy Antonio Negri. Do dziś są guru dla włoskiej lewicy. To zawiłe meandry ich życiowych wyborów analizuje się na setkach stron, to nad zakamarkami ich duszy pochylają się z troską różni badacze, to po ich stronie jest życzliwość i sympatia elit opiniotwórczych. Nikomu we Włoszech nie trzeba tłumaczyć, kto to jest Sofri. A Talercio? Kim właściwie jest Talercio?

Mord w Mestre
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...