Między nami dobrze nie jest

Między nami dobrze nie jest

Oferta specjalna -25%

Pierwszy List do Koryntian

0 opinie
Wyczyść

Choć od ukazania się ostatniej książki Doroty Masłowskiej minęły już dwa lata i w tym czasie powstało na jej temat wiele publikacji, w tym recenzji zarówno samej sztuki, jak i opartego na niej przedstawienia w reżyserii Grzegorza Jarzyny, warto dziś, w przeddzień obchodów 30. rocznicy Sierpnia, do niej powrócić i przeczytać, raz jeszcze.

Między nami dobrze jest bowiem nieprzypadkowo wywołało poruszenie wśród publicystów i krytyków literackich. Masłowska, stosując znane nam z jej poprzednich książek zabiegi: wyszydzania ułudy świata reklam i rzeczywistości kreowanej w tabloidach i kolorowych czasopismach, a także przejaskrawionego obrazu naszych narodowych cech, pokazała nam coś znacznie więcej niż dotychczas. Podzielona na trzy akty sztuka to próba rozmowy o polskim społeczeństwie, jego kondycji psychicznej i finansowej w czasach upragnionej wolności, a także pytanie o istotę polskości. Co czyni nas Polakami? Wspólny język? Każdy może się go nauczyć. Miejsce zamieszkania? Też nie w czasach swobodnych podróży po świecie. Wspólna historia i dziedzictwo kulturowe? Tak, choć brak porozumienia między pokoleniami sprawia, że młodzi przyswajają je często jedynie naskórkowo.

Masłowska pokazała to na przykładzie trzech mieszkających razem kobiet reprezentujących różne pokolenia: Osowiałej Staruszki – nieustannie powracającej wspomnieniami do II wojny światowej, Haliny – „specjalistki przemieszczeń palet towarowych w przestrzeni sklepowej klasyczną metodą fizyczną”, pozbawionej jakichkolwiek perspektyw na poprawę swojego losu, i Metalowej Dziewczynki, która wychowana w świecie reklam i Internetu kompletnie nie rozumie zarówno swojej babki, jak i matki, choć nie jest wolna od ich wpływu, gdyż wychowywała się w takich, a nie innych warunkach. Te trzy spokrewnione ze sobą kobiety, choć rozmawiają, nie prowadzą ze sobą dialogu. Każda z nich snuje własną historię, są to więc monologi wygłaszane partiami i naprzemiennie. Nie potrafią się zrozumieć i nie potrafią się wsłuchać w opowieść drugiej strony. Dla Osowiałej Staruszki Wisła to miejsce młodzieńczych spacerów, zabaw i łowienia płotek; dla Metalowej Dziewczynki – brudny ściek, wyrzucający na brzeg zgniłe kondomy. Królestwo Haliny to z kolei osmalone garnuszki, gazetki z Tesco, ulotki szkół językowych, z których nigdy nie skorzysta, i kubeczki po jogurtach, skwapliwie myte i przechowywane na wypadek wybuchu kolejnej wojny światowej. Zarówno wypowiedzi bohaterów, jak i zamieszczone przez autorkę didaskalia, przedstawiają świat beznadziei, biedy i bezmyślnej aktywności, przejawiającej się nie tylko w ciągle włączonym telewizorze, którego tak naprawdę nikt nie ogląda, ale również w rutynowych gestach (starcie nieistniejących okruchów ze stołu) i wygłaszaniu pewnych kwestii i słów bez chęci pójścia za ich sensem. Bo świat ukazany przez Masłowską to stagnacja i bezruch. Halina rozmawia z sąsiadką Bożeną o tym, dokąd nie pojedzie na wakacje, i przekazuje jej numer na „brak komórki”, której nie posiada. Do swojej córki, Metalowej Dziewczynki mówi, gdy chce ją przywołać do porządku: „Marsz do swojego braku pokoju”. Sama z dużym zainteresowaniem czyta o życiu, którego nigdy prowadzić nie będzie w piśmie „Nie dla Ciebie” znalezionym na śmietniku.

To nie jedyni przedstawiciele współczesnej Polski obecni w sztuce Masłowskiej. Mamy również przejaskrawiony obraz świata mediów i kariery robionej w show-biznesie, ukazany w postaci scenarzysty filmowego, mającego ambicję przełamać impas polskiego kina oraz aktora i prezenterki przeprowadzającej z nim wywiad. Są to ludzie, których cechuje konsumpcyjny styl życia i którzy nawet nie próbują zrozumieć swoich rodaków z nizin społecznych, wykluczonych z uczestnictwa w dobrobycie. Nie przeszkadza im to jednak podejmować tę tematykę jako nośną medialnie. I tak scenarzysta próbuje z wyrachowaniem konstruować historię do filmu o rzeczywistości zupełnie mu obcej, a prezenterka, przychodząc na wywiad z aktorem odgrywającym główną rolę, bardziej niż swoim rozmówcą interesuje się upychaniem wystających z ubrań metek, zadaje idiotyczne pytania, czytając je bez zrozumienia z kartki.

Trudno się dziwić, że w takiej rzeczywistości mamy problem z określeniem naszej polskości, że towarzyszy nam frustracja z powodu bycia Polakiem czy Polką. „Ja już od dawna zdecydowałam, że nie jestem żadną Polką, tylko Europejką…” – powie Metalowa Dziewczynka. Gdzie szukać odpowiedzi na nurtujące nas pytania? Chyba nie tylko w słuchanym przez Osowiałą Staruszkę Radiu, przekonującym swoich słuchaczy, że: „W dawnych czasach, gdy świat rządził się jeszcze prawem boskim, wszyscy ludzie na świecie byli Polakami”?

Między nami dobrze jest to przede wszystkim rzecz o braku solidarności między nami. Nie tej pisanej wielką literą, ale tej zwykłej, międzyludzkiej. Byciu – na różne sposoby – z tymi, którzy tego potrzebują, zarówno w naszym otoczeniu, jak i na całym świecie. I nie chodzi tu o narodowe okolicznościowe zrywy, po których wracamy do zwykłej codzienności, czy gesty wymagające ogromnego poświęcenia, ale o codzienną postawę wrażliwości na sytuację innych. Masłowska pokazuje to doskonale poprzez postać Edyty. Wzruszona losem bohaterów filmu Koń, który jeździ konno, postanawia natychmiast znaleźć rzekę, z której uratuje tonących, lub pożar, z którego uratuje płonących, a że nie jest o to łatwo, decyduje się kupić kilo dobrych cukierków i zawieźć je do sierocińca. Ostatecznie jednak do tego nie dochodzi, bo cukierki z nerwów zjada sama.

Dorota Masłowska sztuką Między nami dobrze jest zaskoczyła zarówno swoich dotychczasowych zwolenników, jak i przeciwników. Dlaczego? Pokazała, że można mówić o sprawach tak istotnych jak polska tożsamość bez popadania w patetyczne tony i bogoojczyźnianą narrację. W czasach, gdy hasło „patriotyzm” ciągle jeszcze w powszechnej świadomości zarezerwowane jest dla ściśle określonych grup i zachowań, jest to sprawa nie do przecenienia. Dlatego twierdzę, że ta książka, choć ponura w nastroju, jest jednak optymistyczna. Między nami dobrze nie jest, ale ta diagnoza została postawiona nie po to, by podzielić nas jeszcze bardziej, tylko po to, byśmy zechcieli coś z tym zrobić, każdy w swoim domu i na miarę własnych możliwości. To zaczynajmy!

Między nami dobrze nie jest
Ewa Mucha

urodzona w 1976 r. – absolwentka filologii polskiej, doktor nauk humanistycznych, redaktor, nauczyciel akademicki, wykładowca na Podyplomowych Studiach Dziennikarskich na PWT we Wrocławiu. Mieszka we Wrocławiu....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze