Solidarność na rozdrożu

Solidarność na rozdrożu

Oferta specjalna -25%

Krzyż się nie chwieje. Medytacje drogi krzyżowej

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Czy wobec realnych podziałów, swarów i rozczarowań wspominanie Solidarności lat 80. nie jest idealizowaniem przeszłości, mało skuteczną próbą animowania narodowego mitu?

Kłopot z Solidarnością jest pochodną kłopotów z III Rzeczpospolitą. Brakuje nam konkretnego zdarzenia, które w sposób niepodlegający dyskusji tworzyłoby mit założycielski III RP. Nieporównywalny z niczym w historii bezkrwawy rozpad najkrwawszego imperium w dziejach świata, w którym czynny udział wzięło polskie społeczeństwo, nie został przez Polaków doceniony. Problem polega na tym, że agonia sowieckiego imperium, z historycznego punktu widzenia bardzo szybka, trwała blisko dekadę. Data porozumień sierpniowych czy też data pierwszych niesfałszowanych wyborów w PRL są powoli coraz bardziej doceniane. Ponieważ jednak przejście od zwasalizowanego państwa do niepodległej Rzeczpospolitej odbywało się również ewolucyjnie, nie mamy w Polsce ani faktu, ani daty, z którymi jednoznacznie można by wiązać wielki sukces Solidarności i wielki sukces Polski.

Dodać do tego należy nawarstwiające się szybko w wolnej Polsce konflikty w obozie Solidarności. Rozwiązanie komitetów obywatelskich i „wojna na górze”, odejście wielu działaczy związku do różnych obozów politycznych i ich wzajemne skłócenie, a także włączenie się samego NSZZ Solidarność w bieżącą politykę, przesłoniły historyczne osiągnięcia. Polityka i związane z nią emocje, aż do jubileuszu 25-lecia Solidarności, całkowicie uniemożliwiały świętowanie wielkich osiągnięć, które były udziałem tego społecznego ruchu.

Kolejny powód to głęboki szok transformacji, a raczej rewolucji. Czym bowiem, jak nie rewolucją, jest dokonana zaledwie w ciągu paru miesięcy zmiana całego systemu politycznego, ekonomicznego i – w znacznej mierze – kulturowego? Gwałtowne przeobrażenie warunków życia całego społeczeństwa, do których nikt nie był przygotowany, a których najbardziej widzialnymi symptomami były rosnące lawinowo bezrobocie i jeszcze szybciej narastająca inflacja, spowodowały wzrost niepewności, nieufności i agresji w całym społeczeństwie

Największy polski sukces

Trzeba jednak – w imię prawdy – opowiadać o największym polskim sukcesie w historii, który przebija bitwę pod Grunwaldem, wiktorię wiedeńską, a także cud nad Wisłą.

Trzeba też o tym mówić, bo przykłady mają moc pociągającą. Czy nie lepiej by było, żeby wnuczek zamiast mówić do babci – jak to dowcipnie ujął satyryk, rysując oboje na tle Muzeum Powstania Warszawskiego – „Babciu, kiedy dorosnę, też chciałbym zginąć w powstaniu”, mówił do niej: „Gdy dorosnę, też chciałbym budować solidarność”.

I jeszcze jedno: warto dyskutować o Solidarności, bo – z historycznego punktu widzenia – nadal dość dynamicznie zmienia się stan świadomości Polaków. Badania opinii pokazują, że coraz bardziej doceniamy osiągnięcia lat 80. A przecież wspólnie rozumiana i przeżywana historia pozytywnie wzmacnia więzi społeczne.

Rozdwojenie polskiej świadomości

Trzeba też rozmawiać o Solidarności z tego powodu, że Polacy nie chcą bądź nie umieją o niej rozmawiać. Z przeprowadzonych ostatnio przez Europejskie Centrum Solidarności oraz CBOS pierwszych (to też znak czasu, że dokonano tego po ponad 20 latach istnienia III RP) dużych ogólnopolskich ilościowych i jakościowych badań „Doświadczenie i pamięć Solidarności” wynika, że polska świadomość doznaje dziś rozdwojenia. Z jednej strony ponad 80 proc. Polaków żywi przekonanie, że działania Solidarności w latach 80. umożliwiły wybicie się na niepodległość i mają znaczący wpływ na to, kim jesteśmy dzisiaj jako naród i jako społeczeństwo. Znaczna też większość zgadza się ze stwierdzeniem, że działalność Solidarności w latach 1980–1981 miała ważne lub nawet przełomowe znaczenie dla Polski oraz dla „bloku wschodniego”, a nawet dla świata (odpowiednio 92,4 proc., 77,7 proc. i 73,1 proc.). Płynie z tego logiczna konkluzja, że możemy się chlubić Solidarnością (mimo nakazowego „powinni” i pejoratywnego „chwalić” użytego w pytaniu: „Czy Polacy powinni chwalić się Solidarnością na świecie?”, uważa tak 78 proc. ankietowanych Polaków).

Zarazem jednak istnieje druga strona medalu. Na pytanie: Czy zdarza się Panu/Pani wspominać o Solidarności z lat 1980–1981? „Tak, często” – odpowiada niespełna 8 proc. badanych, „czasem” – niecałe 30 proc., „nigdy” – ponad 30 proc. Symptomatyczne też, że gdy grupę badanych podzielimy na tych, którzy choćby teoretycznie mogli należeć do związku zawodowego (tzn. tych, którzy mogli w 1981 roku ukończyć szkołę zawodową oraz starszych), wśród nich przynależność do NSZZ deklaruje zaledwie 28,7 proc. Kiedy jednak zapytamy ludzi urodzonych w 1964 roku lub później o to, czy któreś z ich rodziców albo oboje należeli do Solidarności – twierdząco odpowie blisko dwa razy mniej – zaledwie 15 proc.

Widać więc wyraźną różnicę między „prywatnym” a „wspólnotowym” doświadczeniem Solidarności, między opinią „osobistą” i „zobiektywizowaną”. Można starać się zrozumieć to rozdwojenie. Zapewne – sugerują to badania – jest ono spowodowane częściowo rozdźwiękiem między tym, czym była Solidarność w latach 80., a głębią podziałów między jej byłymi i obecnymi liderami, po części zaś poczuciem niezrealizowania jej ideałów w moim własnym życiu, niespełnieniem moich oczekiwań związanych z ruchem społecznym Solidarność. Dla bardzo wielu Polaków Solidarność to wciąż jeszcze raczej zjawisko z dziedziny polityki niż historii, zjawisko, do którego odnosimy się poprzez bieżące emocje, a brak dystansu utrudnia analizę i racjonalną debatę.

Miejsce Solidarności w historii

Czy zatem, wobec realnych podziałów, swarów i rozczarowań wspominanie Solidarności lat 80. nie jest idealizowaniem przeszłości, mało skuteczną próbą animowania narodowego mitu? Zdając sobie sprawę z tego, że metoda używania argumentów ex autoritate jest stosunkowo najmniej skuteczna, pozwolę sobie jednak z niej skorzystać (później przejdę też do innych argumentów), jako że autorytet, który pragnę przywołać, jest autorytetem wyjątkowym. Jan Paweł II bowiem zajmuje ważne miejsce w historii Polski. Był też w sposób szczególny związany z Solidarnością.

Dla wywodzącego się z Polski Papieża nie ulegało wątpliwości, że „idea Solidarności należy do polskiego dziedzictwa, jest dobrem, które zostało okupione ofiarą” (do uczestników pielgrzymki NSZZ Solidarność 11.11.1996). Owo dobro ucieleśnia to, co w polskiej tradycji jest najlepsze. Jak zwykle, przy częstym i pozytywnym odwoływaniu się Jana Pawła II do polskiej historii, nie oznacza to jej idealizowania lub wspierania postaw nacjonalistycznych, lecz jest świadomym odwołaniem do pewnych wątków polskiej tradycji, które powinny stawać się inspiracją i które należy twórczo pomnażać w doczesności. „To wszystko, co łączy się z chlubną nazwą Solidarności, to wszystko zostało w jakiś szczególny sposób – mówił Papież podczas rzymskiej audiencji dla polskich pielgrzymów – użyję wyrażenia z dziedziny ekonomii, zainwestowane w dzieje duszy polskiej” (19.02.1984).

Piętnaście lat później oceniał skutki owej „inwestycji”. „Było to przełomowe wydarzenie w historii naszego narodu, a także w dziejach Europy – mówił w Gdańsku w trakcie swojej pielgrzymki do Polski w 1999 roku. – Solidarność otworzyła bramy wolności w krajach zniewolonych systemem totalitarnym, zburzyła mur berliński i przyczyniła się do zjednoczenia Europy rozdzielonej od czasów II wojny światowej. Nie wolno nam nigdy zatrzeć tego w pamięci. To wydarzenie należy do naszego dziedzictwa narodowego”.

Dodałbym, kontynuując tok papieskiego myślenia i w nikłym stopniu obawiając się megalomanii, że wydarzenie to należy także do dziedzictwa międzynarodowego. Ruch Solidarność bowiem wpisuje się, i to gdzieś bardzo blisko samego szczytu, pośród najważniejszych i najpiękniejszych zjawisk społecznych odnotowanych w ludzkich dziejach, takich jak ruch abolicjonistów czy sufrażystek, ruch praw obywatelskich w Stanach Zjednoczonych i hinduski pacyfistyczny ruch „Opuśćcie Indie”. Jego społeczne – ufundowane na chrześcijaństwie – ideały, jego masowość (blisko 10 mln, nie licząc studentów i emerytów!), poziom zagrożenia jego uczestników (realna groźba sowieckiej interwencji i stanu wojennego), jego długotrwałość (10 lat) oraz jego skuteczność (rozpoczęcie i skuteczne wsparcie bezkrwawego demontażu sowieckiego imperium) pozwalają mówić o największym i najbardziej uniwersalnym polskim zwycięstwie w historii.

Żadną miarą nie oznacza to idealizowania tego ruchu. Nie tworzyli go ludzie święci i z pewnością nie doprowadzili oni Polaków do raju. Ruch ten składał się przecież w 100 proc. z grzeszników, którzy często wadzili się ze sobą, a w wolnej Polsce wszystko zaczęło ich dzielić. To samo jednak można powiedzieć o każdym wielkim zrywie społecznym. Nie myślę nawet w tej chwili o brutalnych i krwawych, lecz rozpoczętych w imię wielkich ideałów rewolucjach francuskiej czy bolszewickiej. Także ruch non-violence Mahatmy Ghandiego „Quit India” i pokojowy „The Movement” Martina Luthera Kinga po osiągnięciu sukcesu podzieliły się w sposób tragiczny, a ich założyciele zostali zamordowani.

Na tle zarysowanym przez oba – tak ważne w światowym wymiarze – ruchy Solidarność prezentuje się naprawdę dobrze. Nasze, odczuwane również przeze mnie, rozczarowanie rozpadem Solidarności w dużej mierze płynie zapewne z nadmiernego idealizmu. Niestety, od stwierdzenia, że jesteśmy w drodze do raju, znacznie bliższy prawdy jest opis ludzkiej kondycji jako bytowania „na tym łez padole” – zwłaszcza jeśli opuścimy syte zachodnie demokracje.

Solidarność jako wyzwanie na dzisiaj

Dlatego też dla Jana Pawła II było oczywiste, że wydarzenie pod nazwą Solidarność nie powinno być zamkniętym epizodem, lecz nadal trwającym procesem. „Solidarność nie może zaniedbać troski o tę historię (odzyskania przez Polaków wolności – przyp. MZ) tak bliską, a równocześnie już odległą. Nie można nie przypominać powojennych dziejów odzyskiwania wolności. To jest dziedzictwo, do którego trzeba stale wracać, aby wolność nie przeradzała się w samowolę, aby miała kształt wspólnej odpowiedzialności za losy Polski i każdego z jej obywateli” (do uczestników pielgrzymki NSZZ Solidarność, 11.11.2003). „Doświadczenie Solidarności – doświadczenie mądrego samoograniczania się i współodpowiedzialności za losy kraju – winno więc i dzisiaj inspirować życie społeczne. Ma ono bowiem wymiar uniwersalny i ponadczasowy charakter. To dlatego, w imię przyszłości, jej dziedzictwo winno być stale na nowo odkrywane, pogłębiane i przeżywane” (przemówienie do Polaków, Bruksela 19.05.1985).

Także w wolnej Polsce Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał wagę i żywotność solidarnościowego dziedzictwa. Siedem lat po obaleniu berlińskiego muru tak mówił do uczestników pielgrzymki NSZZ Solidarność (11.11.1996): „Konieczna jest dziś w Polsce wielka zbiorowa solidarność umysłów, serc i rąk – solidarność zdolna przezwyciężać podziały i rozbieżności, by konsekwentnie i z poświęceniem można było budować społeczeństwo bardziej sprawiedliwe, wolne i dostatnie”. „Życzę – kontynuował tę myśl podczas homilii w Gdańsku w 1999 roku – abyście stali wiernie na straży wielkiej idei Solidarności, która łączy, a nie dzieli”.

Nie trzeba specjalnej przenikliwości w analizie polskiego życia społecznego – przykładem może być choćby niedawna kampania przed wyborami prezydenckimi – aby dostrzec, że papieskie apele nie zostały wysłuchane, że marnotrawimy dziś w Polsce dziedzictwo Solidarności. Jan Paweł II był tego świadom. Ten jego silny, wielokrotnie powtarzany, nacisk na urzeczywistnianie tego, co i jak potrafiła osiągać Solidarność, jest też pośrednio wyrzutem, że tak się, niestety, nie dzieje. Expressis verbis stwierdził to Jan Paweł II w jednym z swoich najważniejszych programowych przemówień do Polaków, kiedy wystąpił wobec połączonych izb Sejmu i Senatu w 1999 roku. Mówił wtedy, że pamięć o moralnych przesłaniach Solidarności „winna dziś oddziaływać w większym stopniu na jakość polskiego życia zbiorowego”.

To, co łączy

Mamy więc głębokie podziały idące przez całe społeczeństwo i wysoki poziom społecznej nieufności. Z drugiej jednak strony coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z wagi doświadczenia Solidarności. Jednoznacznie potwierdzają to wspomniane przeze mnie badania. Świadczą o tym także obchody rocznic. Dopiero XXV rocznica powstania Solidarności i XX rocznica wyborów 4 czerwca 1989 roku w realny sposób zaistniały w społecznej świadomości. A przecież, oprócz podpisania porozumień sierpniowych, także akcja związana z wyborami 1989 roku była niesłychanym osiągnięciem. W ciągu dwóch zaledwie miesięcy Solidarność stworzyła szeroką federację komitetów obywatelskich wszystkich szczebli, które – jak się potem okazało – ze skutecznością 99,6 proc. wypromowały nieznanych często ogółowi kandydatów. A sam dzień wyborów okazał się dniem, w którym ok. 19 mln dorosłych obywateli PRL, sąsiadującej wówczas z NRD, CSSR i ZSRR, świadomie i niejako wbrew nadziei, w podzielonym na bloki świecie, w którym wszyscy obawiali się zmiany status quo, opowiedziało się po stronie wolności.

Można więc żywić nadzieję, że liczne wydarzenia związane z trzydziestą rocznicą Sierpnia ’80 nie tylko przypomną znaczenie tamtych doświadczeń, ale i pokażą ich aktualność. Niemożliwe jest dziś i nie ma takiej potrzeby, aby w Polsce powstała 10-milionowa Solidarność. Ale powstanie 10 tysięcy stuosobowych, lokalnych, tworzonych ad hoc małych Solidarności jest realne. Gdyby do tego doszło, z pewnością zmieniłaby się – używając papieskich słów – jakość polskiego życia zbiorowego. Trzeba jednak zawsze pamiętać, że w ideę Solidarności integralnie włączone jest budowanie na tym, co łączy, ponad tym, co nas dzieli.

Trzydzieści lat po sierpniowym wybuchu mamy więc pewne oznaki nadziei, ale i sporo negatywnych doświadczeń. Nie sposób uciec od konstatacji, że jako społeczeństwo stoimy na rozdrożu twórczego przyjęcia bądź ignorowania oraz zapominania doświadczenia Solidarności. Obie drogi stoją przed nami otworem, co dobrze ilustrują bardzo różne opinie o dziedzictwie Solidarności przedstawione przez dobrze znających Polskę wybitnych intelektualistów: „Żaden wielki ruch społeczny nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak Solidarność – wyznał na łamach „Der Spiegel” francuski socjolog Alain Touraine. – Niestety niewiele pozostało z jego ducha, bo dzisiejsza Polska jest społeczną pustynią”. W tym samym czasie w „The Guardian” Niall Griffiths, profesor Oxfordu i Harvardu, dzielił się wrażeniami z pobytu w Polsce: „Współczesna Polska, to najlepszy dowód zwycięstwa Solidarności. Jej mieszkańcy są barwni i kipiący energią. Nie pokazują po sobie cierpień, których nie szczędziła im historia, i niemal każdy, którego poznałem, tryskał radością życia”.

Mam wielką, oby nie płonną, nadzieję, że trzydziesta rocznica Sierpnia ’80 stanie się dobrą okazją nie tylko do przywracania Solidarności należnego jej miejsca w historii Polski i świata, ale też przyczyni się do poprawy jakości polskiego życia zbiorowego. Że w sporze między poglądami Touraine’a i Griffithsa rzeczywistość przyzna rację opiniom tego drugiego.

Solidarność na rozdrożu
Maciej Zięba OP

(ur. 6 września 1954 r. we Wrocławiu – 31 grudnia 2020 r. we Wrocławiu) – polski dominikanin, teolog, filozof, publicysta, badacz, znawca i popularyzator myśli Jana Pawła II oraz katolickiej nauki społecznej, założyciel i prezes...