Mieć albo nie mieć
fot. james pond / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Twarze i imiona

0 votes
Wyczyść

W ubóstwie nie chodzi w pierwszym rzędzie o mieć czy nie mieć, nawet nie o sprawiedliwość w nim chodzi, ale o coś znacznie więcej, czego od Kościoła oczekują nie tylko wyznawcy, ale również ci, którzy z Kościołem nie chcą mieć nic wspólnego.

„Duchowni niech nie podejmują się urzędów ani handlu o charakterze świeckim, szczególnie tych nieobyczajnych. (…) Niech nie grają w gry hazardowe ani nie biorą udziału w tego typu rozrywkach. (…) Niech noszą szaty wierzchnie zapięte, nie zwracające uwagi na siebie nadmierną krótkością ani długością. Niech nie używają sukna czerwonego ani zielonego, długich rękawic ani zdobionego haftem lub z długimi nosami obuwia, uprzęży, siodeł, pektorałów ani ostróg pozłacanych bądź inaczej nadmiernie zdobionych. (…) Kapłani i inne osoby pełniące urzędy kościelne niech nie (…) noszą klamer, zapinek zdobionych złotem czy srebrem ani pierścieni, chyba że przysługują im z racji dostojnego urzędu. (…) Wszyscy biskupi, publicznie oraz w kościele, niech używają szat z płótna lnianego, chyba że byliby mnichami, których obowiązuje habit mnisi. (…) Z bólem oznajmiamy, że nie tylko niektórzy duchowni niższego stopnia, ale także pewni przełożeni kościołów spędzają prawie połowę nocy na zbędnych hulankach i nieprzystojnych pogawędkach, nie wspominając innych rzeczy, tak że niewiele czasu pozostaje im na sen; a ledwie budzeni o porannym śpiewie ptaków, cały ranek spędzają ciągle zaspani”1. „Wszystkim duchownym zabraniamy myślistwa oraz polowań na ptaki; dlatego niech nie ważą się trzymać psów myśliwskich ani ptaków łowczych”2 – czyli nic nowego pod słońcem. Jak było na początku chrześcijaństwa, podczas czwartego soboru laterańskiego w XIII wieku, tak jest i dzisiaj, i będzie aż do skończenia świata. Każda epoka ma diabła, który robi swoje. Wydaje się jednak, że ów kłamca, na swój diabelski sposób, lubi szczególnie jedną dziedzinę ludzkich trosk, starań, marzeń – skądinąd potrzebną i szlachetną w swej istocie – troskę o jutro. Nie bez powodu i nie na wyrost Jezus ostrzega tych, którzy myśląc o przyszłości, umierają ze strachu przed dniem jutrzejszym. Ta przesadna obawa powoduje, że zachłannie rzucają się na wszystko, gdyż „jutro śmierć nam niesie. Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie (…) mówiąc: Co będziemy jedli, albo: Co będziemy pili, albo: W co się ubierzemy, bo o to wszystko zabiegają poganie. A Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie najpierw królestwa (Bożego) i jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam przydane. Nie troszczcie się zatem o jutro, bo jutro samo o siebie będzie się troszczyć. Dosyć ma dzień każdy swojej biedy” (Mt 6,25 i 31–34).

W tej Jezusowej wypowiedzi ogromnie ważne jest małe słówko – zbytnio. Ono jest kluczem do zrozumienia chrześcijańskiego stylu życia, czyli ascezy. Na czym ma polegać życie po chrześcijańsku? Czy na uwolnieniu się od świata, czy wręcz przeciwnie, na zaakceptowaniu, więcej: na umiłowaniu świata? Czy asceza ma wyniszczać nasze ciało, czy przeciwnie, przypominać, że choć nastręcza nam ono sporo kłopotów, to jednak jest dziełem Boga, jest Bożym błogosławieństwem, a nie, jak chcieliby różnego rodzaju manichejczycy, nieomal tworem szatana. Zresztą, ci niby-asceci, żyjący nadzieją potępienia wszystkich z wyjątkiem nich samych, nie zauważają, że częściej, a może nawet z zasady, jest tak, że to zapatrzona w siebie dusza sprowadza ciało na manowce, a nie odwrotnie. Jezus powiedział: „Plami człowieka to właśnie, co z niego wychodzi. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli i nieczystości, i kradzieże, i zabójstwa, i cudzołóstwa, i chciwość, i przewrotność, i podstęp, i wyuzdanie, i zazdrość, i bluźnierstwo, i pycha, i głupota. Całe to zło pochodzi z wnętrza człowieka i czyni go nieczystym” (Mk 7,21–23). A zatem ubóstwo to nie sprawa mieć czy nie mieć, posiadać dużo czy mało, to nawet nie jest wybór między być czy mieć, choćby z tego powodu, że aby dać, trzeba mieć.

Ubodzy jak Bóg

Piotr Apostoł radzi: „Nie kierujcie się dawnymi pożądliwościami, którym ulegaliście, gdy żyliście (jeszcze) w nieświadomości, lecz w całym postępowaniu stańcie się świętymi, tak jak świętym jest Ten, który was powołał. Napisane jest bowiem: »Świętymi bądźcie, bo Ja jestem Święty!«. A skoro Ojcem nazywacie Tego, który sądzi bezstronnie każdego według jego uczynków, bogobojnie przeżywajcie czas waszego pielgrzymowania” (1 P 1,14–17). Bądźcie świętymi, jak święty jest Bóg. Łatwo powiedzieć. Bóg jest święty z natury, my co prawda również, ale nasza świętość dopiero się staje. Do świętości, czyli do człowieczeństwa, wciąż dorastamy lub nie, a nawet się cofamy. W naszym dojrzewaniu do pełni człowieczeństwa, czyli do tego, co Biblia nazywa podobieństwem i obrazem Boga w nas, wciąż nam daleko. Co tym bardziej skłania nas do nieustannego pytania: W jaki sposób ta boska cecha człowieczeństwa się przejawia, jak można ją realizować? Apostoł mówi, że na drodze bogobojności, a więc przez naśladowanie tego, w jaki sposób Bóg Ojciec, Stwórca podchodzi do stworzenia. Tak też sądzi ewangelista Jan: „Bóg tak umiłował świat, że wydał swojego Syna Jednorodzonego, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg bowiem posłał Syna na świat nie po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat był przez Niego zbawiony” (J 3,16–17). Jakiż to świat Bóg umiłował? Oczywiście każdy świat, to znaczy ten mocno odzwierciedlający Bożą doskonałość, ale jeszcze bardziej, jeśli tak można powiedzieć, ten naznaczony grzechem, gdyż to ten grzeszny wymaga od Boga specjalnej troski i starań. A że ta troska nie zna granic, świadczy o tym śmierć Jezusa na krzyżu.

Jeśli więc w Kościele ktoś ma obowiązek przypominania o tym, że asceza chrześcijańska polega na zbawianiu, a więc na ratowaniu tych, którzy własnymi rękami siebie duszą, sądząc, że siebie doskonalą, to tymi zbawicielami ratownikami w pierwszym rzędzie powinniśmy być my, starsi Kościoła – biskupi, prezbiterzy i diakoni, jak też zakonnicy. Sami, świadomi swego duchowego i cielesnego ubóstwa i grzeszności, tym gorliwiej mamy towarzyszyć braciom, widząc w nich nie grzeszników, ale cierpiących. Na czym zaś polega tak pojmowane ubóstwo? Przypomniał o tym Leszek Kołakowski, pisząc, że Bóg „strzeże tego, co stworzył, a stworzył wszystko. Wymaga, byśmy nigdy nie byli więźniami dóbr ziemskich, ale nie potępia ich, bo w przeciwnym razie musiałby potępić siebie samego”3. Jeśli tak, to my również nie możemy potępiać świata, zrażeni jego marnością. I chcąc usłyszeć i zobaczyć Boga, musimy się zajmować światem. Dobra ziemskie, według Kołakowskiego, nie zasługują na to, by je lekceważyć, poniżać, demonizować, gdyż nawet „centrum życia chrześcijańskiego, czyli Eucharystia (…) nie jest działaniem sakralnym, w którym coś czy ktoś miałby być oderwany od świata. Tym bardziej nie można uważać za sakralne osób i instytucji kościelnych, które zawsze nacechowane są również duchem świata”4. Jednym słowem, Bóg chrześcijan żyje w świecie. Z tego oczywiście nie wynika, że świat jest Bogiem, stąd ubóstwo w ujęciu chrześcijańskim wyraża się w umiejętności dostrzegania sacrum w profanum, Stwórcy w stworzeniu.

Możemy sobie pomarzyć

Przejdźmy teraz na nasze kościelne podwórko. Mówić w polskim Kościele o ubóstwie prezbiterów i biskupów, to mówić o marzeniach, które na spełnienie, miejmy nadzieję, że tylko na razie, muszą jeszcze poczekać. Owszem, my, biskupi i prezbiterzy, sporo mówimy o ubóstwie. Ten temat lubią zwłaszcza ci, którzy mają się wyśmienicie. Ale jeśli chcemy być uczciwi względem Boga i Kościoła, to najpierw powinniśmy się zająć biedą, która coraz dotkliwiej trapi wcale niemałą liczbę księży. Łatwo przychodzi nam mówić o ubóstwie i sprawiedliwości w odniesieniu do każdej innej społeczności z wyjątkiem Kościoła, a dokładnie w odniesieniu do duchownych. W przemówieniu do włoskich biskupów, zaznaczając, że odnosi się to do całego Kościoła, papież Franciszek powiedział: „W końcu zmysł eklezjalny ujawnia się konkretnie w kolegialności i w komunii między biskupami i ich kapłanami; w komunii między samymi biskupami; między diecezjami bogatymi – zarówno materialnie, jak i w powołania – i tymi, które przeżywają trudności; między peryferiami i centrum, między konferencjami episkopatów i biskupami z następcą Piotra”5. Wyrażenia „zmysł eklezjalny” czy „wrażliwość kościelna” przywodzą na pamięć znane papieżowi z Ćwiczeń duchowych Ignacego Loyoli sformułowanie sentire cum Ecclesia, co można przełożyć jako współmyślenie i współodczuwanie z Kościołem. Po prostu chodzi o troskę, o to, co Paweł Apostoł tak ujął: „Dźwigajcie jedni drugich ciężary, a w ten sposób wypełnicie prawo Chrystusa” (Ga 6,2).

Trzeba jasno powiedzieć, że w polskim Kościele coraz więcej jest biednych parafii, zwłaszcza na terenach rolniczych i popegeerowskich. Wieś się wyludnia i starzeje, tym samym kurczy się sieć szkół. Księża pracujący w takim środowisku nie mogą więc liczyć ani na iura stolae, czyli ofiary składane z racji ślubów i pogrzebów, ani na inną pomoc ze strony parafian. Nie będąc katechetami, nie mogą też liczyć na pensję i na ubezpieczenia. Opowiadał mi jeden z proboszczów, że musiał kupić za pieniądze z parafialnej kasy trumnę dla swojego parafianina, bo dzieci zmarłego nie były łaskawe pofatygować się na pogrzeb ojca. I nawet tam, gdzie jeszcze nie tak dawno budowano nowe świątynie, dzisiaj, na skutek migracji młodego pokolenia do większych miast, kościoły zaczynają świecić pustkami. Z czego więc proboszcz ma utrzymać siebie, kościół, rozwijać akcję charytatywną, wpłacać do kurii różnego rodzaju kontrybucje? Krótko mówiąc, mamy coraz więcej tak zwanych kiepskich parafii, to znaczy niedochodowych. Jednocześnie w większych miastach i na terenach podmiejskich są parafie dobre, czyli dochodowe, a nawet lukratywne. To po pierwsze.

Po drugie: los konkretnego prezbitera i to, gdzie on będzie pracował, zależy jedynie od woli ordynariusza. Owszem, na decyzję biskupa mogą wpływać legalnie i, niestety nielegalnie inni, np. pracownicy kurii, ale to on ma ostatnie słowo. W sytuacjach konfliktowych biskup może wykorzystać swoją przewagę nad prezbiterem i użyć jej jako środka dyscyplinującego. Sugerując podwładnemu, że przerzuci go na gorszą parafię, może wymuszać na nim posłuszeństwo. Tyle tylko, że tego rodzaju nacisk, a właściwie zastraszanie, demoralizuje zarówno przełożonego, jak i podwładnego. W myśl przysłowia, że „pokorne cielę dwie matki ssie”, w cenie nie będą szczerość i współpraca, ale udawanie i pochlebstwo.

Po trzecie: jeśli są lepsze i gorsze parafie, to wśród księży zamiast braterstwa zaczyna panować demon bezwzględnej konkurencji i pokusa widzenia posługi jako kariery, a co za tym idzie potrzeba awansu. No i nieszczęście gotowe. Parafia staje się warsztatem pracy, a pracujący w niej księża usługodawcami, urzędnikami, kierownikami itd. W takim systemie, jawnie nieewangelicznym, trudno o jakąkolwiek wspólnotowość, o jakiekolwiek współmyślenie z Kościołem, czyli parafianami i diecezjanami. Owszem, są księża, i jest ich niemało, którzy potrafią się uodpornić albo poświęcić dla sprawy wbrew destruktywnym warunkom, w jakich żyją. Należy ich podziwiać i na razie naśladować, ale to sprawy pożądanego ubóstwa i niepotrzebnej biedy do przodu nie posuwa. Konieczne są zmiany. Krzywda jest krzywdą, a jako starsi Kościoła nie do krzywdzenia jesteśmy powołani.

Obecna struktura Kościoła, jeśli była (a była) dziełem Boga, nie obowiązuje na wieki. Zdezaktualizowała się i zamiast sprzyjać budowaniu wspólnoty, czyni ją niemożliwą. Jeśli nie zapewnimy sobie dobrych warunków dla szczerości, wielkoduszności, hojności, natychmiast zaczną nas nękać arogancja, małostkowość, egoizm. Zacząć trzeba jednak od dołu, od sprawiedliwości w sprawach podstawowych. Papież Franciszek mówi, że pieniądz może być narzędziem, które „w pewien sposób powiększa i rozszerza możliwości ludzkiej wolności, umożliwiając jej działanie w świecie i przynoszenie owoców”, ale też „pieniądz i władza mogą być środkiem, który oddala człowieka od człowieka, spychając go za horyzont egocentryzmu i egoizmu”6.

Supermeni

Przed obecnym modelem parafii i diecezji, mocno osadzonym w świecie feudalnym, czyli w społeczeństwie o ostrych podziałach klasowych, mieliśmy parafie, w których autorytet zdobywało się przez poświęcenie dla gminy, a nie na mocy decyzji administracyjnej, czy nawet święceń. Do niedawna jeszcze autorytetu, a w chrześcijańskich społecznościach jest on budowany na zaufaniu, ani proboszcz, ani tym bardziej biskup nie musieli zdobywać, gdyż relacje między władzą kościelną i Kościołem opierały się na posłuszeństwie. Drugi sobór watykański zaproponował jednak inny model diecezji i parafii – wspólnotowy, kolegialny, a obecny papież mówi nawet o synodalności. Nie trzeba bać się synodu, twierdzi Franciszek, ale trzeba „mówić jasno i słuchać z pokorą” tego, co mówi cały Kościół, nie tylko duchowni łącznie z papieżem7. Jeśli zatem chcemy Kościoła ubogiego i ubogich starszych Kościoła, zacznijmy od usunięcia tego wszystkiego, co jest przeciwne ubóstwu. Niewydolne struktury nie dość, że nie promują uczciwości, to wystawiają świeckich i duchownych na niebezpieczeństwo przyjęcia postawy przeciwnej ubóstwu, to znaczy, mówiąc za Janem od Krzyża, popadnięcia w jeden z głównych grzechów duchowych, w nabożną pychę, która najczęściej wyraża się w arogancji. Diecezja, parafia to ja! Mam władzę i nikt mi nie będzie rozkazywał. Wszelki konflikt jest z winy podwładnych, z braku posłuszeństwa. Tymczasem chrześcijanie wolni od pychy, mówi Jan od Krzyża, „o swych sprawach niewiele wspominają. Uważają je bowiem za tak małe, że nawet przed kierownikiem duchowym wstydzą się o nich wspomnieć. Uważają, że szkoda nawet o nich mówić. Mają raczej chęć wyjawiania swych błędów i grzechów albo tego, co za nie uważają, niż wspominania o swoich cnotach. Skłaniają się więcej ku takiemu kierownikowi duchowemu, który mniej ceni je same i ich stan wewnętrzny. (…) Takie dusze oddałyby krew swego serca temu, kto służy Bogu i uczyniłyby wszystko, co możliwe, by Mu służono. Z pokorą, [pogodą] ducha i z miłością pełną bojaźni Bożej znoszą swe niedoskonałości. Całą ufność pokładają w Bogu”8.

Tymczasem w sklerykalizowanym Kościele „ludzie chcą często widzieć w biskupie kogoś idealnego. (…) Kiedy wyjdzie na jaw, że także biskup grzeszy, że także on jest słaby, często bardzo słaby – świat zaczyna się gorszyć. (…) Z jednej strony tęsknimy za jakimś ziemskim ideałem. Z drugiej strony ten, na którego te oczekiwania są kierowane, nie robi nic, żeby ludzi wyprowadzić z błędu. To według mnie spory problem – podejrzewam, że szczególnie w Polsce. Myślę, że większym skandalem jest uważanie człowieka, który jest biskupem, za ideał porównywalny z Bogiem niż odkrycie w jego życiu mniejszego czy większego braku. Bo niezależnie od tego, czy ktoś jest człowiekiem świeckim, biskupem czy papieżem – błądzi. (…) Powtórzę: wina jest z obydwu stron. Jest oczekiwanie i jest akceptacja tego oczekiwania. Te mowy wygłaszane do biskupa przed bierzmowaniem czy podczas wizytacji… Śmiejemy się z tego, ale tego nie korygujemy i tak to trwa z pokolenia na pokolenie”. Tymczasem, mówi dalej bp Piotr Jarecki: „Uznanie własnej małości i niegodności, i jednocześnie całkowite przekonanie o wszechmocy Boga”9 stanowi ten moment, od którego zaczyna się wiara. A zatem uznanie, że jest się ubogim, zabezpiecza chrześcijanina przed fałszywym przekonaniem o wywyższeniu ponad innych z racji sprawowanej w Kościele posługi.

Ubóstwo zideologizowane

Jak ze wszystkiego innego, tak i z ubóstwa bez trudu potrafimy zrobić pokarm dla wspomnianej już duchowej pychy. Takie nieszczęście przydarzyło się m.in. Judaszowi Iskariocie, gdy zobaczył, że Maria Magdalena namaszcza Jezusowi stopy niezwykle cennym olejkiem. Według Franciszka „jest to wydarzenie religijne, chwila wdzięczności, miłości. Niestety, Juda widzi sprawę inaczej. Dystansuje się i dokonuje gorzkiej krytyki: »Czemu nie sprzedano tego olejku i nie rozdano pieniędzy ubogim?«. Jest to pierwsza wzmianka, jaką znalazłem w Ewangelii o ubóstwie jako ideologii. Ideolog nie wie, co to jest miłość, bo nie potrafi dać siebie”10. I tak ubóstwo, które powinno otwierać człowieka na potrzeby i niedolę innych, zamyka nas i pogłębia nasz egoizm. Taka postawa ma fatalne skutki na każdej płaszczyźnie kościelnego życia, łącznie ze sprawami moralno-społecznymi. Na przykład księżom pracującym wśród najuboższych zarzuca się, że zamiast głosić Ewangelię służą jakiejś ideologii, najczęściej socjalistycznej. Nie bez powodu więc papież Franciszek w wywiadzie udzielonym w radiu FM 88,1, które nadaje z Bajo Flores, przypomniał, co nie tak dawno mówiono o księżach pracujących w villa miseria (miasteczkach nędzy). Oświadczył, że „nie byli komunistami”, ale „wielkimi kapłanami, którzy walczyli o życie: pracowali, aby nieść Słowo Boże spychanym na margines. Byli to kapłani, którzy słuchali ludu Bożego i walczyli o sprawiedliwość”. Dodał też, że trzeba „pozwolić, by nam pomagali inni, ponieważ potrzebujemy jedni drugich”11. A zatem w ubóstwie nie chodzi w pierwszym rzędzie o mieć czy nie mieć, nawet nie o sprawiedliwość w nim chodzi, ale o coś znacznie więcej, czego od Kościoła oczekują nie tylko wyznawcy, ale również ci, którzy z Kościołem nie chcą mieć nic wspólnego. „Tym, cze­go duch świata od nas oczekuje, nie jest wca­le sprawiedliwość, ale życzliwość dla bliźnich, przy­jaźń i miłosierdzie, a więc ta­kie ja­kości, których ze sprawiedliwości niepodobna wyprowadzić. Pod tym względem, jak chrześcijańska doktryna nas uczy, do Boga się upodabniamy. Bóg bowiem najczęściej, mówią, nie według reguł sprawiedliwości z nami się obchodzi, ale bez żadnych reguł, miłością powodowany”12 – pisze Leszek Kołakowski. Nie bez powodu Franciszek zawiesił suspensę nałożoną na ks. Miguela D’Escoto Brockmanna, a na plenarnej sesji Międzynarodowego Stowarzyszenia Caritas przemawia peruwiański dominikanin Gustavo Gutiérrez (obydwaj zaliczani do twórców teologii wyzwolenia) i co najważniejsze, beatyfikowany został abp Oscar Arnulfo Romero.

Tym sposobem wróciliśmy do początku. Ubóstwo to nie sprawa posiadania lub nieposiadania, na egoizm chorują bowiem zarówno bogaci, jak i biedni, ale sprawa naśladowania Boga lub jak kto woli, myślenia i postępowania w zgodzie z Duchem Świętym, czego przykład dał nam Jezus. „Wiecie przecież, na czym polega łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa. On to będąc bogatym stał się dla was ubogim, abyście zostali wzbogaceni Jego ubóstwem” (2 Kor 8,9). Jeśli tak, to pozostaje nam jedno: co jakiś czas odczytywać, a raczej modlić się wierszem ks. Jana Twardowskiego o to, by duch ubóstwa stawał się stylem życia Kościoła.

Daj nam ubóstwo lecz nie wyrzeczenie radość że można mieć niewiele rzeczy i że pieniądze mogą być jak świnie i daj nam czystość co nie jest ascezą tylko miłością – jak życie całe i posłuszeństwo co nie jest przymusem ale spokojem gwiazd co też nie wiedzą czemu nad nami chodzą wciąż po ciemku i daj nam sen zdrowy świąteczny apetyt wiarę bez nerwów to jest bez pośpiechu a zimą jeszcze matkę mi przypomnij w ubogim czystym i posłusznym śniegu13.

Skąd taka postawa, wiadomo, Mateusz, rozdział 12, wers 34: „To przecież ciśnie się na usta, co przepełnia serce”. Skoro do tego, by mówić o ubóstwie, potrzeba wiersza, to znaczy, że ubóstwo jest bogactwem – gwarantuje wolność.

1  Dokumenty soborów powszechnych, układ i opracowanie ks. Arkadiusz Baran, ks. Henryk Pietras SJ, Wydawnictwo WAM, Kraków 2003, t. II, s. 255.
2  Tamże, s. 253.
3  Leszek Kołakowski, Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny, Znak, Kraków 2014, s. 41
4  Karl Rahner, Herbert Vorgrimler, Mały słownik, PAX, Warszawa 1996, s. 476.
5  Przemówienie do zgromadzenia ogólnego Episkopatu Włoch, 18 maja 2015 roku.
6  http://papiez.wiara.pl/doc/1890564.Kiedy-pieniadz-jest-dobry.
7  http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x84578/franciszek-dla-la-nacion-nie-nalezy-sie-bac-drogi-synodalnej-w-kosciele/”>http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x84578/franciszek-dla-la-nacion-nie-nalezy-sie-bac-drogi-synodalnej-w-kosciele/.
8  Św. Jan od Krzyża, Dzieła, przeł. o. Bernard od Matki Bożej, Wydawnictwo O.O. Karmelitów Bosych, Kraków 1975, t. I, s. 390.
9 „Tygodnik Powszechny”, nr 17 (3433), 26.04.2015, s. 15.
10  http://papiez.wiara.pl/doc/1555724.Papiez-Ubostwo-tak-ale-bez-ideologii”>http://papiez.wiara.pl/doc/1555724.Papiez-Ubostwo-tak-ale-bez-ideologii.
11  http://papiez.wiara.pl/doc/1919684.Franciszek-udzielil-wywiadu-o-ubogich”>
12  Leszek Kołakowski, Mini-wykłady o maxi-sprawach, seria trzecia, Wydawnictwo Znak, Kraków 2000, s. 56.
13  http://www.twardowski.poezja.eu/poezje_wybrane.htm

Mieć albo nie mieć
Wacław Oszajca SJ

urodzony 28 września 1947 r. w Zwiartowie – jezuita, teolog, poeta, eseista, publicysta prasowy i radiowy, autor licznych książek, znany kaznodzieja i rekolekcjonista. Mieszka w Jastrzębiej Górze....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze