Kościół idealny czy realny?

Kościół idealny czy realny?

Zdarza mi się uczestniczyć w różnych dyskusjach na temat Kościoła. Najostrzej jest w przestrzeni wirtualnej, w której chamstwo staje się niekiedy synonimem szczerości. Ale nie o internetową agresję mi chodzi. Otóż w dyskusjach na kościelne tematy używa się – co zrozumiałe – stwierdzeń, że Kościół jest taki lub owaki, że robi to lub coś innego, że czegoś chce lub nie chce itd. Jednak okazuje się, że kiedy mówimy „Kościół”, to niejednokrotnie mamy na myśli bardzo różne rzeczy. Aby zadbać o jasność dyskursu, warto uświadomić sobie, że istnieje Kościół idealny, oficjalny oraz realny, przy czym tych ostatnich jest tyle, ile osób mówiących o Kościele. Każdy ma swoje osobiste, niepowtarzalne jego doświadczenie.

Kościół idealny istnieje w mądrych podręcznikach eklezjologii. Wyłania się z Ewangelii i pism Ojców Kościoła. To czysta Oblubienica, która podąża za swym Oblubieńcem Jezusem. Kościół oficjalny po trosze pokrywa się z idealnym, ale nie do końca. Jest on obecny w oficjalnych wypowiedziach Kościoła o sobie samym, w encyklikach, adhortacjach oraz innych dokumentach. Jest też Kościół realny, choć przymiotnika „realny” nie używam po to, aby zasugerować, że Kościół idealny i oficjalny są zmyślone. Wszak ideały istnieją, nawet jeśli nie udaje się ich wprowadzić w życie. Pod wyrażeniem „Kościół realny” rozumiem to, jak konkretnie różne osoby i środowiska doświadczają Kościoła.

Kościół realny, czyli w gruncie rzeczy obraz Kościoła, jaki ktoś nosi w głowie i w sercu, zależy od wielu czynników, od spotkanych ludzi i sytuacji, których się doświadczyło. W publicystyce funkcjonuje podział na „Kościół łagiewnicki” i „Kościół toruński”. Zasadniczo jest to uproszczenie ocierające się o fałsz, ale niewątpliwie inaczej rozumie Kościół stały czytelnik „Naszego Dziennika”, a inaczej wierny entuzjasta „Tygodnika Powszechnego”. Kościół, który wyłania się z pism ks. prof. Józefa Tischnera, różni się znacząco od Kościoła głoszonego przez ks. prof. Czesława Bartnika. Te różnice stają się jeszcze bardziej wyraziste, jeśli spojrzymy szerzej, na Kościół powszechny. Są kościoły, do których przychodzą biedacy z dzielnic nędzy, oraz kościoły odwiedzane przez francuską arystokrację. Jedni nie potrafią czytać, a inni chętnie podyskutują o najnowszych prądach filozoficznoteologicznych. Pięcioletni pobyt w międzynarodowym jezuickim kolegium „Bellarmino” w Rzymie, gdzie mieszkałem na co dzień z jezuitami ze wszystkich kontynentów, pokazał mi wielką złożoność Kościoła i niebywałą wielość tego, co nazwałem Kościołem realnym. Dlatego kiedy jakiś dziennikarz pyta mnie, co Kościół sądzi o takiej czy innej kwestii, to mam ochotę odpowiedzieć pytaniem: Jaki Kościół? Co pan redaktor ma na myśli, mówiąc „Kościół”? Zresztą wielu dziennikarzy nie chce opisywać rzeczywistości, ale próbuje ją przetwarzać lub – co gorsza – nią manipulować. W zależności od stawianych sobie celów dziennikarz poprosi tego lub innego biskupa o komentarz.

Przed świętami wdałem się w dyskusję na www.blogpowszechny.pl. Chodziło o Kościół i jego nauczanie na temat seksu. Dostało mi się od internautów po głowie za Kościół, przy czym „Kościół” był przez nich rozumiany przede wszystkim jako księża. W dodatku księża źli, niekomunikatywni, zamknięci w swoich kościółkowych schematach. „Księża nie chcą rozmawiać. Oni monologują” – pisali internauci. Nie powiem! Przykro mi było. Godziny (niepłatne) spowiedzi i rozmów, podczas których usiłuję zrozumieć drugiego człowieka; czas poświęcony próbom odpowiedzi na różne pytania – a tu zarzut, że zamkniętych na wygodnych plebaniach i w luksusowych samochodach księży zupełnie nie obchodzi los bliźniego. Jasne! Nie jest tak, że księża nie mają za co bić się w piersi, ale w moim realnym Kościele zarówno przed wstąpieniem do zakonu, jak i po nim spotkałem wielu księży, którzy chcieli mnie wysłuchać, doradzić, pocieszyć. Żal, że wiele osób ma zupełnie inne doświadczenie.

Z drugiej strony ostra krytyka księży, nawet jeśli niekiedy niesprawiedliwa, wydaje się czymś pozytywnym. Odczytuję ją jako wołanie o świadectwo i autentyzm, jako pragnienie Kościoła lepszego od tego, który jest. Rozczarowanie Kościołem realnym jest wyrazem tęsknoty za Kościołem idealnym, a przynajmniej takim, który będzie bardziej Chrystusowy, bardziej Boży i ludzki. Owszem! Bywają krytyki złośliwe, cyniczne, a nawet oszczercze. Nie bądźmy naiwni – Kościół ma swoich rzeczywistych wrogów. Ale nie mylmy ich z tymi, którzy chcą zrozumieć nauczanie Kościoła, a nie potrafią. Z bezradności rodzi się irytacja i ostre, generalizujące słowa na temat Kościoła.

Jestem w Rzymie na Kongregacji Generalnej zakonu jezuitów. Spotykam współbraci prawie z wszystkich państw. Modlimy się i dyskutujemy. O Kościele, o zakonie. Przekonuję się raz jeszcze, że Kościół mieni się nieskończenie wieloma barwami. Kościołów realnych jest wiele.

Kościół idealny czy realny?
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....