Kiedy zaczyna się męczeństwo…

Kiedy zaczyna się męczeństwo…

O tym, że Jan Paweł II dokonał największej liczby kanonizacji i beatyfikacji w dziejach Kościoła, rozpisują się wszyscy jego biografowie. Rzadko kto jednak wspomina o tym, że rozszerzył on także obowiązujące kryteria świętości, zwłaszcza zaś męczeństwa. Do czasów jego pontyfikatu za męczennika mógł być uznany tylko ten katolik, który oddał życie za wiarę w Boga (najczęściej mógłby uniknąć śmierci, gdyby wyrzekł się Jezusa lub Kościoła). Jan Paweł II wyniósł jednak na ołtarze jako męczenników osoby, które nie spełniały ściśle tego typu kryteriów. Wśród nich warto przypomnieć szczególnie trzy postaci.

Pierwszą z nich była św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein) – żydowska karmelitanka zgładzona w obozie Auschwitz przez niemieckich nazistów. Skazana została nie jako chrześcijanka, lecz jako Żydówka – i nie za swoją wiarę, lecz za swe pochodzenie. Do Oświęcimia trafiła zresztą w transporcie razem z tysiącami innych Żydów. A jednak Jan Paweł II uznał jej śmierć za męczeństwo za wiarę.

Z zamordowaniem Edyty Stein wiąże się śmierć kolejnego człowieka, którego papież z Polski wyniósł na ołtarze jako męczennika. Kiedy z Holandii deportowano do obozów zagłady tamtejszych Żydów (w tym z klasztoru w Ems siostry Edytę i Różę Stein), zaprotestował przeciwko temu holenderski karmelita o. Titus Brandsma, pisząc w prasie katolickiej tekst ostro potępiający hitlerowskie metody. Został za to aresztowany, wywieziony do obozu w Dachau i tam zamordowany. Część holenderskich komentatorów zauważała, że o. Brandsma oddał życie za wolność słowa (czy konkretniej: wolność prasy), a więc za to, co papież Pius IX w swym Sylabusie z 1864 roku uznał za godne potępienia. A jednak Jan Paweł II beatyfikował go jako męczennika za wiarę.

Kolejnym świętym, zamordowanym w hitlerowskim obozie i wyniesionym na ołtarze jako męczennik, był polski franciszkanin o. Maksymilian Maria Kolbe. Dobrowolnie poszedł na śmierć, oddając swe życie za współwięźnia z Auschwitz – Franciszka Gajowniczka. Nie oddał życia za Boga, nie musiał się Go wyrzekać. Oddał życie za człowieka. A jednak Jan Paweł II znalazł racje teologiczne przemawiające za tym, by założyciel Niepokalanowa został ogłoszony męczennikiem za wiarę.

To tylko jeden z wielu aspektów tego pontyfikatu, który czeka na szczegółowe przeanalizowanie i opisanie. Być może do jego zrozumienia pomocne będzie rozróżnienie występujące w Kościele prawosławnym, w którym istnieją dwa rodzaje męczeństwa. Pierwszy reprezentują tzw. muczeniki, czyli ci, którzy oddali życie za wiarę w Boga. Drudzy to tzw. strastotierpcy, czyli ci, których śmierć była logiczną konsekwencją wyznawanej przez nich wiary. Teologowie związani z patriarchatem moskiewskim podkreślają, że słowo strastotierpiec odnosi się „do tych rosyjskich świętych, którzy naśladując Chrystusa, z pokorą i cierpliwością znosili fizyczne i moralne cierpienia oraz śmierć z rąk politycznych przeciwników”.

Przykładem takiej postawy są na przykład synowie władcy Rusi Kijowskiej św. Włodzimierza Wielkiego – św. Borys i św. Gleb – którzy na początku XI wieku zostali zamordowani na rozkaz swego przyrodniego brata Świętopełka. Ich sylwetki przywołał podczas pielgrzymki do Kijowa w 2001 roku Jan Paweł II, gdy mówił: „Ileż świadectw świętości było na tej waszej ziemi od momentu chrztu! Na pierwsze miejsce wysuwają się męczennicy Kijowa – bracia Borys i Gleb, których wy nazywacie strastotierpcami, przyjęli oni bowiem męczeństwo z rąk rodzonego brata, nie podnosząc przeciw niemu broni”. Tego typu męczeństwo może więc być uznawane również przez Kościół katolicki.

Wiele wskazuje jednak na to, że Stolica Apostolska nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w kwestii zdefiniowania męczeństwa. Do Watykanu trafiły bowiem akta zakończonego na szczeblu diecezjalnym procesu beatyfikacyjnego rodziny Ulmów, która została zamordowana przez hitlerowców za ukrywanie Żydów. Na pomniku ku ich czci, który odsłonięto w 2004 roku w ich rodzinnej miejscowości na Rzeszowszczyźnie, znajduje się następujący napis: „Ratując życie innych, złożyli w ofierze własne. Józef Ulma, jego żona, Wiktoria oraz ich dzieci: Stasia, Basia, Władziu, Franuś, Antoś, Marysia, Nienarodzone. Ukrywając ośmiu starszych braci w wierze, Żydów z rodzin Szallów i Goldmanów, zginęli wraz z nimi w Markowej 24 III 1944 roku z rąk niemieckiej żandarmerii. Niech ich ofiara będzie wezwaniem do szacunku i okazywania miłości każdemu człowiekowi! Byli synami i córkami tej ziemi, pozostają w naszym sercu”.

W powyższej inskrypcji zwraca uwagę słowo „Nienarodzone”. W chwili śmierci Wiktoria Ulma znajdowała się w dziewiątym miesiącu ciąży. Jeden z chłopów, którzy urządzali pogrzeb bohaterskiej rodzinie, wspominał: „z jej narządów rodnych było widać główkę i piersi dziecka”. Jeśli rodzina Ulmów zostanie wyniesiona na ołtarze, wówczas po raz pierwszy w dziejach męczennikiem Kościoła może zostać ogłoszone nienarodzone dziecko.

Kiedy zaczyna się męczeństwo…
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...