Bóg na ławie oskarżonych

Bóg na ławie oskarżonych

Oferta specjalna -25%

W drodze z Maryją. Biblijna podróż z Nazaretu pod krzyż

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Nareszcie! Oto na ulice europejskich miast wyjechały autobusy ze słynnym już hasłem: „Boga prawdopodobnie nie ma. Dlatego przestań się martwić i ciesz się życiem”. Co tak naprawdę się pod nim kryje? I czy, paradoksalnie, nie odsłania ono prawdy o współczesnym człowieku, którą organizatorzy chcieli ukryć?

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że dzięki neoateistom na czele ze słynnym genetykiem Richardem Dawkinsem mieszkańcy Starego Kontynentu dowiedzieli się w końcu, co jest przyczyną ich zmartwień. Kto jest odpowiedzialny za ich smutki. Gdzie się znajduje źródło ich rozpaczy.

W ten sposób Bóg trafił na ławę oskarżonych. To Bóg, krzyczą organizatorzy akcji, stoi na drodze do szczęścia człowieka tak, jak drzewo zwalone przez piorun jest przeszkodą dla kierowców. To Bóg odbiera człowiekowi radość z życia. To On stoi na przeszkodzie korzystania z różnorakich przyjemności.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg staje się tu chłopcem do bicia. On milczy, łatwo więc Go oskarżyć. O wszystko. O to, że ktoś stracił pracę, że mąż postanowił się rozwieść z żoną, że przypadkowy seks nie był udany, że nie stać mnie na nowe auto, że praca nie daje tyle satysfakcji, ile powinna… Jeśli więc prawdopodobnie Boga nie ma, twierdzą autorzy akcji, świat i nasze życie może wyglądać zupełnie inaczej.

Muszę przyznać, że nie rozumiem, jakim cudem w tym zdaniu „czcicieli przyjemności życia” znalazło się słowo „prawdopodobnie”. Skąd to zwątpienie? Czy zostawiają sobie furtkę, gdyby się okazało, że Bóg jednak istnieje, działa, kocha i troszczy się o człowieka? Czyż nie miał więc racji żydowski filozof Abraham Joshua Heschel, który przekonywał, że „próbując dowodzić lub obalić istnienie Boga, jesteśmy jak tańczące kukiełki, które choć nie wiedzą, po co i dzięki czemu tańczą, mają odwagę zastanawiać się, czy ktoś ciągnie za sznurek, czy nie”.

A niech tam… Jeśli Bóg prawdopodobnie nie istnieje, to dlaczego ten świat, już całkowicie ludzki, nie wygląda lepiej, nie przypomina raju? Co stoi na przeszkodzie, by ludzie ułożyli go sobie na własną modłę? Ba, czy świat i relacje między ludźmi nie są dziś kreowane właśnie przez zasadę przyjemności, do której praktykowania zachęcają nas neoateiści, a na drodze jej realizacji staje Bóg? Czy to potrzeby nie wyznaczają dziś naszych życiowych celów? Czy w świecie, w którym przyjemność uzyskała rangę najwyższej wartości, Bóg jawi się jako ciemiężyciel?

Paradoks polega na tym, że – wbrew temu, co mówią neoateiści – Bóg wcale nie zabrania człowiekowi bawić się do utraty tchu, nie zabrania mu wyciskać życia jak cytryny. Do końca. Swoistym wyrzutem sumienia jest jednak Jezus Chrystus. To On umiera na krzyżu po to, by nam pokazać, że nie wszystko jest dozwolone. Że nie można na przykład przedkładać zasady przyjemności nad zasadę solidarności. Co więcej, Jezus z Nazaretu pokazuje, że samoograniczenie, poskramianie swoich potrzeb, odrzucanie pokus i skromność gwarantują, że świat jest bardziej ludzki. Tę filozofię kenozy, czyli uniżenia, odnajduję w głębokim hymnie św. Pawła z Listu do Filipian. Apostoł pisze, że Jezus Chrystus, „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej”.

Czyż człowiek nie neguje istnienia Boga, ponieważ Ten pokazuje mu, że kenoza, uniżenie, samopoświęcenie, wyrzeczenie się pokus i w końcu – odrzucenie przyjemności – są jedyną drogą do innego, lepszego świata? Że jeśli nowe niebo i nowa ziemia mają się choć trochę urzeczywistniać tu i teraz, a nie w perspektywie eschatologicznej, to musimy powiedzieć „nie” swoim potrzebom i pożądliwościom?

„Istnieje tylko jeden sposób, by oczyścić obrzydliwą atmosferę naszego świata – żyć poza naszymi własnymi potrzebami i interesami – notuje wspomniany już Heschel. – Jesteśmy cieleśni, pożądliwi, samolubni, próżni, a żyć w imię niesamolubnych potrzeb, to żyć poza granicami własnych możliwości. Żyć poza swoimi potrzebami znaczy być niezależnym od samolubnych potrzeb”.

To nie Bóg przeszkadza czerpać radość z życia. To człowiek – ogarnięty chęcią realizacji swoich potrzeb i przyjemności – jest przeszkodą na drodze do lepszego świata. Jezus z Nazaretu tylko pokazuje, że istota człowieka nie tkwi w tym, kim człowiek jest, ale w tym, kim może się stać. Dla dzisiejszej kultury, która za najważniejszą uznała zasadę przyjemności, to rzeczywiście skandal.

Bóg na ławie oskarżonych
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...