Indygo

Akcję swojej kryminalnej powieści Azazel Borys Akunin umieścił w XIX-wiecznej Moskwie – sześć lat przed śmiercią Fiodora Dostojewskiego. Sensacyjna intryga wydaje się pretekstem do odmalowania rosyjskiego pejzażu mentalnego, uczuciowego i duchowego. Jeden tylko element fabuły wydał mi się rażąco nieprzystający do rosyjskiej specyfiki. Od razu uznałem go za zbyt przesadzony wytwór fantazji pisarza.

Chodzi o motyw tajnej organizacji, która poprzez sieć szkół i internatów kształci posłusznych i zdyscyplinowanych wychowanków, zarazem wybitnych specjalistów w swoich dziedzinach. Po skończeniu edukacji, wspierani dyskretnie przez organizację, będą się pięli po szczeblach zawodowej kariery, zajmując kluczowe stanowiska w polityce, biznesie, kulturze, sztuce czy mediach. Powieściowa lady Astair doczekała się aż 16 893 takich wychowanków, realizujących w różnych zakątkach globu jej misję – plan zapanowania nad światem.

Swoje zdanie o nierosyjskim charakterze tego wątku zmieniłem po spotkaniu, w którym uczestniczyłem niedawno podczas pobytu za naszą wschodnią granicą. Pewna starsza, dobrze wykształcona kobieta, mieszkanka Moskwy, zaprosiła mnie do swojego letniego domku, którego wnętrze przypominało wystrojem pokoje XIX–wiecznej arystokracji rosyjskiej. Krymskie wino rozwiązuje języki, więc kobieta przyznała mi się, że pracuje jako nauczycielka w szkole dla dzieci indygo.

Pojęcie to wywodzi się z New Age. W 1999 roku Lee Carroll i Jana Tober opublikowały książkę The Indigo Children, w której utrzymywały, że między rokiem 1970 a 2000 na Ziemi urodziło się wiele „kryształowych dzieci” – istot o zdolnościach paranormalnych, które są przeznaczone do tego, by panować nad światem. Zadaniem owych wybrańców jest zmienić oblicze Ziemi, aby było ono bardziej przyjazne ludziom i przyrodzie. Nazwano ich indygo, dlatego że posiadają aurę takiego właśnie koloru.

Do dziś w ruchu New Age trwają spory, czy są oni jeszcze istotami ludzkimi, czy może wcieleniami istot kosmicznych. Według Doreen Virtue dzieci indygo zdecydowanie górują nad otoczeniem intelektem i siłą ducha, od urodzenia mają poczucie królewskiej godności, nie uznają żadnych zastanych autorytetów oraz frustruje je wszelka rutyna i schematyzm. Jeśli stykają się z niezrozumieniem, wówczas stają się siłą destrukcyjną i antyspołeczną. Mogą natomiast twórczo wykorzystać swe nadprzyrodzone zdolności dla dobra społeczeństwa, jeśli tylko spotkają podobnych sobie i wspólnie będą realizować wielkie i porywające projekty.

Nie wiem, czy moja rozmówczyni czytała literaturę na ten temat. Opowiedziała mi natomiast, że w całej Rosji poszukuje się dzieci, które od najmłodszych lat przejawiają ponadprzeciętne zdolności w określonych dziedzinach – małych geniuszów, którzy w przyszłości mogą dorównać największym sławom nauki i kultury. Są oni sprowadzani do Moskwy i już na etapie szkoły podstawowej zakwaterowani w internacie. Zapewnia im się indywidualny, niezwykle wymagający programowo tok nauczania, a ich pedagogami są wybitni wykładowcy akademiccy, najlepsi specjaliści w swoich dziedzinach. Ta „szkoła geniuszów” w zamierzeniu jej twórców ma być kuźnią przyszłych elit przywódczych państwa. Pamiętne słowa Stalina o tym, że „kadry decydują o wszystkim”, nie straciły w Rosji aktualności. Mieszanka może być wybuchowa: dzieci wychowywane nie przez rodziców, ale przez państwo, zimni geniusze do zadań specjalnych.

Kiedy to usłyszałem, dotarło do mnie, że koncept Akunina jest tak naprawdę bardzo rosyjski. Przecież sam Władimir Putin to owoc takiego systemu. Różnica polega na tym, że KGB nie szukało indygo, lecz sierot. Sowieckie służby specjalne roztaczały opiekę nad sierotami lub dziećmi adoptowanymi, porzuconymi przez biologicznych rodziców i werbowały je. Pozbawione rodzinnego ciepła, poniżane przez otoczenie – właśnie w „firmie” znajdowały nową rodzinę, dzięki której mogły wyrównać swoje rachunki ze światem. Ponieważ swój status społeczny i karierę zawodową zawdzięczały KGB, dlatego były wobec niej bezgranicznie lojalne.

W powieści Akunina wychowankowie tajnej organizacji dążą do przejęcia władzy nad światem. A w dzisiejszej Rosji kto rządzi?

Indygo
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...