Czerwona stuła XKB

Czerwona stuła XKB

Niestety, nie wszyscy — dalece nie wszyscy — hierarchowie Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej podzielają poglądy księdza arcybiskupa Michała Mudiugina. Nie bez powodów pisze w Liście Apostolskim Orientale Lumen Jan Paweł II: „Na drodze miłości pojawiły się nowe trudności w następstwie niedawnych wydarzeń, które objęły Europę Środkową i Wschodnią. Bracia chrześcijanie, którzy wspólnie cierpieli prześladowania, patrzą na siebie podejrzliwie i z lękiem teraz, gdy otwierają się perspektywy i nadzieje na większą wolność; czyż nie jest to nowe, poważne ryzyko grzechu, które winniśmy wszyscy z całych sił starać się przezwyciężyć, jeśli chcemy, aby narody poszukujące Boga miłości mogły Go łatwiej znaleźć, miast gorszyć się na nowo naszymi rozdarciami i konfliktami?” W dniu 12 października 1991 roku moskiewskie „Izwiestia” podały informację, iż przedstawiciele Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej nie wezmą udziału w Synodzie Biskupów Kościoła rzymskokatolickiego, bowiem „…na jej [Cerkwi Prawosławnej — p.a.] terytorium kanonicznym Kościół rzymskokatolicki… tworzy paralelne struktury misyjne”. Było to niemal bezpośrednio po tym, jak w styczniu tegoż roku Ojciec Święty podjął próbę uporządkowania struktur Kościoła na terytorium byłego Związku Sowieckiego. Pojawił się więc nowy termin: terytorium kanoniczne. Niestety, w innych dokumentach, tym terminem równie chętnie będą posługiwać się sowieckie i później już rosyjskie służby specjalne. Nikogo w Europie nie dziwią dziś eparchie Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Są one i w Niemczech, i we Francji, i w Austrii, są w Polsce od stu-leci, są również w papieskiej Italii… Są tam i są bardzo potrzebne. W Rosji, gdzie nie ma kapłanów prawosławnych, nie ma środków, nie ma świątyń, gdzie praktykuje nie więcej niż dwa procent ludności, gdzie wreszcie „buszują” najstraszniejsze z sekt, począwszy od satanistów, a skończywszy na Aum Synrikiu, której twórcy i wyznawcy przy pomocy sarinu urządzili rzeź w tokijskim metro, tam — zdaniem wysokich urzędników Patriarchatu — Kościół rzymskokatolicki nie jest u siebie. Darujmy sobie tanią publicystykę na temat Kościoła, którą za kopiejki można kupić niemal w każdej cerkwi… To nie tylko bolesne…

Przeżyłem w latach dziewięćdziesiątych ponad cztery lata w Sankt Petersburgu. Ilekroć miałem wolną chwilę, wędrowałem Newskim Prospektem, główną ulicą miasta. Ulicą, która pamięta jeszcze jego początki, która pamięta Caria–Osnowatiela. W rosyjskiej tradycji nazwano ten prospekt PROSPIEKTOM WIEROTIERPIMOSTI, czyli Prospektem Religijnej Tolerancji. Na początku ulicy, jeśli przyjąć, że jej początkiem jest gmach Admiralicji, stoi piękna luterańska katedra pod wezwaniem świętego Piotra, dwieście metrów dalej — kościół katolicki pod wezwaniem świętej Katarzyny Aleksandryjskiej, następne dwieście metrów — przepiękna, starochrześcijańska cerkiew ormiańska. Kończy się ulica kompleksem zabudowań Ławry, wraz z Soborem świętego Aleksandra Newskiego. Pierwszy kościół rzymskokatolicki zbudowano w Sankt Petersburgu najprawdopodobniej na miejscu obecnego kościoła św. Katarzyny, jeszcze w 1703 roku, czyli dokładnie w roku założenia miasta. W 1917 roku było w mieście 14 parafii rzymskokatolickich, 27 czynnych katolickich kościołów i kaplic, 54 czynne katolickie instytucje wychowawczo–opiekuńcze. I tylko w koszmarny czas bezbożnego bolszewizmu skończyła się wierotierpimost, przy czym skończyła się dla wszystkich chrześcijan. Cierpienie dotknęło wszystkich, dotknęło również świątyń i kościołów. Kościół św. Katarzyny, zamknięty dla wiernych w końcu lat trzydziestych, spłonął w dniu pogrzebu Andropowa, czy aby przypadkiem? Kiedy przyjechaliśmy wraz z moją rodziną do miasta nad Newą, rozpoczął się właśnie jego remont. Kościół zwrócono wiernym, parafię utworzyli ojcowie dominikanie w niewielkiej kaplicy, którą usytuowano w zakrystii kościoła, odbywała się już codzienna msza święta, nad kaplicą ojcowie Jewgienii i Ludwik prowadzili nauczanie dla przygotowujących się do sakramentów świętych. Parafia już żyła, a wcale niemała grupa jej członków mogła — dziękując miłosiernemu Bogu — powiedzieć: doczekaliśmy. I tak naprawdę było. Ja zaś na całe życie zapamiętam liturgię Wielkiej Soboty 1993 roku. Zapamiętam tak, jak moja Mamusia zapamiętała umierającą rodzinę tatarską na dworcu w Samarze w 1921 roku… I bardzo bym chciał, żeby tak, jak tamto zdarzenie, najstraszniejsze zdarzenie w życiu powracającego do Ojczyzny polskiego dziecka, pozostało niejako zapowiedzią tych wszystkich potworności, które miał ludziom przynieść XX wiek, zdarzenie, które ja przeżyłem i którego radości nie potrafię oddać słowami, będzie zapowiedzią nie tylko lepszych czasów, niech stanie się zapowiedzią Nowego Świata chrześcijańskiej Wiary, Nadziei i Miłości.

Nigdy przedtem nie uczestniczyłem w chrzcie świętym dorosłych. W Polsce to nie jest takie proste, Dobremu Bogu niech będą dzięki za chrzest dzieci, również rosyjskie doświadczenie nauczyło mnie szanować mądrość Kościoła, który wprowadził chrzest dzieci — ale może o tym innym razem… Tradycja sakramentu chrztu świętego w czasie wielkosobotniej liturgii, jej korzenie sięgają czasów pierwszych chrześcijan. Nie bez powodu więc, po latach prześladowań, ojcowie Jewgienii i Ludwik postanowili do tej tradycji powrócić. Wraz z moją Lepszą Połową byliśmy w tym dniu chrzestnymi niespełna szesnastoletniego Żeni, poprosiła nas o to jego babcia, stara pani doktor medycyny, z którą los obchodził się w życiu niezbyt łaskawie, która jednakże zawsze, gdziekolwiek była, pamiętała, że ochrzczono ją przed laty w kościele świętej Katarzyny na Newskim Prospekcie i że jej rodzice byli Polakami. Przed swoją śmiercią zdołała jeszcze uporządkować petersburską bibliotekę polonijną i przygotować scenariusz Pana Tadeusza dla polonijnego teatru. Zdołała też wysłać swojego ukochanego wnuka na studia do Polski, na filologię polską.

W ten sobotni wieczór i noc — jakaż to była radość… Było też zdarzenie — tak samo jak chrzest święty dorosłych lub prawie dorosłych ludzi — jedyne zdarzenie, które Pan darował nam na świadectwo właśnie tego dnia.

Rankiem do mieszkania ojca Eugeniusza ktoś zastukał. Jakież było jego zdziwienie, kiedy na progu swojego mieszkania zobaczył słynną „petersburską skórzaną kurtkę” — autora bardzo popularnych, niestety, telewizyjnych „600 sekund” — Aleksandra Niewzorowa… Jego audycja wyraźnie adresowana do rosyjskiego lumpena głosiła hasła „wielkoruskiego szowinizmu”, pochwalała państwową przemoc. Jej autor niejednokrotnie podkreślał swoje związki z prawosławiem i jawną wrogość do wszystkiego, co nie jest istinno prawosławnyje, w tym — do katolików i katolicyzmu. Wszyscy też doskonale wiedzieli — on zresztą nigdy tego nie ukrywał — o związkach Szurika Niewzorowa z sowiecką, a później rosyjską bezpieką…

— Otiec, to chyba Wasze…?
— A cóż tam Pan ma?

Niewzorow sięgnął do swojej torby i wyjął z niej starą, czerwoną stułę. Wąską, wyraźnie z tak zwanych trydenckich szat liturgicznych.

— Tak, to jest katolicka stuła. Skąd Pan to ma?
— To nieważne, nie mogę tego Ojcu powiedzieć. Miałem ją tylko Ojcu oddać… No więc oddaję.
— Zaraz, zaraz. Nic z tego nie rozumiem. Czy jestem Panu chociaż coś winny?
— Nie, Ojcze. Ja miałem tylko to oddać. I nic więcej.
— No to dziękuję. Bóg zapłać…

Sławny Szurik poszedł sobie, tak samo, jak przyszedł. W gruncie rzeczy nic się nie stało i tylko kiedy przyszło przygotowywać liturgię Wielkiej Soboty, powrócił ojciec Jewgienii do starej, czerwonej szaty liturgicznej. Taką stułę w wielkosobotni wieczór zakłada się na figurę Zmartwychwstałego, Chrystusa–Kapłana. Dziwna wydała się Ojcu ta stuła… Wyraźnie stara, materiał sprzed lat, a na odwrocie wyszyte jakieś inicjały. Odczytał je… i padł na kolana, a łzy zalały mu twarz… Na odwrocie stuły były wyhaftowane wielkie litery: XKB. Ojciec Jewgienii wiedział, co one znaczą: ta czerwona stuła kapłańska miała wyhaftowane litery jej właściciela.

KSIĄDZ KONSTANTY BUDKIEWICZ — tak nazywał się właściciel przyniesionej przez Niewzorowa stuły. Czy Niewzorow wiedział, co niesie — to zupełnie drugorzędne pytanie… Kim był właściciel stuły? Urodzony w 1867 roku ksiądz katolicki. Studiował najpierw w Petersburskim Seminarium Duchownym, później zaś w Petersburskiej Akademii Duchownej, do-ktor świętej teologii, wyświęcony w 1893 roku. Od lutego 1894 roku był pskowskim wikarym, uczył też religii katolickiej w tamtejszych szkołach, od października 1896 roku — nauczyciel religii w męskim i żeńskim gimnazjach w Witebsku. W 1903 roku powrócił do Sankt Petersburga, od 8 października był wikarym, następnie, od 13 stycznia 1904 roku, formalnym zastępcą proboszcza w kościele świętej Katarzyny na Newskim Prospekcie. W dniu 5 września otrzymał nominację na proboszcza tej parafii, od 16 kwietnia 1908 roku został dziekanem petersburskiego dekanatu. W kwietniu został nominowany kanonikiem, członkiem kapituły Archidiecezji Mohylewskiej. Od 1918 roku prałat Jego Świątobliwości został formalnie wikariuszem generalnym Archidiecezji Mohylewskiej przy księdzu arcybiskupie Janie Cieplaku. W marcu 1923 roku został przez bolszewickie władze areszto-wany. Proces sądowy, który odbył się w dniach od 21 do 26 do marca 1923 roku, tylko z nazwy był procesem sądowym. Księdzu arcybiskupowi Cieplakowi, księdzu biskupowi — egzarsze rosyjskiego Kościoła katolickiego, ojcu Leonidowi Fiodorowowi, księdzu prałatowi Konstantemu Budkiewiczowi, księdzu prałatowi Antoniemu Maleckiemu i jeszcze jedenastu prostym księżom parafialnym, postawiła władza sowiecka zarzut utworzenia organizacji kontrrewolucyjnej, której celem była likwidacja zasady rozdziału Kościoła od państwa! Głównymi oskarżonymi byli arcybiskup Cieplak i prałat Budkiewicz. Obu duchownych skazano na karę śmierci. Natychmiastowe protesty światowej opinii publicznej doprowadziły do zamiany kary śmierci na dzie-sięcioletnią katorgę w stosunku do księdza arcybiskupa Cieplaka. O śmierci księdza Budkiewicza tak pisze biograf ojca Leonida Fiodorowa — diakon Wasilii: „Wnioski wpływające zza granicy na rzecz skazanych w procesie biskupa Cieplaka miały taki charakter, że bolszewicy poczuli się zmuszeni do odłożenia terminu wykonania wyroków. Obawiając się jednak, że ze względu na znaczenie wciąż wpływających protestów, będą zmuszeni «zmiękczyć» wyrok dla o. Budkiewicza, wyprowadzili go bolszewicy w PASCHALNĄ NOC (przypadającą w tym roku według kalendarza gregoriańskiego 31 marca) DO PIWNIC WIĘZIENIA, I TAM ZABILI WYSTRZAŁAMI Z REWOLWERÓW”.

Dokładnie siedemdziesiąt lat po tym zdarzeniu, figura Chrystusa Zmartwychwstałego, w Wielkosobotnią Noc w kościele świętej Katarzyny w Sankt Petersburgu została ubrana w stułę Proboszcza–Męczennika. Bóg tak chciał, u Niego nie ma przypadków….

Niech nikt nie mówi katolikom, że gdziekolwiek w świecie są nie u siebie… Niech nikt nie mówi prawosławnym, że gdziekolwiek w świecie są nie u siebie…

Niech raczej zapyta: czy pozostali sobą? Czy dochowali wierności Chrystusowemu: „Idźcie na cały świat…!” Idźcie i głoście…?

Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne są też rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg.

1 Kor 12,4–6a

Zob.: „Trzeba wciąż przypominać światu”. W 70 rocznicę męczeństwa ks. Prałata Konstantego Budkiewicza; oraz Kazimiery Iłłakowiczówny, Opowieść o moskiewskim męczeństwie, „W drodze” 3(235) 1993, s. 69–81. Zob. też: Teresa Ledóchowska, Przy Newskim Prospekcie, tamże, s. 61–68.

Czerwona stuła XKB
Zdzisław Nowicki

(ur. 17 grudnia 1951 r. w Pile – zm. 6 czerwca 2006 r.) – polski dyplomata, ekonomista, senator I kadencji, ambasador RP, w latach 1992-1998 oraz 2000-2004 przebywał na placówkach dyplomatycznych w Sankt Petersburgu, Charkowie i Astanie, publikował po polsku, rosyjsku, ukrai...