Savonarola po pięciu wiekach

Savonarola po pięciu wiekach

23 maja ubiegłego roku minęło 500 lat od owego dnia, kiedy to w centrum Florencji, na eleganckim placu przed Ratuszem, został powieszony, a potem spalony na stosie Hieronim Savonarola razem z dwoma współbraćmi. Z okazji tej rocznicy przywoływano i wznawiano odwieczne dyskusje, ale na szczęście podjęto również pogłębioną refleksję nad postacią tragicznego kaznodziei. Towarzyszyło jej duże zainteresowanie mediów, czego objawem były artykuły w prasie codziennej oraz audycje radiowe i telewizyjne. Odbyło się wiele imprez o charakterze kulturowym (koncerty, wystawy) i religijnym.

Mniej widoczną, ale niezwykle owocną formą rocznicowych obchodów, był ich nurt naukowy, do którego zaliczam działalność badawczą, edytorską i publicystyczną wybitnych znawców życia i działalności Hieronima Savonaroli. Na szczególną uwagę zasługują nowe krytyczne wydania niektórych dzieł Hieronima Savonaroli oraz dokumentów źródłowych. W ciągu ostatnich trzech lat odbyło się również kilka kongresów zorganizowanych przez uniwersytety oraz instytuty naukowe we Florencji i w Pistoi. Ostatni z nich obradował w grudniu 1998 roku, w klasztorze św. Marka. Kongresy zgromadziły specjalistów z dziedziny historii, historii sztuki, literatury i teologii, z Włoch, Niemiec, Anglii i Stanów Zjednoczonych. Uczestnicy sympozjów, wierni ethosowi naukowca, bez względu na własne przekonania religijne i polityczne, starali się sformułować wyczerpującą i obiektywną odpowiedzieć na pytanie: jak to naprawdę było? Wyniki ich pracy pomogą odpo-wiedzieć na ciągle aktualne dla wielu pytanie: czy Savonarola był świętym, czy heretykiem. Uczeni nie wchodzili w kompetencje kościelnych instytucji i nie wypowiadali się na temat ważności ekskomuniki rzuconej przez papieża Aleksandra VI na Savonarolę, ale niewątpliwie dostarczyli cennego materiału do rozważenia tego problemu. Akta wszystkich kongresów oraz inne publikacje naukowe stanowią cenny przyczynek do poznania postaci włoskiego dominikanina, ale również historii Kościoła. Przedstawiając życie i nauczanie Savonaroli w bogatym kontekście jego epoki, ukazali nieznane przeciętnemu czytelnikowi gazet zjawiska oraz mechanizmy działania XV– –wiecznego Kościoła.

Fra Girolamo żył w czasach rozkwitu Odrodzenia, przedstawianego nieraz jako pierwszy wielki ruch odwrotu od Kościoła. Ostatni, najważniejszy okres życia spędził we Florencji, czyli najżywotniejszym ośrodku renesansowej kultury. Działalność kaznodziei z tego okresu, zrekonstruowana po wieloletniej kwerendzie źródłowej, objawia rzadko dostrzegany związek wiary i twórczości kulturowej w życiu protagonistów Renesansu. Savonarola żył i działał w tym samym co oni miejscu i czasie, a mimo całej swojej „odmienności” nie był dla nich kimś obcym. Był wykształconym zakonnikiem, mieszkał w klasztorze ozdobionym arcydziełami sztuki, posiadającym bogatą bibliotekę. Chociaż nie podzielał zachwytu humanistów dla wielu dzieł starożytnych (różnicę ilustruje drobny szczegół: kazał pisać złotą farbą cytaty z Ewangelii, a nie z Wergiliusza), potrafił nawiązać z nimi dialog i dyskutować na interesujące ich tematy. Znał Platona na pewno gorzej niż Marsilio Ficino, przede wszystkim dlatego, że świadomie porzucił Platona na rzecz Arystotelesa, a potem — św. Tomasza. Warto przypomnieć, że Ficino przyjął fra Girolamo jako Bożego wysłańca w nadziei, iż przeprowadzi odnowę życia religijnego. Potem odrzucił jego radykalizm ewangeliczny oraz metody działania jego zwolenników, zwanych „płaczkami” ( piagnoni). Ulegając wpływom przeciwników dominikańskiego kaznodziei, już po jego śmierci nazywał go Antychrystem. Chociaż postawa Ficino nie jest typowym przykładem relacji między humanistami a Savonarolą, odzwierciedla dramat współczesnych mu intelektualistów, rozdartych między fascynacją antykiem (która oddalała od Kościoła), a wiernością Chrystusowi i Kościołowi.

Wpływ Savonaroli na kulturową elitę Florencji personifikuje jego najsłynniejszy słuchacz i zwolennik, Pico della Mirandola (pochowany w dominikańskim habicie, podobnie jak Poliziano). Warto przypomnieć, że Pico della Mirandola namówił Wawrzyńca Wspaniałego, by w 1482 roku prosił przełożonych fra Girolamo o wysłanie go do rządzonego przez siebie miasta. Wiemy, że po kilku latach myślał o wygnaniu dominikanina (jak to uczynił z Bernardino da Feltre), ale nigdy takiej decyzji nie podjął. Wiemy również, iż pragnął spotkać się z Savonarolą, co nastąpiło tuż przed śmiercią. Podo-bne pragnienie żywiło wielu wykształconych florentyńczyków, ważnych osobistości ówczesnego życia politycznego, kulturalnego i gospodarczego. Przybywali tak licznie do klasztoru św. Marka, że Savonaroli brakowało czasu na rozmowę z każdym z nich. W archiwach nie znajdziemy nazwisk wszystkich rozmówców, ani zapisu treści wszystkich rozmów, ale warto przytoczyć lakoniczny opis niezwykle sugestywnej i symbolicznej sceny — wieczornej rozmowy fra Girolamo z Poliziano i Pico della Mirandola, w sali klasztornej biblioteki.

Savonarola nie mógł fascynować ani wyglądem zewnętrznym, ani sztuką oratorską; był brzydki i niski, nie miał mocnego, dźwięcznego głosu. Mimo to jego kazania gromadziły tłumy wiernych, wśród których był Marsilio Ficino (jeździł nawet do Prato, by go słuchać), Pico della Mirandola i młody Michał Anioł. Nie zwracał się wprost do jakiejś grupy, do intelektualistów czy bankierów, ale do wszystkich ludzi dręczonych pytaniami o sens życia, do ludzi przeżywających lęk o przyszłość i bezpieczeństwo swych rodzin i swego miasta. Mówił do ludzi uwrażliwionych na profetyczny wymiar ewangelicznego przesłania i oczekujących na natchnionego proroka, który by rozwiał ich lęki i wyjaśnił wątpliwości. Fra Girolamo spełnił te oczekiwania, pouczając, jak żyć w zgodzie z Bogiem oraz jak naprawić życie osobiste i społeczne. Głównym motywem jego kazań było renovatio, co można by uznać za odpowiednik „renesansu”, a hasło powrotu do Pisma Świętego, pośrednią krytyką „powrotu do antyku”, który okazał się jałowy dla życia duchowego. Komentował teksty biblijne i posługiwał się umiejętnie obrazami biblijnymi, a jego ogromna surowość i niewzruszona pewność o słuszności głoszonych prawd nie odstraszały słuchaczy. Prorok bowiem zawsze jest surowy, zapalony i bezkompromisowy. Wielu oddaliło się od „proroka” z klasztoru św. Marka lub wręcz zaczęło go zwalczać nie pod wpływem jego kazań, lecz — postępowania jego fanatycznych zwolenników. Badacze życia społecznego Florencji w drugiej połowie XV wieku zwracają uwagę, iż obok „płaczków” oraz grup młodych palących na stosach przedmioty uznane przez nich za objaw zbytku i rozpusty, działały tam liczne stowarzyszenia i bractwa, a wśród nich — organizacje prowadzące pogłębioną pracę wychowawczą wśród młodzieży. Kwerenda archiwalna wykazała, że Savonarola dużo czasu poświęcał członkom różnych stowarzyszeń, bez względu na to, czy byli to bogaci kupcy, bankierzy, czy biedne wdowy. Był jakby ich doradcą i duszpasterzem, na pewno — autorytetem moralnym. Trzeba przyznać, że eleganccy i uczeni doradcy Wawrzyńca Medyceusza nigdy się nie zajmowali rozwydrzonymi wyrostkami florenckimi i grupami pobożnych rzemieślników.

Savonarola oddziaływał nie tylko poprzez homilie i osobiste spotkania, ale również poprzez pisma. Jak przystało na wykształconego człowieka z końca XV wieku, potrafił umiejętnie korzystać z wynalazku druku. Świadczy o tym jego pomysł ogłoszenia listu otwartego oraz przygotowywanie do publikacji tekstów kazań, które poprzedzał odpowiednim wstępem.

Największym błędem Savonaroli było wmieszanie się w politykę; ten właśnie błąd doprowadził go na szubienicę i stos. Wkraczając w sferę polityki, nie przestrzegał logiki politycznego działania. Podejmując działanie czysto polityczne, nie stosował reguł rządzących polityką, lecz pozostawał surowym prorokiem nie uznającym dyplomatycznych gier i nie liczącym się z układem sił politycznych. Nie stworzył żadnej partii, ale też nie kontrolował tej grupy swych zwolenników, którzy podejmowali inicjatywy polityczne, powołując się na jego słowa wypowiedziane z ambony. Poniósł śmierć wówczas, gdy rząd republiki, zdominowany przez jego przeciwników, zwanych arrabbiati („wściekłych”), poczuł się zagrożony przez rosnące wpływy i ambicje polityczne „płaczków”. Dzięki niedawno odnalezionym listom florenckich kupców i członków rządu, udało się zrekonstruować ich nastroje i działania w ciągu ostatnich kilku dni przed wydaniem papieskiej bulli. Wynika z nich niezbicie, iż establishment republiki toskańskiej żądał od papieża zgody na zabicie (w jednym liście jest mowa wręcz o egzekucji) dominikanina. Arrabbiati, wymuszając na papieżu skazanie Savonaroli, chcieli ukarać i odsunąć od władzy wszystkich jego zwolenników, stanowiących znaczną siłę polityczną. Manipulowali papieżem i na niego zrzucili odpowiedzialność za śmierć dominikanina. O zdolnościach „propagandowych” polityków florenckich świadczy najlepiej fakt, że ich oficjalna interpretacja faktów była przyjęta za prawdziwą przez zwykłych ludzi, a nawet niektórych historyków. Śmierć fra Girolamo stanowi tragiczną przestrogę przeciwko zacieraniu granic między duszpasterstwem a polityką, a także — ważne pouczenie dla zaślepionych emocjami i ambicjami politycznymi wielbicieli proroków.

Na koniec pragnę zwrócić uwagę na fakt, iż każdy, kto chce poznać i zrozumieć Hieronima Savonarolę, winien pamiętać, że był to człowiek żarliwej modlitwy i głębokiej medytacji. O jego bogatym życiu duchowym świadczą niektóre pisma, przede wszystkim napisane w więzieniu rozważania. Potwierdzają to wydane ostatnio notatki, jakie zapisywał na marginesie brewiarza. Był człowiekiem wielkiej prostoty i ubóstwa. Urządzona w klasz-torze św. Marka rocznicowa wystawa stanowi niezwykle sugestywne uzupełnienie portretu Savonaroli nakreślonego przez historyków. Można tam obejrzeć m.in. pelerynę z czarnej, zgrzebnej wełny, która jest milczącym świadkiem ostatnich lat życia kaznodziei i dowodem pośmiertnego kultu; widać wyraźnie ślady pozostałe po wycinaniu kawałków materiału, zbieranych, jako relikwie, przez czcicieli fra Girolamo. Oni też przechowywali pelerynę i obszyli ją złotą tasiemką. Z wyposażenia celi Savonaroli zachował się prosty, drewniany zydel, brewiarz oraz mały, drewniany krucyfiks z misternie polichromowaną figurą Chrystusa. Krucyfiks ten stał na stole, przy którym pracował fra Girolamo. Prawdopodobnie patrząc nań, napisał ten oto modlitewny fragment Traktatu o miłości Pana Jezusa:

O, Jezu mój, Jezu, pozwól mi umrzeć dla Twej miłości. Spraw, abym zraniony Twą miłością, nieustannie wylewał łzy żalu. Spraw, abym rozpalony płomieniem Twej miłości, jęczał z bólu i tęsknoty za Tobą. O białe ciało, poczęte za sprawą Ducha Świętego w dziewiczym łonie, widzę, że z miłości do mnie jesteś okrutnie zbite i zbroczone krwią.

Może właśnie życie modlitwy, którego już nie zrekonstruują żadne badania archiwalne, stanowi najważniejszą działalność dominikanina, który tak wiele się trudził, pisał, podróżował, tyle wygłosił kazań. Z każdej podróży i spotkania wracał do swej celi, do pracy i do modlitwy.

Charakterystyka Savonaroli, nakreślona przez uczonych, odbiega od pobieżnych opinii niekompetentnych publicystów czy upolitycznionych historyków. Dominującym rysem tej charakterystyki jest harmonijne bogactwo, które jest czymś zupełnie innym niż bogactwo sprzeczności. Savonarola pokazany przez naukowców nie jest czarną plamą na historii kolorowego renesansu florenckiego. A przecież taki stereotyp myślowy funkcjonuje do dziś w każdym z nas. Uświadomiłam to sobie, gdy w połowie grudnia ubiegłego roku szłam od jasnej katedry do niepozornego placyku św. Marka i małego kościoła oraz przylegającego doń klasztoru. W ów deszczowy, pochmurny dzień Florencja wydawała mi się bardziej miastem Savonaroli niż Botticellego. Tymczasem w klasztornym refektarzu, gdzie toczyły się obrady kongresu, usłyszałam, iż nie można rozdzielać tych „dwóch” Florencji. Przekonałam się też na własne oczy, o czym nigdy nie pamiętałam, czytając czy pisząc o Savonaroli, że ilekroć szedł na górę do swej celi czy przechadzał się po korytarzu, musiał zatrzymać wzrok na spokojnie radosnym, kolorowym „Zwiastowaniu” Fra Angelico, a gdy wychodził z klasztornej bramy od razu widział jasną sylwetkę katedry zwieńczonej elegancką, kolorową kopułą.

Rzym, styczeń 1999

Savonarola po pięciu wiekach
Ludmiła Grygiel

urodzona 6 października 1943 r. w Wicyniu – polska historyk, eseistka i tłumaczka, publikuje w czasopismach polskich i włoskich, laureatka (wraz z mężem) nagrody Feniks 2017. Studia historyczne odbyła na Uniwersytecie Jagi...