Stworzyciel

Stworzyciel

Bóg stworzył świat. On jest jego Ojcem. Jahwe dał życie, kształty i barwy, uczynił trawy i zarośla, ryby w jeziorach, pędzące po bezkresach zwierzęta. Stworzył wszystko od zera, to znaczy z niczego. Nie uczynił tego z pramaterii rozrzuconej w kosmosie — z czegoś, co było równie odwieczne jak On. Cały świat został wyłoniony z Jego wnętrza — duchowej światłości. To niepojęte, bo świat jest materialny, skończony i przemijający, tymczasem Bóg jest Duchem wiecznym i nieogarnionym. Ktoś może zrodzić kogoś, gdy obaj posiadają tę samą naturę, dlatego nie mówimy, iż Bóg zrodził świat, lecz że go stworzył. Uczynił promienie słońca i szum wiatru, polifonię puszczy i muzykę sfer. Za Jego tchnieniem powstały ogień i krzesiwo, skały, błyskawice na niebie, pola i przydrożne drzewa. Wreszcie powołał do istnienia człowieka na Swój obraz i podobieństwo, dając mu we władanie całą resztę stworzeń, a także prawo moralne zapisane w sercu i na kamiennych tablicach oraz rozum do jego respektowania.

Człowiek jest koroną stworzenia, by dobrze gospodarząc światem, poszerzał jego ład i szanował harmonię, by dopełniał Bożego dzieła w sztuce i modlitwie. Uczy się przez to pokory wobec mądrości Bożej, szacunku dla przyrody, wytrwałości w zmaganiu z materią i bezinteresownego tworzenia rzeczy z pozoru niepotrzebnych, na przykład muzyki, obrazów i wierszy. Jeśli ludzie nie zachowują Bożych przykazań, zamiast być diademem stworzenia, stają się cierniem kaleczącym organizm natury. Bez Boga przemieniają się w najbardziej okrutne z drapieżników. Wobec Niego nie są już insygniami królewskości świata, lecz narzędziem jego degradacji. Człowiek jest najbardziej świadomy swego powołania w kontakcie z Bogiem.

Bóg objawiał się w historii wielokrotnie. Odnajdujemy Jego ślady w różnych wierzeniach religijnych. Swoje prawdziwe Imię objawił Mojżeszowi, ukazując się w krzewie gorejącym. Bóg oznajmił, że jest inny niż ludzkie wyobrażenia, niż rozmaite bóstwa. Chrześcijański mistyk, mistrz Eckhart, komentując to wydarzenie historii zbawienia, wkłada w usta Boga takie słowa: „Jestem, który Jestem i co tobie do tego?” Oznacza to, że Imię Boga nie może być instrumentem w praktykowaniu magii, argumentem w uzasadnianiu i egzekwowaniu ludzkich racji, nie może służyć celom wyłącznie utylitarnym. Jak mówi Pismo Święte, Boże myśli są inne od naszych myśli i Boże drogi nie są naszymi drogami. Mistrz Eckhart powie bardzo dosadnie, że na Pana Boga nie można patrzeć jak na dojną krowę. Boże Imię jest bowiem godne czci i uwielbienia, jest święte, dlatego Bóg objawiając Je, nakazuje Mojżeszowi zdjąć sandały. Ziemia, która była świadkiem objawienia Bożego Imienia, stała się święta.

Pokora

Obute stopy zostawiają swoje ślady na kartach historii. Żołnierskie buty niosą śmierć, wzniecają wojenną pożogę, depczą świętości, profanują świątynie, zadają gwałt. Tacy ludzie skazali Jezusa na śmierć, biczowali Go, szydzili z Niego i ukrzyżowali na Golgocie… Postawić but na kimś, oznacza upokorzyć go.

Obuty, pyszniący się swoją siłą człowiek próbuje zabić Boga. Pycha, w swej najbardziej radykalnej postaci, polega na pragnieniu zamordowania wszelkiego autorytetu. Nienawiść do Boga związana jest z przekonaniem, że jest On namiestnikiem, ciemięzcą i niechcianym dyktatorem. Człowiek, dopatrując się w boskich rządach paternalizmu i dominacji, nie potrafi dojrzeć do ojcostwa, które czyni go podobnym do Boga, lecz próbuje pozbyć się panującego nad nim Stwórcy. Butne serce czuje się zdeprymowane samą myślą o Bogu. W Biblii symbolem ludzkiej pychy są jeźdźcy tratujący pokorną ziemię ludzi ubogich. Podkute wierzchowce wojsk faraona, ścigające żydowskich uciekinierów z Egiptu, toną w falach morza Czerwonego. Bez miłości i pokory nawet religia jest fanatyzmem. Szaweł, upadając z konia pod Damaszkiem, zostaje uleczony z pychy i obdarowany łaską wiary w Je-zusa Zbawiciela.

Bóg leczy ludzkie serca z wyniosłości, upokarzając je i dając natchnienie do czynów miłosierdzia i pokuty. To skłoniło św. Franciszka z Asyżu do zejścia z konia i ucałowania rany spotkanego na drodze trędowatego. Kilka wieków wcześniej podobny gest uczynił św. Marcin z Tours, dzieląc się z ubogim połową swego żołnierskiego płaszcza. Święty Tomasz z Akwinu powie, że Bóg wyprowadza ludzi z ukrytej pychy, dopuszczając do ich upadków. Pierwszym efektem uzdrawiania jest zawstydzenie i poczucie bezradności prowadzące do pokornego szukania pomocy u Boga. Dodatkowym skutkiem Bożego leczenia jest wyrozumiałe traktowanie bliźnich.

Zdjęcie obuwia i stanięcie boso przed Bogiem jest gestem uniżenia i zapowiedzią pokuty. Gest ten różni się od gwałtownych odruchów autodestrukcji, gdyż nie jest podyktowany pogardą i nienawiścią, lecz akceptacją siebie i prostolinijnością. Pokora leczy z pretensjonalności, daje radość życia, miłość siebie i akceptację własnego status quo. Jednocześnie nie hamuje natural-nej dążności człowieka do czynienia sobie ziemi poddaną oraz poszukiwań doskonałości i szczęścia. Łacińskie słowo humilitas — pokora, wywodzi się od humus — ziemia. Stąd można rozumieć pokorę jako postawę człowieka, który stoi na ziemi, który na tyle poznał siebie, iż wie, że nie może liczyć na własne siły, lecz na miłosierdzie Boże. Człowiek uleczony z pychy nie wynosi się nad innych, nie gardzi tym, co niepozorne, małe i bliskie ziemi.

Ziemia

Ziemia to różne miejsca: pole, które żywi, cmentarz, na którym spoczywają przodkowie, teren wokół kościoła i przydrożnej kapliczki, góra wznosząca się nad okolicą, brzeg rzeki, morza lub jeziora. Tak, jak niemożliwe jest kochanie ludzkości bez miłości do konkretnych ludzi, tak również nie da się kochać ziemi jako takiej. Każdy kocha bliskie mu miejsca, każdy ma swoją ojczyznę.

Ziemi w Polsce nie brakuje, wielkie jej połacie rozpościerają się złotymi pasami pól i zielonymi wstęgami lasów. Tam, gdzie Tatry, ziemia piętrzy się i wznosi ku niebu, rozcinając jego firmament skalnymi grzebieniami. W Wiel-kopolsce i na Mazowszu leży ona płasko, obsadzona zbożem i ziemniakami, nad brzegiem Bałtyku marszczy się piaszczystymi wydmami i rozmywa wśród morskich fal. W miastach, gdzie ziemia przykryta jest warstwą betonu lub asfaltu, ludzie chodzą po bruku i chodnikach, nie dotykając jej. Wielu ludzi obcuje z ziemią tylko dzięki doniczkom z kwiatami we własnym mieszkaniu. Są tacy, którzy dotykają jej w czasie wakacji, wylegując się na plaży lub chwytając się skał na grani, podczas wspinaczki. Są i tacy, co przypominają sobie o ziemi dopiero wtedy, gdy przyjdzie im rzucić jej grudkę na trumnę bliskiej osoby.

Konkretnej miłości do ziemi mogą uczyć ludzie, którzy ją uprawiają i kochają — gospodarze pól, pastwisk i lasów. To ci, którzy niosą płody ziemi i gnają przed sobą inwentarz z własnych zagród. To na przykład górale z Podhala wraz ze swymi stadami owiec z hal i połonin. Ci ludzie dają świadectwo swej miłości do górskich pastwisk, owiec i Boga — Niebieskiego Gazdy, Stworzyciela nieba i ziemi.

Kultura

Czynienie sobie ziemi poddaną to inaczej tworzenie kultury. Niestety, dość często rozumie się ją jako niczym nieskrępowaną ludzką twórczość — cał-kowicie subiektywny, wewnętrzny świat człowieka — ludzkie działania i dzieła, do których nie stosują się żadne obiektywne normy. Taka produkcja nie jest kreatywna, ponieważ nie przystaje do życia. Tymczasem, w chrześcijańskim rozumieniu, kultura wyrasta z gleby, jaką jest właściwe odczytanie ziemskiego porządku. Jest pochyleniem się w geście szacunku i pietyzmu nad tym, co zastane, nad duchowym dziedzictwem — ojcowizną. Jest włączeniem się w łańcuch pokoleń, dostrzeżeniem w naszych protoplastach braci i ojców w wierze i mądrości. Kultura zweryfikowana przez doświadczenie przodków daje nowemu pokoleniu reguły interpretacyjne w poszukiwaniu wartości i piękna. Nie polega ona na tworzeniu wszystkiego od Adama i Ewy — tak jakby wcześniej nie została wykonana żadna praca ducha. Przeświadczenie, że trzeba zaczynać od początku, to złudzenie, które prowa-dzi często do subiektywizmu lub zbędnego nazywania rzeczy już nazwanych. Człowiek, aby wznosić gmach kultury, musi wpierw próbować rozumieć świat, jego sensy i prawa. Łatwo się tu pomylić, nie posiadając żadnych kryteriów poza własnymi odczuciami.

Natura

Kultura związana jest również z uprawą ziemi. Prowadzenie gospodarstwa uczy odpowiedzialności za ziemię, wytrwałości w jej uprawianiu i respektu wobec natury, która rządzi się własnymi, niezależnymi od ludzi prawami. Natura jest dynamizmem i siłą, której nie można traktować siłowo i apodyktycznie . Z przyrodą należy postępować dyplomatycznie, a to zakłada na przykład właściwe odczytywanie sensu gestów ludzkiego ciała czy też uwzględnianie praw wegetacji roślin na polu.

Są ludzie widzący w Bogu okrutnego demiurga, który rzucił ludzkość w nieprzyjazne jej środowisko i przestał się nią interesować. Człowiek — wieczny wygnaniec — bezradny wobec nieubłaganych praw natury, może podejmować beznadziejną walkę w imię swojej wolności. Ziemia rodzi same ciernie, ogranicza horyzont, ściąga w dół, a w końcu uśmierca i pochłania. „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Nawet własne ciało staje się dla człowieka ciężarem, drzemią w nim bowiem siły antagonistyczne w stosunku do najgłębszych pragnień.

Jak odpowiedzieć na tego rodzaju zarzuty? Owszem, natura nie wybacza błędów, podrażniona — staje się dziką bestią. Ta agresja może pojawić się w relacji ludzkiej osoby do jej własnego ciała, które instrumentalnie i bezrozumnie traktowane, zaczyna buntować się i przechodzić na stronę ślepego instynktu. Ta rebelia wewnątrz człowieka zatraca go tak, że nie jest już panem siebie i gubi poczucie godności. Dzieje się tak wtedy, gdy człowiek rości sobie prawo do decydowania o wszystkim, gdy sądzi, że może korzystać z absolutnej wolności. Mocą swych postanowień uważa on, że może manipulować swoim ciałem, handlować nim, eksploatować je seksualnie, nie licząc się z jego fizycznymi i psychicznymi możliwościami. Może również wyciąć wszystkie drzewa w okolicy, zamienić jezioro w zbiornik radioak-tywnej wody, wybić zwierzęta dla ich futra, a dla zabawy wjechać samochodem w stado bawołów. Tego rodzaju wolność jest wyrazem ukrytej pogardy dla natury i jej praw, a także dla Tego, który jest ich źródłem — dla Stwórcy. Dla człowieka konsekwencją takich działań jest wyniszczenie własnego ciała i degradacja moralna, zniewolenie nałogami, nienawiść do samego siebie. Natura jest czymś więcej niż scenografią i tłem dla człowieka, bo posiada swoje własne prawa i racje istnienia. Bóg powołał do istnienia świat nie tylko po to, aby służył człowiekowi, ale stworzył go, aby był. Stworzył go z bezinteresownej miłości. Jeden z chrześcijańskich mistyków — Anioł Ślązak na pytanie: dlaczego róża kwitnie? odpowiada: kwitnie, bo kwitnie. Święty Bernard z Clairveaux odpowiadając na jeszcze inne pytanie: dlaczego Bóg kocha? odpowiada: kocha, bo kocha. Natura nosi w sobie prawa niezależne od ludzkich motywów i przekonań. Aby żyć w zgodzie z nią, trzeba je uwzględniać i szanować. Natura to również ludzkie ciało. Nie można traktować go jak rzecz, człowiek nie tylko posiada ciało, ale również nim jest.

W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg powiedział, iż wszystko jest bardzo dobre, dopiero wtedy, gdy stworzył Adama i Ewę. Adam, zanim zobaczył Ewę, miał trudności w odnalezieniu własnej tożsamości — był przecież tak samo jak inne stworzenia ulepiony z mułu ziemi. Jednak otrzymał od Boga tchnienie życia i dlatego nie utożsamiał się z żadnym zwierzęciem z korowodu stworzeń. Kiedy zobaczył kobietę, rzekł: „ta jest ciałem z mego ciała, ta jest kością z mojej kości”. Biblia mówi, że mężczyzna i kobieta są równi sobie, są darem dla siebie i źródłem odnalezienia swej ludzkiej tożsamości. Rozróżnienie na pierwiastek męski i żeński nie zawiera wartościowania: le-psze–gorsze, doskonałe–mniej doskonałe, lecz jest wyrazem komplementarności płci. Chrześcijańska myśl filozoficzna podpowiada, że ludzki duch kształtuje się w ścisłej relacji do własnego ciała i w relacji do drugiego człowieka. Mężczyzna określa się wobec kobiety, a kobieta względem mężczyzny. Ich wzajemne postrzeganie siebie w odrębności i specyfice, a także w tym, co wspólne, warunkuje wewnętrzny rozwój mężczyzny i kobiety. Muł ziemi jest wspólnym mianownikiem dla wszystkich istot żyjących. Człowiek umieszczony został pośród innych stworzeń, a jednocześnie wyniesiony ponad nie. Myśl biblijna dystansuje się w tym wypadku od myśli Dalekiego Wschodu, gdzie wyodrębnienie człowieka spośród innych stworzeń jest mniej oczywiste. Dla chrześcijan powołaniem ludzkiej istoty nie jest rozpłynięcie się w nieokreślonej prajedni.

Kondensacja

Powyższa refleksja stanowi komentarz do Nabożeństwa Genezis, które odbędzie się podczas Ogólnopolskiego Spotkania Młodych nad Lednicą, 4 czerwca. W tym dniu młodzież z całej Polski przywiezie ziemię z różnych zakątków kraju i świata. Przez to nad brzegami Jeziora Lednickiego nastąpi niezwykła kondensacja tego, co uświęciły wieki — synteza historyczna i religijna. Lednica — źródło chrzcielne Polski — stanie się morzem, w którym spotkają się ze sobą wszystkie prądy historii i narodowego pielgrzymowania.

Każdy uczestnik spotkania otrzyma chleb upieczony ze zboża nadesłanego z całej Polski. To Bóg daje chleb powszedni, to ojciec karmi swoje dzieci. Dzieło stworzenia wciąż trwa. Ten, który ma na imię Jestem, Który Jestem, podtrzymuje w istnieniu wszelkie życie, człowiekowi nakazuje je szanować w każdej formie, a wszystkich ludzi czyni braćmi.

Celebracja różnorodności stworzenia rozpocznie się korowodem egzoty-cznych zwierząt. Będzie to obraz życia na ziemi, impresja obfitości i zróżni-cowania tego, co żywe. Pokaz zwierząt o fantazyjnych barwach, proporcjach i wymiarach. Zamysłem tego spektaklu Bożej menażerii jest pokazanie wspaniałomyślności Stwórcy, Jego wielkości i poczucia humoru.

Za korowodem zwierząt pójdzie dwoje ludzi — mężczyzna i kobieta — zwieńczenie dzieła stworzenia.

Stworzyciel
Nikodem Zbigniew Brzózy OP

urodzony w 1961 r. – dominikanin, doktor filozofii KUL i doktor habilitowany teologii PWTW. Mieszka w Poznaniu, gdzie jest duszpasterzem Wspólnoty św. Jacka, wspólnoty Wiara i Światło, Stowarzyszenia Pracowników Naukowych...