Środki i cele

Środki i cele

Oferta specjalna -25%

Liturgia krok po kroku

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

W poniedziałek 8 lutego, o godzinie 1100, do paryskiej siedziby ministerstwa ochrony środowiska i zagospodarowania terenów wkroczyła grupa rolników, demolując biuro pani minister Dominique Voynet, ponoszącej winę za — jak orzekli agresorzy — będący dla nich nowym obciążeniem „projekt podatku ekologicznego”. Policja interweniowała dopiero pół godziny później. Aresztowanych zostało piętnastu najbardziej krewkich demonstrantów. 9 lutego premier Francji, Lionel Jospin, na forum parlamentu ostro potępił niedopuszczalne akty przemocy, wymierzone — jak stwierdził — przeciwko państwu. Zareagował też minister spraw wewnętrznych, wszczynając dochodzenie nie tylko przeciwko rolnikom, ale i stróżom porządku publicznego. Nie zabrakło bowiem głosów oburzenia, spowodowanych „opóźnioną interwencją” i pasywnością policji.

Rolnicy, zamiast podpalać samochody na ulicy i narażać się na oskarżenia — jak wyznał jeden z uczestników akcji — że dopuszczają się aktów kryminalnych, postanowili dochodzić swoich racji „na miejscu”. Są zdania, że do urzędników za biurkiem nie przemawiają inne argumenty jak… tępe narzędzia. Trzeba — powtarzają — dać świadectwo i pokazać urzędasom, że powinni wziąć się do pracy, a nie gnębić tych, którzy żywią naród. Z kolei urzędnicy bronią „państwa prawa” i cywilizowanych metod rozstrzygania sporów. Żadne demokratyczne państwo — ich zdaniem — nie może tolerować aktów przemocy i „zezwierzęcenia”. Prowadzi to bowiem do anarchii i poczucia, że władza jest bezsilna.

„Nie chcemy, żeby nas wyzywano od bandytów, ani — z drugiej strony — żeby manipulowali nami związkowi działacze” — skarżył się młody rolnik. Analizując wydarzenia ostatnich tygodni „na zimno”, doszedł do wniosku, że tak urzędnicy, jak i rolnicy łatwo ulegają cudzej presji, realizując raczej cele określonych osób, zamiast załatwiać własne sprawy. Opowiedział się za załatwianiem rolniczych problemów przy „okrągłym stole”.

Międzynarodowy protest, do jakiego doszło 22 lutego w Brukseli, jest dowodem, że porozumienie „przy stole” jak na razie nie wchodzi w rachubę. Większość rolników uważa, że za ich kłopoty odpowiedzialni są biurokraci. Specjaliści „zza biurka” są zdania, że zmiany są nieuniknione i że winni są tak rolnicy, jak i ci, którzy powstrzymują wprowadzenie odważnych reform. Obecnie, w krajach Unii Europejskiej, 5% ludzi czynnych zawodowo stanowią rolnicy, lecz ich udział w produkcji wynosi zaledwie 1,6%. W 1999 roku Unia będzie musiała dołożyć do rolnictwa 266 miliardów franków (40,5 miliardów euro), co stanowi blisko 45% wydatków z europejskiego budżetu. Reformy, jakie zostały zapoczątkowane w 1992 roku, wciąż nie dają rezultatu. Ani PAC (Politique agricole commune), ani Agenda 2000 nie są — jak się dzisiaj mówi — doskonałe. Już w 1997 roku dziennik „La Libre Belgique” wyrażał obawy, czy „ceny gwarantowane” i obrona rynku przed tanią żywnością pomogą „najstarszej córce Europy” wyjść z kryzysu.

„Jaka polityka rolna?” — pytał Henri de Benoist, prezes Krajowego Stowarzyszenia Producentów Zboża i Produktów Zbożowych we Francji. Jego plan naprawy rolnictwa liczy cztery punkty i przewiduje „mondializację”, skorzystanie z doświadczeń amerykańskich, zbliżanie się do realnych cen, ale też ceny interwencyjne, walkę z uniformizacją i, nade wszystko, odchodzenie od wspólnej polityki rolnej dla całego kontynentu. Inne są bowiem problemy na francuskiej, a inne na portugalskiej czy szwedzkiej wsi.

Według Sabine Chevallier z tygodnika „Famille Chrétienne” problem jest bardziej złożony. Jeszcze w 1962 roku, gdy ustanawiano PAC, z pracy na roli utrzymywały się we Francji 3 miliony osób, obecnie 920 tysięcy. Po wojnie doszło do niebywałego boomu, mechanizacja i ewolucja techniczna przeobraziły wieś, sprawiły, że produkcja rolna stała się mniej uciążliwa. Mimo to, jeśli dziś przeciętna rodzina rolnicza może sobie pozwolić na tydzień wspólnych wakacji w roku, i tak jest dobrze. Współczesny rolnik nie uprawia ziemi, lecz — jeśli chce wyżyć — musi ją eksploatować. Skandal związany z chorobą wściekłych krów jest dowodem, że eksploatacja idzie coraz dalej. W krajach bogatych jest coraz więcej żywności, lecz ona, jeśli nawet nie zagraża życiu i zdrowiu, powoduje często negatywne zmiany w organizmie. Rozwój techniczny, który miał przyczynić się do postępu, obraca się tak przeciw człowiekowi, jak i przeciw naturze. Grozi nam coraz więcej chorób i epidemii, nieodwracalnych zmian wśród całych populacji, już dzisiaj bowiem mamy do czynienia z produktami genetycznie zmodyfikowanymi. Niemałym problemem jest wykorzystywanie zwierząt do produkcji żywności. Dopuszczalne granice dawno zostały przekroczone, hodo-wla często zamienia się w przemyślne tortury, a wydajność staje się jedynym kryterium, decydującym o sposobie traktowania tak istot żywych, jak i ziemi uprawnej. Nie można też zapomnieć o rosnącej przepaści między krajami bogatymi i biednymi. Tego typu praktyki tylko pogarszają sytuację krajów biednych i rolniczo zacofanych.

Dzisiaj należałoby zapytać, czy Bóg, polecając człowiekowi czynić sobie ziemię poddaną kazał, współpracować z naturą, czy też czerpać z niej tyle, ile możliwe? Człowiek już nie współdziała z procesami biologicznymi, lecz w nie ingeruje. Chce jak najmniej zainwestować i jak najwięcej zyskać. Papież Pius XII w encyklice Sertum laetitiae postulował, „by dobra, stworzone przez Boga dla wszystkich ludzi, zarówno dostawały się wszystkim wedługzasadsprawiedliwości i miłości”. Jan XXIII w encyklice Mater et magistra pisał: „Praca na roli zawiera w sobie wszystkie elementy sprzyjające godności, doskonaleniu się i kulturze człowieka, powinien więc on traktować ją jako posłannictwo otrzymane od Boga i prowadzące ku rzeczom wyższym”. Paweł VI w Populorum Progressio wzywał do humanizmu „otwartego na Absolut”, który jest „ostateczną miarą wartości”. Jan Paweł II w Centesimus annus przestrzegał przed „demokracją bez wartości”, która „łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. Przypominał, że jednym z celów ludzkiej działalności jest „doskonalenie dóbr ziemi”. Kto pamięta o zasadach sprawiedliwości i miłości? Gdzie praca na roli traktowana jest jak posłannictwo? Czy w świecie konkurencji jest w ogóle do pomyślenia kierowanie się ostateczną miarą wartości? Komu zależy na doskonaleniu dóbr ziemi?

Dla wielu rolnictwo i humanizm, uprawa ziemi i kierowanie się ku rzeczom wyższym, łączenie podziału dóbr ze sprawiedliwością i miłością to utopia. Unijne dotacje — mimo że ogromne — mogą co najwyżej pokryć wyrzuty sumienia, uciszyć demolujących ministerstwa rolników, nie załatwiają najbardziej istotnych, w gruncie rzeczy ogólnospołecznych problemów. Kto poważnie myśli o przyczynach kryzysu rolnictwa, kto szuka dróg wyjścia z trudnej sytuacji i pozytywnych rozwiązań na przyszłość, nie może kierować się jedynie prawami dzikiej konkurencji, ekonomiczną, zimną kalkulacją. Nie może ograniczać się do uprawy i zysku, praw rynku i… szczytnych, pozahandlowych zasad.

Tak jak w przyrodzie mści się brak równowagi, tak jest w sferze materii i ducha, pracy i wydajności, wytwarzania i reprodukcji, inwestycji i spożycia. Społeczeństwa konsumpcyjne muszą sobie uświadomić, że człowiek nie żyje samym chlebem, a biedne — że nie żyje nadzieją dobrobytu. Człowiek nie żyje po to, żeby wytwarzać, ani po to, żeby zaspokoić swoje podstawowe instynkty. Środki produkcji nie mogą być celem. Rolnik nie jest narzędziem pracy, robotnik — narzędziem produkcji, intelektualista — narzędziem myślenia…

Blokady dróg, niszczenie całych transportów żywności, stosowanie środków przymusu wobec „postronnych” obywateli, ale też debaty przy stole, rządowe umowy i rozporządzenia, ekonomiczne reformy nie przyniosą cudownego uzdrowienia gospodarki, póki choćby niewielkim wycinkiem ludzkiej działalności rządzić będą niezdrowe zasady.

Środki i cele
Marek Wittbrot SAC

urodzony 16 września 1960 r. w Polanowie – pallotyn, dziennikarz, redaktor, fotografik, autor tekstów poświęconych literaturze i sztuce współczesnej, duszpasterz środowisk twórczych, działacz polonijny we Francji, był redaktorem miesięcznika katolickiego „Nasza Rodzina" (199...