Zapomniałem księdzu powiedzieć
fot. marek levak / UNSPLASH.COM

Zapomniałem księdzu powiedzieć

Do spowiedzi przychodzimy nie tylko po to, żeby wyznać grzechy, ale też po to, żeby wyznać miłość. Żeby powiedzieć: Panie Boże, ja to wszystko zrobiłem, ale kłamałbym, gdybym powiedział, że Cię nie kocham.

Katarzyna Kolska: Czy do spowiedzi można podejść matematycznie, z wagą i miarą?

Wojciech Ziółek SJ: Oczywiście, że można. I wielokrotnie tak robimy, zapominając o tym, że Pan Bóg nie jest żadnym buchalterem. On mierzy sercem. Zresztą nie tylko On. To również nasze doświadczenie. Gdy kochamy, też mierzymy sercem, bo przecież nasza miłość jest odblaskiem miłości Boga. Moment, w którym zaczynamy sobie wymierzać i wypominać, świadczy o tym, że w naszej miłości coś iskrzy i zgrzyta. Bo jeśli jest miłość i bliskość, to nie ma liczenia.

Skoro tak ważne jest „mierzenie sercem”, to po co rachunek sumienia?

Żeby było konkretnie. Przecież miłość nie jest bujaniem w obłokach, tylko relacją, która wyraża się w bardzo konkretnych egzystencjalnych sytuacjach, dotyka życia w jego formie i treści.

W rachunku sumienia zachęca się nas jednak, żebyśmy podczas spowiedzi wyznali, ile razy popełniliśmy jakiś grzech.

Bo to pomaga nam określić, w jakiej jesteśmy kondycji. Jeśli chcę zagłuszyć sumienie, umniejszając wagę grzechu, wtedy bąknę pod nosem, że robiłem coś czasami. Ale jeśli pragnę nawrócenia, mogę powiedzieć, że ten grzech nie przytrafił mi się tylko raz, ale wiele razy. I że mnie to naprawdę boli.

Zdarzają się oczywiście penitenci, którzy wymieniają wszystko dokładnie: jeśli chodzi o pierwsze przykazanie, to zgrzeszyłem tyle razy, a drugie przykazanie przekroczyłem tyle razy. Spowiadając taką osobę, powinienem jej cierpliwie wysłuchać. No bo skąd mogę wiedzieć, jak to ocenić? Może dla tego człowieka to jest maksimum tego, na co go w danej chwili stać. Przeżywa jakieś lęki, więc trzyma się wyliczania.

Niektórzy chwilę po odejściu od konfesjonału wracają, bo sobie jeszcze przypomnieli…

Piotr po zmartwychwstaniu Jezusa trzykrotnie wyznał Mu miłość i trzykrotnie otrzymał przebaczenie, a kiedy Pan powierzył mu nową misję, to Piotr, zamiast iść ją spełniać, coś sobie przypomniał i – jak mówi Ewangelia – „obróciwszy się”, zapytał: „Panie, a co z tym będzie?”. Dlatego moim „psim obowiązkiem” jako spowiednika jest wysłuchać tego człowieka, udzielić mu rozgrzeszenia i powiedzieć: Ja odpuszczam ci wszystkie twoje grzechy. Choć wiadomo, że on tego słowa „wszystkie” nie usłyszy.

Ale przecież pod koniec spowiedzi mówi: Więcej grzechów nie pamiętam…

Mówi, ale zawsze z lękiem i bez wiary w to, że powiedział prawdę. Co więcej, on już w tym momencie wierzy, albo lepiej powiedzieć: „wie” – bo tak właśnie czuje – że nie wyznał wszystkiego i na pewno o czymś zapomniał. Nie słyszy tego, co się do niego mówi, bo on wciąż rozmawia ze sobą.

Mówimy o tych ludziach, że są skrupulantami. Czy to jest na pewno droga do duchowej doskonałości?

Pan Bóg może posłużyć się również skrupułami, by nas najpierw doprowadzić do jako takiej pokory, a potem do duchowej dojrzałości, ale skrupuły same w sobie są objawem lęku.

Przed czym?

Używając języka filozofii czy psychologii, powiedzielibyśmy, że jest to lęk przed miłością, przed bliskością, która wymaga stanięcia w bezbronności wobec siebie i wobec innych. Wszyscy się tego boimy, ale niektórzy z nas, zwłaszcza na pewnych etapach życia, boją się tego bardziej. Bo miłość oznacza odsłonięcie się i ryzyko, że ten drugi, przed którym się odsłoniłem, może mnie zranić, czyli użyć mej „nagości” przeciw mnie. Oczywiście możemy tego ryzyka nie podejmować, tyle tylko, że jeśli nie zaryzykujemy, to nigdy nie wydoroślejem

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się

Zapomniałem księdzu powiedzieć
Wojciech Ziółek SJ

urodzony w Radomiu, w 1963 roku, w czerwcu, znaczy, w połowie czerwca, właściwie to w drugiej połowie czerwca, dokładnie 21 czerwca – jezuita, uratowany grzesznik....

Zapomniałem księdzu powiedzieć
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”. Napisała dziesiątki reportaży i tekstów publicystyc...