Zadymieni i zaczadzeni

Zadymieni i zaczadzeni

Na początku września powróciłem z urlopu w Polsce. Wakacje polegały na spotkaniach ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną. Okazało się, że nie było to takie łatwe. Atmosfera w ojczyźnie jest napięta. Polityka w pełnym zwarciu, a w dodatku jeszcze krzyż przed Pałacem Prezydenckim. W towarzystwie trzeba uważać i szybko się orientować, kto za kim i kto przeciw komu, aby się nie wychylić i nie popsuć atmosfery. Niekiedy nie wiadomo, czy i jak zareagować, kiedy się słyszy jakiś głupawy dowcip o zmarłym prezydencie albo – z drugiej strony – nerwową wypowiedź na temat obecnego prezydenta. Udać, że się nie usłyszało, uśmiechać się, dyskutować, czy też powiedzieć coś w stylu: „Tak, tak… no właśnie…”? Życie towarzyskie stało się dość skomplikowane. Starzy znajomi rozczarowują się nawzajem. Zrywają kontakty. Pewien zacny profesor powiedział mi, że po jednej z jego publicznych wypowiedzi w sprawie dotykającej polityki musiał z komórki skasować około 20 nazwisk. Inny znajomy postulował natomiast, że sylwestra można by organizować np. „tylko dla PiS-owców” albo „tylko dla PO-wców”. Wtedy ludzie mogliby szczerze wypowiadać życzenia noworoczne bez groźby rozpoczęcia Nowego Roku od wielkiej kłótni.

W słynnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” biskup Pieronek zganił biskupów ordynariuszy za polityczne – jego zdaniem – zaangażowanie. „Wi

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się