Wyznanie człowieka, świadectwo wieku

Wyznanie człowieka, świadectwo wieku

, 0 recenzji

Nie zabijaj, nie dopuszczaj się gwałtu, nie kradnij.
To zasady, którym każdy człowiek, każdego wyznania
jest w stanie się podporządkować.
To nie grzeczne sugestie, ale wzory zachowania,
i ci z was, którzy je zignorują, zapłacą najwyższą cenę.

Z filmu The Boondock Saints (Święci z Bostonu)

„Zaczynam pisać ten rozdział w straszne i przerażające dni historii Europy. Wystarczy powiedzieć, że jest czerwiec 1940 roku” — pisze Mikołaj Bierdiajew w Autobiografii filozoficznej. Czytam te słowa kilkadziesiąt lat później, na początku nowego wieku.

Bierdiajew w wyniku rewolucji bolszewickiej musiał opuścić kraj. Przez kilka lat mieszkał w Niemczech. Drugą wojnę światową przeżył we Francji. Do ojczyzny już nie wrócił. Na rok przed śmiercią otrzymał tytuł doktora honoris causa wydziału teologii uniwersytetu w Cambridge. Pisał autobiografię, gdy jego droga powoli dobiegała końca.

Myśliciel jest w pewnym sensie ułomny

Autobiografia filozoficzna miała być w zamiarze autora opowieścią jego własnej historii ducha i poznania. Swoje życie rosyjski filozof potraktował jako ostateczną weryfikację stworzonego światopoglądu. Jego osoba była integralnie związana z głoszoną przez niego filozofią: żył i myślał tak, jak pisał. Czytelnik otrzymuje klucz do postaci Bierdiajewa i jego filozofii. W każdej ze swych książek rosyjski myśliciel jakby mimochodem opisywał siebie, swój charakter, własne postrzeganie świata. Te uwagi o własnej osobie wtrącane między wierszami pokazywały człowieka, który nie potrafi utrzymać ciągłości myśli, poskromić słów — chciałby wszystko powiedzieć od razu. Traciła na tym wewnętrzna spójność książek, ale zyskiwały one przez to bardziej osobiste oblicze. Filozofia była nie do oddzielenia od swojego myśliciela.

Można było się spodziewać, że Autobiografia filozoficzna będzie pod tym względem podobna. Mimo że tematem książki jest duchowy portret Bierdiajewa, otrzymujemy wiele opowieści o Europie pierwszej połowy XX wieku. Poznajemy Wasyla Rozanowa, który najstraszniejsze rzeczy mówi na ucho, popluwając nieco przy tym. Za nim podąża Jacques Maritain, niezbyt błyskotliwy podczas dyskusji, ale w zaciszu swego gabinetu rozstawiający przeciwników po kątach. Gabriel Marcel siedzi z brzegu, przysłuchuje się dość długo, by wreszcie powiedzieć „nie”. W oddali majaczy sylwetka Sergiusza Bułgakowa, z którym Bierdiajew nie rozmawiał zbyt często, co prawdopodobnie uratowało ich przyjaźń. Są czekiści, głupi jak wszyscy funkcjonariusze tajnych służb, czasem na kolana wskoczy kot Muri, odczuwa się delikatną obecność żony Lidii. Niekończące się dyskusje, intelektualne i duchowe napięcie, powietrze jest gęste od myśli.

Zaczyna się niewinnie. Nadwrażliwe szlachciątko, zamiast bawić się w Indian, chce zostać filozofem. Książki zamiast łuku i procy. Głód, którego nie potrafią zaspokoić rówieśnicy. W samotności jest nieco lżej, ale samotność pozostanie już na całe życie. Szkicując swój portret, Bierdiajew ukazuje siebie jako człowieka sprzeczności. „Myśliciel jest w pewnym sensie ułomny”. Nie sposób zapomnieć tego zdania, zwłaszcza gdy lepiej poznajemy filozofa. Dążył do harmonii, ale całe życie prześladowały go napady gniewu. Jako małe dziecko bił głową o krzesło, nie lubił przytakujących jego filozofii, najlepiej zaś czuł się w sytuacjach konfliktowych, gdy zamiast bronić swych poglądów, błyskawicznie przechodził do ataku. Niekiedy płonął gniewem, nawet gdy pozostawał sam ze sobą. Mimo że deklarował się jako pacyfista, nosił ze sobą rewolwer. „We mnie samym jest wiele mi obcego” — deklaruje filozof. Człowiek sprzeczności ma wiele twarzy i dla niego samego pozostaje to bolesne. Znamienne są pod tym względem zdania, w których niemal jednym tchem Bierdiajew wyznaje swoją niechęć, by zakończyć pozytywnym stwierdzeniem. Pisze:

Jestem człowiekiem mało społecznym, właściwie aspołecznym. Ze swojego charakteru jestem feudałem, siedzę w swoim zamku z podniesionym mostem zwodzonym i ostrzeliwuję się. Równocześnie jestem człowiekiem społecznym, lubię ludzi.

Czytelnika uderza ten brak konsekwencji. Ascezę cenił wysoko, lecz jej nie praktykował. Uważał siebie za człowieka walki, ale przekuł ją na kontemplację. Od dziecka cechowała go niechęć do państwa i władzy:

Kiedy jako chłopiec podchodziłem do jakiegokolwiek urzędu państwowego, nawet najbardziej niewinnego, to już byłem w stanie niezadowolenia i chciałem, aby ten urząd uległ zniszczeniu (…). Każdy urząd państwowy uważałem za inkwizycję, a wszystkich przedstawicieli władzy za prześladowców ludu, chociaż w kontaktach rodzinnych i na różnych przyjęciach spotykałem przedstawicieli władzy, często ludzi dobrodusznych i miłych.

Człowiek sprzeczności budzi różne opinie i niewątpliwie nie jest łatwym towarzyszem rozmów. Dla niego też nie jest to sytuacja komfortowa.

Moja myśl była rozdrażniona i gniewna, pojawiały się gwałtowne reakcje na różne poglądy intelektualne. Gdy sprawa dotyczyła pewnych idei, bywałem nieznośny i nie można było ze mną rozmawiać. Mimo to jestem człowiekiem tolerancyjnym.

Nie jestem wcale pewien, czy zostalibyśmy przyjaciółmi…

Pisanie jest potrzebą fizjologiczną

Autobiografia Bierdiajewa to uzasadnienie własnej filozofii. Styl myślenia Rosjanina jest trudny do prześledzenia. Przede wszystkim jest on filozofem aforystycznym. Aforyzm jest dla Bierdiajewa „mikrokosmosem myśli”, a w tej skrótowej formie wyraża się cała filozofia. Próżno by zatem szukać myślenia dyskursywnego, dowodowego. Zagadnienie, problem filozoficzny Bierdiajew obejmuje w sposób całościowy: w rozwiązanie rzuca całą swoją osobę, egzystencję, jakby samym sobą próbował wyjaśnić sporną kwestię. Ekspresja wyrazu, nie zawsze uchwytny tok gwałtownych myśli sprawiają, że trudno z Bierdiajewem, pomijając już jego charakter, prowadzić dyskusje. Czytelnik pozostaje widzem zafascynowanym pasją filozofa. Emocjonalne napięcie, potok słów, nieco chaotyczny styl, podniosły ton, zdania pisane w uniesieniu — nietrudno dać się uwieść Bierdiajewowi.

Bierdiajew jest autorem 43 książek i 440 artykułów. Co go pchało do spędzenia tyle czasu przy biurku?

Całe życie piszę. Pisanie jest dla mnie higieną duchową, medytacją i koncentracją, sposobem życia. Pisać mogłem zawsze (…), kiedy miałem 39° temperatury, kiedy bolała mnie głowa, kiedy nie było sprzyjających warunków, w czasie bombardowania.

Bądźmy jednak bardziej dociekliwi, bo do tej pory odpowiedź jest nieco mglista. To, że ma się niebywałe predyspozycje (bo jak nazwać fakt, że ani ból głowy, ani odgłosy bombardowania nie miały żadnego wpływu, podczas gdy mi przeszkadza niekończący się remont w mieszkaniu sąsiadów dwa piętra niżej), jeszcze niczego nie wyjaśnia.

Piszę dlatego, że wewnętrzny głos nakazuje mi powiedzieć to, co usłyszałem, piszę dlatego, że nie mogę nie pisać. (…) Pisanie jest dla mnie prawie potrzebą fizjologiczną.

Myślę, że sedno tkwi w tych dwóch zacytowanych zdaniach. W pierwszym mamy niemal romantyczną wykładnię powołania artysty — wewnętrzny głos, coś najgłębszego, najintymniejszego domaga się lub wręcz żąda utrwalenia. Utrwalenia dla kogo? Z pewnością nie dla siebie. „Wewnętrzny głos” jest słyszalny dla Bierdiajewa, ale nie dla pozostałych. Potrzeba pisania jest skierowana do kogoś, do innych. Piszący wychodzi poza siebie, przekracza swój egoizm. Tego, co usłyszał, nie może zachować, zagarnąć dla siebie. Pisze, tworzy, bo są inni.

Jednocześnie proces twórczy cechuje brutalizacja. Nie można nie pisać, ponieważ jest to podstawowy proces — przyrównany do fizjologii. Żadnych surm anielskich, niebiańskich chórów, natchnienie nie jest ulotną niewiastą w zwiewnej halce — pozostaje pisanie. Niemal fizyczne mocowanie się z każdym zdaniem, poprawianie słów w poszukiwaniu tego najwłaściwszego… W tych wyjaśnieniach Bierdiajew zrzuca z piedestału mit twórcy: nie pisze się dla siebie, ale dla innych; pisanie to nie hołubce na anielskiej łączce, ale walka.

(Nie)pójdziesz, synu, do piekła

Życie Bierdiajewa wyznaczają ramy tragicznych wydarzeń minionego wieku: rewolucja w Rosji oraz dwie wojny światowe. Poczucie nadchodzącego końca nie opuszczało filozofa. Problemy ostateczne, eschatologiczne były dlań codziennością. Każde kolejne tragiczne wydarzenie mogło przecież być ostatnie. Całe życie Bierdiajewa było skierowane ku nieoczekiwanemu końcowi.

Eschatologia rosyjskiego myśliciela jest przede wszystkim aktywna i twórcza. Nie należy jedynie oczekiwać nadchodzącego Pana. Bierność jest przekreśleniem i niezrozumieniem człowieczeństwa. Czekanie z założonymi rękami jest wygodnictwem, a dla Bierdiajewa jest ono tożsame z uchylaniem się przed podjęciem realizacji swojej osoby. Człowiek jest bowiem aktywnym współtowarzyszem Boga będącym w drodze, odważnie i twórczo podejmującym stojące przed nim wyzwania. Jest to możliwe przez dynamiczne stawanie się sobą. Bierdiajew pisze o „moralności eschatologicznej”. Rozumie przez to, że każdy czyn, który wykracza poza ten świat, przybliża przyjście Pana. Człowiek jest sprawcą aktów eschatologicznych — prowokuje, przynagla nadejście paruzji. Czyn, który wykracza poza ramy tego świata i nie mieści się w jego schemacie, to twórczość, modlitwa i każdy akt miłości, miłosierdzia, ofiary. Każdy z tych czynów odnosi zwycięstwo nad światem sukcesu, blichtru, pierwszych stron gazet. Moralność eschatologiczna kończy ten świat. Człowiek twórczo i dynamicznie realizujący swoją godność wykracza poza ten porządek, swobodnie przekracza jego granice, stając się heroldem zbliżającego się Mistrza. Uświadomienie sobie powagi naszych czynów, które są aktami eschatologicznymi, czyni z nas okna na tamtą, oczekiwaną rzeczywistość.

Pytanie o piekło brzmi w tym kontekście wyjątkowo. Bierdiajew w swojej antropologii odsłania godność człowieka — to on i jego czyny przyczyniają się do proklamacji królestwa Bożego. Czy człowiek stawiający siebie poza moralnością eschatologiczną tym samym wybiera potępienie? Według Bierdiajewa piekło jest „pośmiertnym wypadnięciem z wieczności”. Zrezygnowanie z godności sprawcy aktów eschatologicznych już dokonuje pewnego podziału na pragnących królestwa Bożego (wieczności) oraz na chcących pożyć w swoim ułożonym światku (teraźniejszości). Wszelki sąd i orzeczenia o potępieniu niektórych nie należą do człowieka, ale są przynależne Bogu. Tylko On może sądzić człowieka, ponieważ zna jego serce. Wolą Boga jest, aby wszyscy byli zbawieni. Bierdiajew uznaje istnienie piekła, ale ufa, że jest ono czasowe. Wierzy więc, że wcześniej czy później wszyscy będą zbawieni. Podobnie jak człowiek może obwieszczać krach tego świata, tak też samo mówienie i myślenie o piekle sprawia, że staje się ono realniejsze.

Rosyjski myśliciel gwałtownie odrzuca pewność niektórych co do zbawienia lub potępienia innych ludzi. Przede wszystkim gorszy go stanowczość głoszenia istnienia wiecznego potępienia. Opowiadanie się za piekłem pociąga za sobą wzajemne ocenianie się. Ocenianie może się szybko zamienić w wyrokowanie o innych, co doprowadzi do wirtualnego zapełniania piekła w myśl zasady: „ja jestem dobry, ale ty, synu, pójdziesz do piekła”. Godząc się z myślą o istnieniu wiecznego potępienia, człowiek bierze odpowiedzialność za to, że ono jest, za znajdujących się tam ludzi. Piekło staje się w myśli Bierdiajewa wręcz oskarżeniem skierowanym do każdego człowieka: czy dołożyłem wszelkich starań, aby ono nie istniało? W autobiografii filozof pisze: „Dla mnie bardzo ważne jest to, że nikogo nie chcę posłać do piekła”. Samo mówienie o piekle staje się już zapełnianiem go, ponieważ dla kogoś ono przecież musi istnieć. Problem nie przebiega wzdłuż podziału „mówić” — „nie mówić” o wiecznym odejściu od Boga, jakby samo wydobywanie dźwięków stwarzało lub unicestwiało piekło. Bierdiajew ma na myśli autorytatywne głoszenie możliwości potępienia, które osądza innych, lecz nie dotyka własnej osoby. Jeśli istnieje stan wiecznej negacji Boga, to nie mogę uważać, że on mnie nie dotyczy. Właśnie przez to, że istnieje taka przerażająca możliwość, dotyczy mnie ona jeszcze bardziej: to ja mogę się potępić, to ja mogę siebie zatracić. Całą eschatologię filozofa przenika głęboka ufność w zbawienie wszystkich. Podobnie jak nie można stanowczo głosić potępienia niektórych, tak również nie można autorytatywnie głosić powszechności zbawienia. Cóż nam pozostaje, gdy głos zawodzi, a mowa zdaje się bezużyteczna? W obliczu spraw ostatecznych właściwe jest milczenie, które otwiera nas na ufność:

Wierzę mocno i zdecydowanie w ostateczne zwycięstwo Boga nad mocami piekła, w Bożą Tajemnicę, w Boga jako Tajemnicę przekraczającą wszystkie kategorie zapożyczone z tego świata.

Pozostaje nadzieja.

Wyznanie wiary: Chrystus Legendy

„Nie wątpiłem w istnienie Boga, nie na tym polega mój problem”. Przez wszystkie karty tej książki jesteśmy świadkami przejmującego odczucia brakującej łaski, opuszczenia, duchowego smutku. Wiara Bierdiajewa to mozolne wspinanie się, brak ciepła bliskości Boga. Rosjanin wierzy ponuro, w mroku, a przecież, jak każdy, chciałby doświadczać radości życia duchowego. Jest jej pozbawiony. Zamiast niej nieustannie odczuwa brak religijnej pewności siebie oraz niegodności własnych myśli i poszukiwań. Bóg Bierdiajewa jest Bogiem ukrytym.

Rosjanin przez pewien czas uważał się za „a–teistę”. Terminem tym oznaczył swoje poszukiwania własnego języka mówienia o Bogu. Ortodoksja nie była w stanie go objąć. Uważał się za chrześcijanina bez przynależności konfesyjnej. Nawet ten wybór nie przyniósł mu spokoju ducha. Nieraz pytał siebie: „A co, jeśli rację ma ortodoksja? Wtedy zginąłem”.

Tajemnicą chrześcijaństwa, do której przylgnął Bierdiajew, jest Bogoczłowieczeństwo. To spotkanie dwóch natur, boskiej i ludzkiej, zjednoczonych, lecz niepomieszanych. Człowiek jest nieludzki bez Boga. Jeśli Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone. Bez Boga stajemy się zwierzętami. Bogoczłowieczeństwo to „tajemnica podwójnych narodzin, zrodzenia Boga w człowieku i zrodzenia człowieka w Bogu”. Dla Bierdiajewa Stwórca i stworzenie są dla siebie upragnionymi partnerami. Jeden potrzebuje drugiego, łączy ich silna więź. „Człowiek jest zakorzeniony w Bogu, jak Bóg jest zakorzeniony w człowieku”. Kroczą razem przez dzieje świata. W Bogoczłowieczeństwie tkwi rozwiązanie zagadki człowieka, jak również zadanie. Rozwiązanie jest takie, że nie jestem sobą, jeśli pomijam swego Stwórcę. Tylko Bóg staje się gwarantem ludzkości człowieka. Zadanie zaś polega na tym, aby stawać się człowiekiem przebóstwionym. W Bogoczłowieczeństwie człowiek nie zanika, nie rozpływa się, stając się jednym z bezosobowym bóstwem. Człowiek pozostaje sobą, zachowuje swoje człowieczeństwo, a jednocześnie nieustannie zmierza w stronę Stwórcy. Jeśli ustanie podczas tej wspinaczki, przestanie być sobą.

Bierdiajew przyjął Chrystusa z Legendy o Wielkim Inkwizytorze jako bezbronną prawdę i odrzuconą wolność. Inkwizytor z powieści Dostojewskiego namawia Mistrza do porzucenia ofiarowanej człowiekowi wolności. Chrystus Legendy jest poniżony, sprzedany, Jego jedynym orężem jest milczące świadectwo prawdy. W tym dramatycznym obrazie walki o wolność wiary Bierdiajew odnalazł swojego Boga.

Wyrzeczenie się nieskończonej wolności ducha było dla mnie wyrzeczeniem się Chrystusa i chrześcijaństwa, poddaniem się pokusie Wielkiego Inkwizytora.

Naśladowanie takiego Mistrza zawsze niesie za sobą ryzyko. Człowiek, mimo że pragnie wolności, nieraz chętnie by się jej pozbył, oddał komuś, byleby nie musiał walczyć, każdego dnia stawać w szranki z „problemami przeklętymi”. Wolność, również w drodze duchowej, może być przerażająca. „W życiu duchowym zawarte jest ryzyko” — pisze Bierdiajew i brzmi to niemal jak ostrzeżenie. Nie ma żartów: Chrystus Legendy domaga się zachowania prawdy, a nie składania ofiar.

Kluczowe zdanie Autobiografii filozoficznej Bierdiajewa, kilkakrotnie powtórzone, jest przesłaniem–oskarżeniem tego czasu, w którym Europa walczyła i krwawiła, oddając pokłon demonicznym ideologiom: teozofii Steinera, komunizmowi, faszyzmowi, totalitaryzmowi.

Bądźcie ludzcy w jednej z najbardziej nieludzkich epok historii świata, strzeżcie człowieka, jest on obrazem Boga.

Zamykam książkę. Wyglądam przez okno. Czytam ponownie przesłanie Bierdiajewa. Staram się.

Wyznanie człowieka, świadectwo wieku
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz.  Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....