…dotknąć Niewyrażalnego

…dotknąć Niewyrażalnego

, 0 recenzji

Ten List, choć pisany do wielu, jest i listem, który trafia do każdego osobno. Trzeba więc odpowiedzieć, bo jest listem wysłanym przez Papieża, ale i też pełnego wiary, nadziei i goryczy człowieka sztuki. Jan Paweł II mówi o doświadczeniu, które pozostawiło niezatarty ślad w jego życiu. Wtedy jeszcze określał je jako doświadczenie z odległej przeszłości, dziś, po wydaniu (poematu przecież, a nie traktatu teologicznego) widać, że pisze o sprawach, które są ważne dla niego jako poety piszącego i dziś. Przeżywającego osobiście dramat, którym jest uczucie, że przez chwilę dotykaliśmy Tajemnicy, a kulawym rezultatem tego przeżycia, którym jest zawsze najlepsze nawet dzieło sztuki. Wiemy, że to jest niemożliwe, bo dzieli nas „nieskończony dystans między Stwórcą a stworzeniem”. Jednak nie ma się co zapierać, chcemy dotknąć Niewyrażalnego, poznać, przełożyć na język barw, kształtów i dźwięków…

Czasami wstyd mi tej bezczelności, a jednocześnie, jak umiem, wierzę, że coś było wielkiego w Tomaszu, gdy sprawdzał cielesność Zmartwychwstałego. Powinienem wiedzieć, że to niemożliwe. Po co upieram się dotknąć Tajemnicy Tajemnic?

A jednak nie mogę istnieć bez próby, pragnienia, aby „wyrażać w ukrytych formułach to, co samo w sobie jest niewyrażalne”.

Co gorsza, kiedy mi się to nie udaje, jakże zazdroszczę poetom, którzy (jak mniemam) przez chwilę jednak to potrafili. I uczynili to, „nie odbierając samemu orędziu wymiaru transcedentalnego ani aury tajemnicy”. Najczęściej myślę o wielkiej pieśni Franciszka Karpińskiego Bóg się rodzi. O genialnym użyciu poetyckiego sposobu — oksymoronu, który sam w swej istocie oparty jest na niewyrażalnych zasadach sprzeczności, a ona, nie przestając nią być — jest nagle wyjaśniona. Wielka kolęda. Najlepsze, jakie znam w poezji, zrozumienie niemożliwego, że Słowo stało się Ciałem i że Bóg się urodził. Na dodatek napisana takim wierszem, że wszyscy mają te słowa w sercu.

Tajemnica, próba zrozumienia niezrozumiałego. I chwile, kiedy jesteśmy blisko, a co więcej, umiemy choć odblask światła przekazać innym. Sami często niewarci przeżycia. Marni, źli. A jednak czytam w Liście: „Kościół nadal żywi wysokie uznanie dla sztuki jako takiej. Sztuka bowiem, jeżeli jest autentyczna, choć niekoniecznie wyraża się w formach typowo religijnych, zachowuje więź wewnętrznego pokrewieństwa ze światem wiary tak, że nawet w sytuacji głębokiego rozłamu między kulturą a Kościołem, sztuka pozostaje swego rodzaju pomostem prowadzącym do doświadczenia religijnego”. Są to słowa wielkiej wiary i wielkiego zaufania do sztuki. Ojciec Święty nie wdaje się w osądzanie, czym jest sztuka autentyczna. Czuje, że istotą sztuki nawet słabego artysty jest szczere pragnienie dotknięcia Niewyrażalnego. I dziękuję Mu za to, bo nikt tu, na ziemi, całkowicie i prawdziwie autentyczności sztuki dnia dzisiejszego nie zdoła ocenić.

 Bardzo ważne jest dla mnie to wszystko, co mówi List o tajemnicy wcielenia. Wielki jest szacunek Listu dla ludzkiego geniuszu, „który znajdował i znajduje silne bodźce w innych środowiskach religijnych”. Co dla mnie samego istotne: „Chrześcijaństwo dzięki centralnej prawdzie o wcieleniu Słowa Bożego otwiera przed artystą szczególnie bogaty skarbiec motywów inspiracji”. Ja bym tylko wedle moich osobistych przekonań dopowiedział, że jeśli się wierzy, iż dokonał się ten mistyczny oksymoron i Bóg stał się Człowiekiem, to łatwiej się z Nim zaprzyjaźnić. Dotknąć Go, wędrować z Nim, jeść (nie tylko mistycznie, ale po prostu jeść), pytać Go, opisywać. Chcieć, aby mówił do mnie tak — abym zrozumiał wieczność. Czekać na celne porównanie, piękną opowieść. I jak się tak spojrzy na opowieść Ewangelii, widać, jak bardzo Jezus liczył się z zakresem pojęć, przypowieściami, idiomami, tych ludzi, do których mówił. Jak artystycznie opracowane są Jego słowa. Nawiasem mówiąc, jest wielką i bardzo mi miłą tajemnicą to, że używał zakresu słów niewielkiej prowincjonalnej mowy, a nawet jak wyobrażam sobie, miał silny akcent z Galilei. Pozornie były to pojęcia z życia bardzo prościutkich i biednych słuchaczy.

Co tu więc wiele mówić, chciałbym i ja ucieszyć Go jakąś moją miłą opowieścią. Jak do kochanego Brata mówić najskładniej, najlepiej.

 I słuchać jak najważniejszego Przyjaciela.

 I, o ile potrafię, nie być bezmyślny.

W przesłaniu Ojca Świętego jest wiara (tak to czuję), że prawdziwe przeżycie artystyczne ostatecznie prowadzi „nawet wówczas gdy artysta (…) opisuje najbardziej wstrząsające przejawy zła” do „powszechnego oczekiwania na odkupienie”. I chętnie się pod ten parasol wielkiej dobroci i wiary w artystów schowam. Może w niedobre i bezsenne noce nie będę sobie tak przypominał moich głupot, bezmyślnego zuchwalstwa, krętactwa, głuchoty na dobro. A przynajmniej mniej.

Ojciec Święty bardzo w tym Liście wyraża wiarę w artystów. I podkreśla, jak bardzo są Kościołowi potrzebni. Są to słowa najwyższego zwierzchnika Kościoła. Bardzo ważne dla pogubionych, pokręconych artystów wielkiej i małej miary. Wysoko w tym Liście jesteśmy oceniani: „Kościół zatem potrzebuje sztuki. Czy można jednak powiedzieć, że także sztuce potrzebny jest Kościół? Pytanie to może być prowokacyjne, ale jeśli je właściwie rozumiemy, okazuje się uprawnione i głęboko uzasadnione. Artysta nieustannie poszukuje ukrytego sensu rzeczy, z wielkim trudem stara się wyrazić rzeczywistość niewysłowioną. Nie sposób zatem nie dostrzec, jak wielkim źródłem natchnienia może być dla niego ta swoista »ojczyzna duszy«, którą jest religia”.

Tak pisze w Liście i do mnie Jan Paweł II, Papież, Artysta, Poeta. Trochę jestem Jego wiarą we mnie zaambarasowany. Bardzo też podoba mi się określenie „ojczyzna duszy”. Dlaczego? Bo ojczyzna nie jest miejscem samotnym. To jest miejsce, w którym musimy być razem. Okropnie to trudne, uciążliwość siebie samego ścierająca się z uciążliwością innych. Jednak innej rady nie ma. Jezus powiedział, że „jeżeli kilku z was zbierze się w Imię Moje, będę z wami”. I tylko tak chce być z nami. Tylko tak można wspólnie z innymi dojść do tej „ojczyzny duszy”. I tu powiem, że artysta jest w tej drodze czasem przydatny, potrzebny, bo zawsze chce zrozumieć siebie, innych, wyjaśnić nas sobie. I choć jest nie wiem jakim sobkiem, musi to przezwyciężyć i szukać sposobu, jak zbierać się w kilku. Choć czasem nie myśli, że zbieramy się w Imię Jego. Inaczej nie może być artystą.

Tak więc, dziękując za List i dalej go rozważając, odpisuję.

Ernest Bryll

Tekst jest fragmentem książki składającej się z wielu komentarzy polskich artystów przygotowywanej z okazji 25–lecia pontyfikatu Jana Pawła II przez Wydawnictwo Gaudium w Lublinie.

…dotknąć Niewyrażalnego
Ernest Bryll

urodzony 1 marca 1935 r. w Warszawie – polski poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy, dyplomata. Autor „Kolędy-Nocki” oraz wielu innych sztuk scenicznych, oratoriów, musicali, tekstów...