Między Konstantynem a Benedyktem

Między Konstantynem a Benedyktem

Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Marka

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Rozmawiałem niedawno z Tomasem Molnarem, węgierskim filozofem politycznym, od kilkudziesięciu lat mieszkającym w Stanach Zjednoczonych. Rozmowa dotyczyła sytuacji współczesnych chrześcijan, którzy dzisiaj znów – tak jak wyznawcy Chrystusa na początku naszej ery – muszą stawić czoło pogańskiej cywilizacji. Wyraziłem przekonanie – w czym nie byłem oryginalny, bo sięgałem do myśli Jana Pawła II czy kardynała Josepha Ratzingera – że największą szansą dla nowej ewangelizacji są wspólnoty katolickie, w których chrześcijanie odbierać będą pełną formację duchową i doświadczać żywego kontaktu z Bogiem. Jest to droga może mało efektowna, nienastawiona na spektakularny sukces, znaczona codziennymi wyborami ludzkich serc, ale w taki sposób przecież chrześcijaństwo przemieniło oblicze naszego kontynentu – wyszło od kilkunastu osób z jerozolimskiego Wieczernika, by z czasem stać się fundamentem całej cywilizacji.

– Jednak nawrócenie świata nie dokona się bez nawrócenia Konstantyna – przerwał mi profesor Molnar, również nawiązując do początków chrześcijaństwa. Jego zdaniem, bez czynnika politycznego rozwój religii jest możliwy tylko do pewnego poziomu. Tak właśnie było, jego zdaniem, w imperium rzymskim.

Powstaje jednak pytanie, kto jest dzisiaj Konstantynem. Gdyby konsekwentnie stosować paralelę między czasami starożytnymi a współczesnymi, można uznać, że odpowiednikiem antycznego pax romana jest dzisiejszy pax americana. W takim wypadku Konstantynem byłby George W. Bush. Problem jednak w tym, że sam Bush jest już podobno nawrócony – on sam mówi, że po różnych alkoholowych perypetiach narodził się na nowo w Jezusie – ale spodziewanych dla świata skutków na miarę Konstantyna z tego nie ma.

Trudno się zresztą spodziewać takich efektów w czasach, gdy przywództwo polityczne pozbawione jest nadprzyrodzonej legitymacji. Być może więc w świecie, w którym wedle anglosaskiej formuły „władza jest rozproszona”, możliwy jest tylko „kolektywny Konstantyn”? Wówczas do takiej roli najbardziej predysponowane powinny być partie chrześcijańsko–demokratyczne. Kłopot z nimi polega jednak na tym, że w wielu krajach zachodnich to właśnie przedstawiciele partii chadeckich przeforsowywali zmiany w ustawodawstwie, które legalizowały aborcję, pornografię, rozwody czy związki jednopłciowe.

Może więc profesor Molnar, mówiąc o Konstantynie, miał na myśli sferę polityki jako taką, a imieniem cesarza posłużył się tylko jako personifikacją? Polityka nie ma jednak autorytetu i mocy wiązania ludzkich sumień. Sojusz tronu z ołtarzem, żeby był skuteczny, musiałby odwoływać się do sankcji siły. W rzeczywistości obciążonej grzechem pierworodnym takie sojusze, jak uczy historia, kończą się najczęściej demoralizacją sług ołtarza.

Na szczęście stawką nie jest budowa cywilizacji chrześcijańskiej, lecz zbawienie każdego człowieka, dlatego dla Jana Pawła II nawet, gdy snuje wielkie globalne wizje, punktem wyjścia jest zawsze konkretna osoba. To personalistyczne podejście jest skutecznym antidotum na pokusę ideologizacji, za którą znika pojedynczy człowiek.

W tej perspektywie polityka jest ważna jako sfera ludzkich wyborów – i to wyborów doniosłych, bo mających wpływ na życie i postawy wielkich zbiorowości – ale nie jest najważniejsza. Właściwą hierarchię wartości trafnie ujął Thomas Stearns Eliot, pisząc, że polityka jest funkcją kultury, sercem zaś kultury jest religia.

Gdy więc niektórzy czekają na nowego Godota, inni zaś na Konstantyna lub Diderota, wśród wielu chrześcijan widoczne jest dziś inne oczekiwanie. Być może to przypadek, ale w ostatnich latach niezależnie od siebie trzech autorów w tytułach swych tekstów użyło tego samego sformułowania. Joseph Ratzinger, Alasdair McIntyre i Andrzej Nowak napisali: „Czekając na świętego Benedykta”.

Między Konstantynem a Benedyktem
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...