Usłyszeć głos wnętrza

Usłyszeć głos wnętrza

Marek Basiaga tworzy z dala od gwaru literackich salonów. Przedmiotem jego uwagi są sprawy zasadnicze, uniwersalne, jego wiersze przybierają niekiedy kształt przypowieści, paraboli. Sytuacja liryczna w wierszu to sytuacja poszukiwania swojej wewnętrznej istoty, swego centrum, swego prawdziwego „ja”.

Od wielu już lat tworzy Marek Basiaga z dala od gwaru literackich salonów, niewiele publikuje w prasie. Książka Usłyszeć światło, która ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa „W drodze”, nie będzie miała zapewne — podobnie jak dziewięć wcześniejszych tomików poety — krzykliwej reklamy. Inaczej niż wielu dziś literatów nie zabiega artysta o masowego czytelnika, nie bardzo interesuje się literacką modą. Wierząc, że to, co w poezji naprawdę istotne, powstaje niezależnie od czytelniczych gustów i obowiązujących stylistyk, świadomie ustawia swe wiersze w perspektywie długiego trwania, stroni od doraźności.

I może właśnie dlatego, że przedmiotem uwagi autora są sprawy zasadnicze, uniwersalne, jego wiersze przybierają niekiedy kształt przypowieści, paraboli. Bardzo to częste w omawianym zbiorze: poeta rozpoczyna wiersz opisem krajobrazu, relacją z konkretnej sytuacji, by raptem odsłonić ich „drugie dno”:

Lotny piasek na małej skrytej pustyni
Nie dojdzie cię tu krzyk ptaka
Ani delikatny grzbiet sarny
Strumień wody nie napełni twoich ust
A słońce wraz z wiatrem wysuszy skórę
Nim odejdzie precz wraz z twoim cieniem (…)

(Lotny piasek na małej skrytej pustyni)

Nic nie zapowiada tu znaczeń symbolicznych, czyta się ten tekst dosłownie i dopiero końcowe wersy odsłaniają szerszą perspektywę znaczeń:

Na tej małej pustyni  d u s z y
Liczyć można jedynie na kropkę rozbieganej mrówki
Która pracą chce ci dowieść czegoś
Co wydaje się najważniejsze

Pustynia okazuje się metaforą ludzkiego wnętrza, jest przestrzenią mentalną, jest stanem ducha.

Przestrzeń natury jest jednak ważna w zbiorku także z innych względów. Bywa przecież i tak, że krajobraz pojawia się w wierszach Basiagi nie tylko po to, by odsłonić krąg znaczeń symbolicznych. Zdarza się, że jest wartością samą w sobie, jest istotnym składnikiem lirycznej sytuacji wiersza. Myślę tu zwłaszcza o tekstach medytacyjnych, może najciekawszych w całej książce. Oto jeden z nich:

Byłem sam
Łagodny powiew deszczu przenikał mi powieki
Z południa dochodziły pieśni
spalonych dróg i zakopanych ognisk
Nie było w horyzontach pyłku człowieka
Mój głos nie mówił do mnie
nie odpowiadało echo
Widziałem swoje odbicie w dłoniach
po raz pierwszy nie dotknęło mnie pustką
Idąc nie kryłem się przed deszczem
i przed swoimi myślami

(Cisza)

Liryczna sytuacja tego wiersza to sytuacja szczególnego uspokojenia. Cały utwór zwraca uwagę jakąś wewnętrzną ciszą. Sprawia to najpierw składnia: frazy biegną tu powoli, „na długim oddechu”, niespiesznie zmierzają ku kadencji, budują ów nastrój motywy milczenia. „Mój głos nie mówił do mnie/nie odpowiadało echo” — szepcze bohater… W ciszy próbuje odnaleźć samego siebie, rozpoznać swój właściwy kształt, swoją istotę.

Tak jest w tej poezji częściej. Bohater zbioru jest zapewne mieszkańcem współczesnego miasta na co dzień obcującym z wytworami cywilizacji (por. np. wiersze Nic się nie stanie gdy ten las odejdzie, Powroty). Zarazem jednak kimś, kto jak my, niepewny, przytłoczony gwarem spraw i obowiązków, tęskni do miejsc ustronnych i cichych, nie zaprzątniętych doraźnymi zmartwieniami. Jak my, uwikłany w nadmiar „zewnętrznych” powinności, próbuje ocalić w sobie „człowieka wewnętrznego”, „otwiera dla siebie swoje ciało” (Znam słońce), chce dotrzeć do własnego duchowego centrum, do swego prawdziwego „ja”. Z dala od zgiełku, na ogół w kontakcie z przyrodą, przeżywa niekiedy chwile zdumiewających olśnień — cisza spływa nań poznaniem, deszcz obmywa, przestworza przynoszą słowa modlitwy — doświadcza owoców medytacji:

Wiatr się zerwał ze wschodu
W tamtą stronę prowadziły starodawne drzwi katedry
Otwarty jak zielony pokłon lasu
Dla swojego niedorzecznego ja
Obróciłem twarz ku wschodowi
Obmył mnie dreszcz wiatru i spokój przestworzy
Przyniósł dla mnie słowa
Które chcąc nie chcąc
Ułożyły się w pochwalną modlitwę

Kontakt z naturą staje się dla lirycznego bohatera omawianych utworów źródłem wewnętrznego oczyszczenia. Przyroda to świat nieskalany, czysty i choć niekiedy zapominamy, o czym mówi do nas sosna, zapach grzybów, jagód, droga z igliwia, ich głos trwa, pomaga odnaleźć ciszę tak potrzebną do uporządkowania własnego wnętrza, do odnalezienia ładu w sobie i w świecie, do odkrycia wyższego niż my sami porządku.

Wspomniałem o medytacyjnym charakterze wierszy Marka Basiagi. Jakie są zasadnicze elementy tak rozumianej poezji? Prócz wspomnianego, niespiesznego rytmu słów, osobliwego, „uciszonego” tła przyrody, przede wszystkim sytuacja liryczna: sytuacja poszukiwania swojej wewnętrznej istoty, swego centrum, swego prawdziwego „ja”. A więc także coś, co można nazwać „przeżyciem medytacyjnym”. Chodzi o taką poezję, która — mówiąc najkrócej — odsłaniałaby przeżycie osobowej pełni, zgody na świat i siebie samego, przeżycie szeroko rozumianego oczyszczenia.

Czy taka poezja ma dziś szansę na porozumienie z odbiorcą? — Niełatwo odpowiedzieć. Wierzę wszakże, że takiej poezji potrzebujemy — zmęczeni zgiełkiem, codzienną gonitwą. Wierzę też, że znajdzie ona zrozumienie u znawców — od których będzie zależało uprzystępnienie jej szerszemu gronu czytelników.

Usłyszeć głos wnętrza
Wojciech Kudyba

urodzony 18 września 1965 r. w Tomaszowie Lubelskim – polski poeta, krytyk, historyk literatury, norwidolog, doktor nauk humanistycznych KUL.Żonaty, mieszka w Nowym Sączu....